...

poniedziałek, 26 lutego 2018

Antidotum na niepokój cz.17



Poranki nie są łatwe, a na wycieczkach szkolnych to prawdziwy koszmar. Kylo mimo tego, że słyszał o zbiórce, śniadaniu i nawoływaniu nauczycieli postanowił nie wstawać. Nie miał kaca czy coś, raczej leń mu się włączył. Zawinął się w burrito z kołdry i nakrył głowę poduszką, mając nadzieję, że nikt go nie zauważy. Hux natomiast, jak to miał w swojej pedantycznej naturze, wstał pierwszy. Drugim bodźcem było podejrzenie, że któryś z jego współlokatorów może mieć uciążliwy budzik, a ostatnim co chciał usłyszeć zaraz po przebudzeniu była nieznośna melodyjka systemowa. Nie pomylił się. Budzik Finna dzwonił trzy razy, zanim jego właściciel postanowił otworzyć oczy. Na szczęście Hux był już wtedy świeży, w czystej koszuli, siedział na swoim łóżku pod ścianą, przeglądając internet na telefonie. BB-Rex krążył już po pokoju, czekając, aż jego właściciel wreszcie się obudzi i zabierze go na spacer. Gdy Finn trzasnął drzwiami do łazienki (były wyjątkowo uciążliwe w zamykaniu się), Poe podniósł się energicznie, waląc w deski nad sobą. Po pokoju rozeszło się soczyste “kurwa!”, Poe zwinął się z bólu. Hux nawet nie ukrywał uśmiechu. Niedługo później cała trójka była zwarta i gotowa do wyjścia na śniadanie. Kylo się nawet nie ruszył.

- Czy wy balowaliście we dwójkę czy coś? - zapytał Finn.

- Niezbyt, ja to zasnąłem zaraz po tym, jak wyszliście - skłamał Hux, złażąc ze swojego łóżka.

- Spojrzał na Kylo, a raczej na górę pościeli, która powinna nim być.

- Słabo, Hux - powiedział Poe. - Dostajesz punkt frajerstwa za to. Mogę go odebrać, jak dzisiaj nie odpadniesz i dotrzymasz mi towarzystwa, dopóki wszyscy się nie porobią.

- O, dzięki ci łaskawco - ironizował. - To znaczy że po godzinie już mam wolne, bo więcej nie wytrzymasz, nie?

- Chcesz się założyć? - Poe wyciągnął do niego dłoń.

Hux spojrzał na rękę, a potem na Poe.

- Jasne, o co? - zapytał Hux.

Był pewny siebie, jeżeli chodziło o hazard, zwłaszcza z idiotami.

- Kto odpadnie dziś pierwszy ten... - Poe zamyślił się.

- Farbuje włosy - zaproponował Finn.

- Farbuje włosy - powtórzył Poe od razu i Hux nie wiedział, czy dlatego, że podoba mu się ten pomysł, czy dlatego że Finn go zaproponował.

Nie mniej jednak wizja Poe w jakimś wściekłym różu czy pomarańczu, który tak kocha, była wystarczająco interesująca, by przyjąć wyzwanie. Uścisnął mu dłoń, Finn przeciął zakład.

- No dobra, to idziemy jeść - powiedział w końcu Finn.

- Wy idźcie, ja dołącze później, bo muszę BB-Rexa wyprowadzić.

- Co z Kylo? - zapytał Hux.

Spojrzeli na Rena, który przewrócił się na drugi bok. Poe wzruszył ramionami i oddał swoją uwagę psu. Hux westchnął i podszedł do łóżka Kylo. Potrząsnął go za ramię, nie był w tym zbyt delikatny.

- Zamykamy pokój - poinformował go.

Kylo zamruczał niezadowolony:

- Jeszcze chwilę.

- Nie mamy chwili, jeżeli chcesz zjeść śniadanie dzisiaj.

- Gotuję ci pół życia, nie możesz mi raz  czegoś przynieść?

- Nie - odpowiedział, po czym praktycznie zerwał z niego kołdrę, wystawiając go na zimne powietrze pokoju.

