...

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz. 40


Gdy podjechali pod dom Phasmy, dziewczyna, która zauważyła ich przez kuchenne okno, wyszła na zewnątrz, żeby otworzyć bramę. Mieszkała w małym domu, za to z dużym i bogatym ogrodem. Wejście znajdowało się pod werandą obrośniętą bluszczem, chociaż na jesień trochę wyblakła, to przez ciepłe miesiące była bujna. W drzwiach za nią Kylo zauważył dwójkę dzieci. Były małe, ale tak jak Phasma miały niezwykle jasne blond włosy i spojrzenia, które zdawały się ciągle knuć jakiś plan. Hux wyłączył silnik i wyszedł z samochodu, Kylo podążał. Robiło się coraz ciemniej, zaczęło powoli kropić.

- Cześć - przywitała się Phasma, podnosząc rękę, ale szybko schowała ją do kieszeni dresowych spodni, nie ubrała się za dobrze, wychodząc na chłód.

- Hej, Phas - odpowiedział Hux, stając przed maską samochodu.

 - Hej. - Kylo czuł się strasznie nieswojo. Ostatnio miał z Phasmą coraz lepszy kontakt, ale w tym momencie czuł się jej okropnie dłużny, a nie lubił tego poczucia.

- Kylo, mama się pyta, czy lubisz szpinak, bardzo chce ci dać zapiekankę - powiedziała niespodziewanie.

Ren zamrugał kilkukrotnie, nie tego się spodziewał.

- Lubię - powiedział w końcu. - Na pewno nie będę problemem?

Phasma machnęła ręką.

- Wiesz ile razy ten tu był odratowany w tym domu? - wskazała na Huxa. - Nie przejmuj się, nie robisz problemu. Wręcz przeciwnie, bo dzieci będą miały zajęcie.

Kylo wychylił się za Phasmę i zerknął na wejście do domu. Dzieciaki uciekły w głąb, jak tylko zobaczyły, że Kylo się patrzy, ale zaraz ich główki pokazały się w oknie.

- Jakieś porady? - szepnął do Huxa.

- Powodzenia - powiedział.

- To ja wracam, bo zamarznę. Jak już skończycie czułości, to Kylo wbijaj - powiedziała, posłała Huxowi znaczący uśmiech i wróciła do domu, krzycząc coś do swojej mamy.

- Ona wie - bardziej stwierdził niż zapytał Ren.

- Ta - odparł Hux, szurając butem po żwirze. - Nie przeraź się, jakby o coś pytała, ale raczej nie powinna.

- Przy rodzicach i rodzeństwie?

- Nigdy nie wiesz, czego się spodziewać – zaśmiał się. - Ale nie sądzę, więc zjedz zapiekankę i wyluzuj, będzie