Nie będzie mu robił kanapek na oczach całej szkoły. Kylo delikatnie rzecz biorąc nie był zadowolony z obrotu sprawy, ale w końcu wstał i zaczął się ubierać, a gdy Hux już pomyślał, że udało mu się nadspodziewanie łatwo, Ren rzucił na niego kołdrę, zawijając go jak naleśnika, a tak o, żeby dobrze rozpocząć poranek.

Hux nie widział, co się właściwie dzieje, z kołdrą na głowie było to trudne zadanie. Kolejny głupi żart Kylo, by zrujnować mu dzień, a już sobie ułożył włosy. Poza tym co on sobie myślał, ponownie dotykając go bez jakiejkolwiek zgody. Czochranie włosów, głowa na ramieniu, teraz praktycznie go objął. Armitage był na skraju wytrzymałości, chciałby wiedzieć, o co Kylo właściwie chodzi. Usłyszał śmiechy współlokatorów, szczekanie psa, które zaraz zostało uciszone przez Poe.

- Kylo, puść mnie! - krzyknął, próbując się wyszarpać.

Kylo zaśmiał się, walcząc jeszcze chwilę, ale w końcu go puścił. Wyszczerzył się do Huxa, gdy zobaczył jego rozwalone włosy i rzucił kołdrę na łóżko, nawet nie myśląc o ścieleniu go.

- Chodź już Hux, jestem głodny.

- Jesteś debilem - rzucił, po czym pierwszy opuścił pokój, układając włosy w drodze.

Kylo złapał kurtkę, bo nie umiał znaleźć swojego swetra, pewnie rzucił go gdzieś do szafy. Ruszył za Armitagem, a Finn zadecydował, że dotrzyma Poe towarzystwa na spacerze.


Stołówka była przestronna i stara. Białe kafelki na podłodze pokryte były rysami i pęknięciami, znaczącymi ich wiekowość. Uczniowie siedzieli przy długich ławach, utworzonych ze złączonych stołów, więc było dość ciasno. Mimo wczesnej pory, przestrzeń wypełniał szum rozmów, stukanie naczyń i szuranie krzeseł. Śniadanie nie było nawet takie złe, ale Hux prawie nic nie zjadł. Kylo miał czasem wrażenie, że Armitage je tylko u niego. Zawsze był bardzo blady i chudy, ale ostatnio Renowi rzucało się to bardziej w oczy.

- Co tak mało? - zapytał go Kylo, pochłaniając czwartą kanapkę.

- Nie jestem głodny - odpowiedział.

Nalał sobie za to drugą szklankę herbaty.

- To samo mówiłeś wczoraj na kolacji - odparował.

Hux westchnął poirytowany.

- Jem tyle, aby przetrwać. Nie lubię i nie potrzebuję jeść więcej.

- U mnie jesz normalnie - zauważył Ren, - Nie smakuje ci?

- Rany, Kylo, nie o to chodzi… chociaż też - przyznał, ale kontynuował. - Po prostu nie chcę. Znam swoje potrzeby, wiem, ile wystarczy zjeść, by mieć energię do pracy, by nie być zmęczonym tylko dlatego, że zjadłem za dużo. To czysty pragmatyzm, nic więcej. Zemdlałem kiedyś? Leżałem na kroplówce? Nie, ponieważ wszystko jest pod kontrolą.

Kylo przewrócił oczami i powrócił do swojego talerza. Armitage Pragmatyzm Hux, znów uderza. Po chwili Ren znowu odpłynął myślami do wczorajszego wieczora. Nie za bardzo wiedział jak się teraz zachowywać, więc próbował wrócić do normalności - w końcu ten pocałunek to było tylko wyjście z sytuacji - ale nie szło mu za dobrze. Tak naprawdę to chciał o tym porozmawiać z Huxem, ale nie wiedział jak i po dłuższym zastanowieniu chyba jednak wolał to przemilczeć.


Po śniadaniu nauczyciele zwołali całą wycieczkę na główny plac, gdzie rozdzielono dwie klasy na cztery mniejsze grupy, by zajęcia były bardziej efektywne. W planach było strzelanie z łuku i wiatrówki, zajęcia taneczne, w połowie których Hux wyszedł “na chwilę” i nigdy nie wrócił oraz seans niedługiego filmu połączony z rozmową w grupie, stworzonej chyba na bazie grup do walki z uzależnieniami - inwencja psycholog Holdo. W trakcie dnia Kylo najbardziej docenił łuk, bo trzeba było siły, aby go napiąć, a także strzelał dość celnie. Hux stał po zmechanizowanej stronie strzelania, instruktor praktycznie musiał wyrwać mu broń. Jednak mimo wszystko, gdy usłyszeli, że to już koniec na dzisiaj i mają czas wolny na integrację między sobą, wszyscy odetchnęli z ulgą. No bo ile można. Po wczesnej kolacji wszyscy rozeszli do swoich pokoi, a cisza nocna została przesunięta na dwudziestą trzecią, jakby naprawdę ktoś sobie coś z tego robił. Tak jak i z całego zaplanowanego przez nauczycieli czasu.

czwartek, 22 lutego 2018

Antidotum na niepokój cz.16

Ciemność ma to do siebie, że jako iż nie możesz nic zobaczyć, to inne zmysły działają na najwyższych obrotach. Kylo dręczył w tym momencie przede wszystkim słuch. Nie, nie chodziło o krzyki dobiegające z innych pokojów albo krople deszczu odbijające się od blaszanych parapetów - znów padało. Słyszał zarówno swój oddech oraz ten należący do Huxa, każdy szmer kołdry, każde skrzypnięcie sprężyn łóżka i nie mógł nawet pomyśleć o śnie. Co się właściwie stało? Analizował sytuację sprzed niecałych dwóch godzin i jedyne co przychodziło mu do głowy, to myśl, że Armitage go pocałował. Oczywiście była od razu przygniatana przez tłumaczenia, bo przecież gdyby nie to, właśnie byliby w drodze do domu albo, co gorsza, jechaliby po nich ich rodzice. Mógł nie mieć z nimi dobrych kontaktów, mógł żreć się i czasem tłuc z ojcem, ale to w relacji rodzinnej Huxa zdecydowanie działo się coś gorszego. On miał przynajmniej swoje miejsce, przez większość roku nawet nie widział tych ludzi. Armitage prawdopodobnie nigdy nie powie mu jak to wszystko tak naprawdę wygląda, ale może u niego siedzieć godzinami i wracać do domu długo po zmroku. Może zjeść obiad, przespać się albo zostać na noc. Wróć, Kylo, Hux cię pocałował, skup się.

Właśnie pocałował cię inny chłopak - JA!

Kylo spróbował się obrzydzić całą tą sytuacją, bo to sugerowała mu ta wypowiedź Armitage’a, ale nie potrafił. Nie żeby nie przeżył szoku, jednak nie czuł też złości czy nienawiści. Był w dodatku dziwnie spokojny, w końcu uniknęli złapania po alkoholu i w dodatku z psem. Ciekawe, czy gdyby nie to, mógłby się jeszcze nazywać uczniem. Pewnie nie. Pomysł Huxa ich uratował, prawdopodobnie był tylko chłodnym planem. W końcu jego przyjaciel powinien się nazywać Armitage Pragmatyzm Hux. Potrząsnął głową, bo chyba pierwszy raz pomyślał o nim jako o przyjacielu właśnie. A przynajmniej po raz pierwszy na trzeźwo. Na pewno byli przyjaciółmi, może wymykają się każdej typowej definicji przyjaźni, ale w końcu żadne z nich nie było normalne. Kylo jednak nie miał w tym większego doświadczenia, z ludźmi było mu nie po drodze, ale jak inaczej to nazwać? Przedkładał Huxa nad każdą inną osobę, bo Armitage go po prostu rozumiał i Kylo czuł się przez niego akceptowany mimo wyzwisk, kłótni czy bójek. Nie lubił, gdy ten poświęcał uwagę komuś innemu, tak jak chociażby w autokarze. Chciał jej całej, nawet jeśli uwaga ta miałaby emanować złością i opierać się na ciosach. Czy to właśnie tak powinno wyglądać? Kylo nie miał pojęcia.


Hux nie był osobą, która by się bardzo wierciła przy zasypianiu, jednak wyjątkowo nie potrafił znaleźć dogodnej pozycji. Skrzypienie sprężyn i dobijająca cisza ciemnego pokoju potęgowały niezręczność, która zaczęła na niego napierać. Wiedział, że to normalne, że jak się idzie spać, to jest się cicho, ale świadomość istnienia Kylo na dolnym łóżku była czymś nie do zniesienia. Dodatkowo jego myśli operowały teraz na dwóch biegunach jakimi były “świetny plan, Hux” oraz “zjebałeś, Hux”, a on stał po środku i nie wiedział już co o sobie myśleć. Pocałunek, niby nic wielkiego, zwykła czynność, w której uczestniczą dwie osoby i której znaczenie nadane jest tylko poprzez ich przekonania i intencje. Intencją Armitage’a w tamtym momencie było to, aby nadchodząca nauczycielka zostawiła ich w spokoju. W końcu byli dwoma chłopakami, którzy swobodnie mogą okazać sobie uczucia tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy. Było to przekonanie narzucone na nią, więc dlaczego Hux czuł takie zawstydzenie, gdy przypominał sobie swoje ruchy? Zdziwiony wzrok Kylo, rosnącą adrenalinę, jego zimne ręce na ciepłej twarzy Rena, złączenie ust. Nic więcej, nic mniej. Na tamtą chwilę uznał, że to wyjście z sytuacji było lepsze niż tłumaczenie czyj to pies i zbieranie ochrzanu za alkohol w pokoju, prawdopodobne odesłanie do domu, gdzie ojciec wyśmiałby go za to, że jest zwykłym żałosnym gówniarzem. Pewnie długo by mu wypominał, jakim jest rozczarowaniem i wstydem dla rodziny. Hux zdecydowanie nie chciałby tego słuchać.

Potem zaczął rozważać inne scenariusze, na przykład gdyby nie wyszedł z Kylo, ale z Finnem lub, co gorsza, Poe. Czy postąpiłby tak samo? Nie był pewien. Najgorsze w tym wszystkim było to, że w czasie, gdy wspinał się na palce, nie pamiętał o tym, że to scenariusz Kapitana Ameryki. Gdyby nie nerdowska część Kylo i jego doszukiwanie się tłumaczenia, atmosfera byłaby jeszcze dziwniejsza. Dopiero on mu o tym przypomniał, lecz nie zmieniało to faktu, że Hux z własnej woli pocałował kogoś, z kim jedyny bliższy dotyk, jaki w życiu dzielił, była wymiana ciosów albo podtrzymywanie jego ciała, gdy pijany nie potrafił stać prosto na nogach. Nawet jeśli dzielili łóżko na noclegach czy przytulali, klepiąc po plecach, czynności te nie wychodziły poza granice przyjaźni.

Historia związków Armitage’a nie była bogata, nie nazwałby tego nawet historią, raczej jednym czy dwoma epizodami pomyłek, po których stwierdził, że nie został przystosowany do tworzenia romantycznej relacji z kimkolwiek, a na pytanie co może być lepsze niż seks odpowiadał dominacja nad światem i nawet nie żartował. Był powściągliwy w okazywaniu emocji, agresja przychodziła mu łatwo, do niej był przyzwyczajony, delikatność jednak nie była jego mocną stroną. Delikatny był Kylo, gdy pisał wiersze albo oddawał mu swój sweter. Hux bał się okazywania słabości, bał się wyglądać żałośnie i tak samo teraz bał się, co Kylo o nim pomyśli. Nie chciał być odczytany źle. To była logistyczna akcja, nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie głupi Poe Dameron i jego jeszcze głupszy pies. Hux bardzo chciał wyjaśnić zajście jeszcze raz, ale jak pomyślał o tym, że trzeźwy miałby stanąć przed Renem i zagadać ej pamiętasz, jak cię wtedy pocałowałem, to skok z budynku wydawał mu się bardziej atrakcyjną opcją. Takie myśli denerwowały go jeszcze bardziej, przecierał oczy dłońmi, chciał uderzyć ścianę albo wyjść zapalić. Wiedział jednak, że jak wstanie, Kylo może zagaić rozmowę, podczas gdy on z całych sił błagał swoją bezsenność, aby pozwoliła mu się wyłączyć chociaż na parę godzin. To był pierwszy dzień wycieczki, jeszcze wszystko mógł odkręcić i jego serce jeszcze może przestać bić tak szybko na samo wspomnienie wzroku Rena.  

Nie wiedział, czy leżał tylko dziesięć minut czy może już godzinę, stwierdził jednak, że oszaleje, jeżeli nie wstanie. Zrzucił z siebie kołdrę i zszedł z łóżka, szybko założył buty, ignorując brak skarpetek, założył wiszący na oparciu krzesła sweter. Nie zastanawiał się, czy Ren już śpi.  Sięgnął do torby i z kieszeni spodni wyciągnął papierosy i zapalniczkę, po czym szybkim krokiem opuścił pokój. O tej porze raczej nikt się do niego nie przyczepi za palenie.

Trzaśnięcie drzwiami wybiło Kylo z zamyślenia. I tak oto został sam w pokoju.

Sięgnął po omacku do plecaka, żeby wyjąć zeszyt, długopis i latarkę. Potrzebował się wyżyć. Pomysł na wiersz przyszedł sam, nie musiał długo się nad nim zastanawiać.

Cicho, ciszej
zrób wszystko - nie mniej, nie więcej.
Każdy ruch to szelest, co może nas wydać.
Tak się złożyło, że to zimne ręce
zawsze powstrzymują mnie przed upadkiem
i dają mi ciepło, którego same nie znają.
Łatwiej byłoby oddychać pod wodą niż wtedy,
gdy atak paniki narastał w nas obu
i byłbym bliski krzyku, gdybyś mnie nie uciszył.
Cicho, ciszej - każdy ruch może mieć znaczenie.
Bliskość nadeszła za szybko i teraz dzieli nas tylko kartka papieru.
To źle, że nie myślę już tylko o wardze rozciętej o zęby.
To źle, że myślę o tym, jak smakują papierosy
i jak pachnie ziemia mokra od deszczu.

Kartkował chwilę zeszyt, przeżywając wszystkie te chwile na nowo i znów czując spokój przychodzący z ukończonego wiersza. W końcu odłożył wszystko z powrotem do plecaka i wbił wzrok w deski nad głową. Nawet nie był pewny, kiedy usnął.


Armitage stał pod zadaszeniem, o które stukał deszcz. Ciągle padało, przez co powietrze było wilgotne. Nikogo nie było na dworze, w większości okien, które widział, nie paliły się światła. Jakaś para dzieciaków przebiegła z jednego budynku do drugiego, śmiejąc się. Hux westchnął, wydychając dym. Noc, deszcz i nikotyna działały uspokajająco. Przysiadł na drewnianej ławce przy stole, patrząc na pustą aleję i starając się nie myśleć o niczym. Mimo chłodu, było mu całkiem przyjemnie, orzeźwiająco. Może teraz mógłby nawet zasnąć tej nocy? Gdy wypalił papierosa, położył głowę na stoliku, podkładając sobie pod nią ręce. Wtedy też poczuł znajomy, ale obcy zapach i jego myśli wrócił. Przez przypadek znowu ubrał sweter Rena. Westchnął zrezygnowany. To go będzie prześladować i nic z tym nie zrobi. Gdy wrócił do pokoju, Ren musiał już spać, więc zdjął tylko buty, nie przejmując się układaniem ich, wdrapał się na łóżko i niedługo później także zasnął. Nie słyszał, kiedy Finn i Poe wrócili.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Antidotum na niepokój cz.15

 Gdy Armitage uznał, że mogą bezpiecznie wyjść, dał Kylo znak i szybkim krokiem opuścili najpierw salę, a potem budynek. Mieli szczęście, że usiedli na końcu pokoju. Zaraz po otwarciu drzwi wyjściowych, uderzyło ich chłodne, wieczorne powietrze. Główna aleja była pusta, w pokojach pawilonów było zupełnie ciemno, co kilka metrów żółtym światłem paliły się latarnie. Hux i Ren skierowali się w prawo, skąd wydawało im się, że dochodziło szczekanie i pięli się w górę ścieżki, w stronę swojego pawilonu. W drodze Hux wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i włożył jednego do ust, poszukując jeszcze zapalniczki.

- Musisz akurat teraz? - zapytał Kylo, gdy Armitage odpalał fajkę, a mały płomień rozświetlił mu na moment twarz.

- Wiesz, to taka stresująca sytuacja, poszukiwania, że muszę odreagować - ironizował, wydmuchując dym.

Skręcili w uliczkę za swoim budynkiem, szczekanie zdawało się dobiegać z okolic boiska do siatkówki.

- I tak dużo palisz, to cię ubije szybciej niż myślisz - powiedział Kylo, rozglądając się za pomarańczową kulką futra.

- Na coś trzeba umrzeć - wzruszył ramionami Hux, idąc spacerowym krokiem i niespiesznie wodząc oczami po okolicy.

W tej zieleni i mroku ten ośrodek wydał mu się jeszcze brzydszy, ale miał jakiś klimat. Zatrzymali się przed boiskiem. Było pusto i ciemno, wiał lekki wiatr, na mokrym od deszczu piasku widać było ślady małych psich łapek.

- Był tu - stwierdził Kylo, obracając głowę w stronę Huxa.

Ten  wydmuchał mu dym prosto w twarz, uśmiechając się dumnie.

- Sukinsynu, mam astmę - warknął Ren, rozrzedzając dym dłonią.

Hux wzruszył ramionami i zaciągnął się po raz ostatni, po czym wyrzucił niedopałek na piasek i zasypał butem. W tej samej chwili BB-Rex wyłonił się znikąd i mimo krótkich nóżek, mignął im między nogami, wybiegając na główną aleję. Hux może i nie rozumiał psów, ale miał wrażenie, że ten doskonale wiedział co robi i że czerpał z tego nieskrywaną radość. Chłopaki ruszyli za zwierzakiem, który biegał w kółko, zatrzymując się, by sprawdzić, czy ktoś za nim podąża, po czym zrywał się ponownie i uciekał w najlepsze. Kylo czuł, że do momentu, jak go złapią, zupełnie wytrzeźwieje. W pewnym momencie, Hux, ledwo łapiąc oddech, kazał Kylo biec z drugiej strony i tak BB-Rex wpadł w końcu w sidła, gdy zabiegli go z dwóch stron między budynkiem mieszkalnym a składzikiem na sprzęty sportowe. Kylo złapał psa i wziął na ręce. Chłopcy odetchnęli z wyczerpania, pies dyszał z wywieszonym jęzorem.

- Dawaj go szybko do pokoju - powiedział Hux, podpierając się pod boki.

Starali się iść szybkim krokiem, uważając, żeby nikogo nie spotkać w alejach. Dwa budynki przed ich miejscem zamieszkania, Hux dostrzegł nauczycielkę. Patrolowała aleje, upewniając się, że wszyscy są na zajęciach i nikt nie przemyca alkoholu z pokoju do pokoju, ani w ogóle na teren ośrodka. Hux wepchnął Rena w przejście między krzakami a ścianą jednego z budynków. Pies zawarczał, Hux i Ren zaczęli go uciszać, jakby rzeczywiście rozumiał mowę ludzką inną niż wyuczone komendy.

- Czy tam ktoś jest? - usłyszeli głos w pobliżu.

- Kurwa mać - zaklął Hux.

 Kylo dalej próbował przekonać psa, by zamilkł.

- Co teraz? Nie mamy jak stąd wyjść - szepnął Ren.

Hux myślał intensywnie, czuł, jak szybko bije mu serce.

- Wsadź psa za krzaki, szybko - rozkazał Armitage, oglądając się za siebie.

- Proszę się pokazać i wracać do świetlicy! - niósł się głos nauczycielki.

Kylo położył psa pod krzakiem i kazał warować. Nerwowo patrzyli to po sobie, to zerkali na róg, za którym lada moment mogła pokazać się nauczycielka, całe przedsięwzięcie zaraz trafi szlag. Kylo stał sztywny od zdenerwowania, Hux miał pustkę w głowie. Nagle, na sekundy przed wydaniem, wpadł na pomysł.

- Pocałuj mnie - powiedział głosem pełnym powagi, patrząc Kylo prosto w oczy.

- Że co kurwa? - wykrztusił w szoku, miał wrażenie, że się przesłyszał.

- Co panowie tu robią? - zapytała nauczycielka zirytowanym głosem, dostrzegając ich pod ścianą budynku.

Armitage, bez zawahania, w ostatniej chwili chwycił twarz Kylo w swoje dłonie i wspinając się na palce, złączył ich usta. Zamknął oczy, działał w pewien sposób mechanicznie. Kylo stał w szoku, oczy miał otwarte, nie do końca rozumiejąc, co się właśnie stało.

Nauczycielka, speszona niespodziewaną i intymną sceną, której, jak założyła, nikt nie miał ujrzeć, wycofała się, szybkim krokiem zawracając w dół alei. Hux odczekał kilka sekund, po czym odsunął się od Kylo, który w międzyczasie zapomniał, jak się oddycha. Stali chwilę w ciszy, Hux miał wrażenie, że zaraz zejdzie na zawał, Kylo miał w głowie za dużo pytań, by się w ogóle wysłowić.

- Co - wydukał w końcu, bardzo skonfundowany.

- Publiczne okazywanie uczuć sprawia, że inni czują się niekomfortowo - wyjaśnił krótko Hux, wycierając usta wierzchem dłoni. - Weź psa i idziemy, póki mamy szansę.

Nie spojrzał na Kylo, odwrócił wzrok i ruszył pierwszy. Kylo poszedł krok do przodu, po czym cofnął się dwa, aby chwycić BB-Rexa i podążył za Armitagem.

- Czy to był tekst Kapitana Ameryki?  - zapytał po chwili, gdy rzeczywistość wydarzeń zaczęła do niego powoli docierać.

- Chciałeś powiedzieć Black Widow - poprawił go.

- Hux! - Ren podbiegł, by zrównać się krokiem z rudym.

- Och, zamknij się już - odpowiedział, nie wiedząc, co było bardziej żenujące: dobrowolne pocałowanie Kylo czy znajomość bohaterów Marvela.

- Poczekaj - złapał go za ramię i obrócił do siebie. - Co to było i dlaczego okłamałeś mnie, że nie widziałeś filmów z Kapitanem Ameryką.

- Ja jebie, Kylo, czy to jest naprawę twój największy problem teraz, nie to, że właśnie pocałował cię inny chłopak - JA? - wyrzucił z siebie Hux, czując, że zaraz spali się ze wstydu.

Kylo uderzyła świadomość, że o wiele bardziej przeszkadzało mu to, że Hux nie powiedział mu o filmach niż ich pocałunek. Znaczy był w kompletnym szoku i to pewnie dlatego i…

- Chodź już do tego pokoju - mruknął, wymijając Huxa i niosąc psa w bezpieczne miejsce.

Armitage ruszył za nim, wciskając dłonie w kieszenie spodni.

Kylo odłożył BB-Rexa  pod łóżko, rozkazał pilnować legowiska. Później upewnił się, że drzwi są zamknięte i wyszedł. Hux stał przed pokojem, a Kylo jakoś tak nie potrafił spojrzeć mu w oczy. W milczeniu wrócili na świetlicę, gdzie Poe i Finn akurat kończyli “rapować” ich “piosenkę”, śmiech rozluźnił nieco atmosferę. Po dwóch kolejnych występach wszyscy udali się na kolację. Poe z całego serca dziękował chłopakom za przyprowadzenie psa, obiecując, że będzie bardziej odpowiedzialny. Po wszystkich tych wydarzeniach ani Kylo, ani Hux nie mieli już za bardzo ochoty na zabawę. Poe i Finn wyszli na trochę do znajomych z innego pokoju, prosząc kolegów, aby mieli oko na BB-Rexa. Oboje leżeli już wtedy w łóżkach, a w pokoju nastała głucha cisza. Ren, wpatrując się w deski nad sobą, rzucił tylko “dobranoc”  i spróbował zmierzyć się z ciemnością i swoimi myślami.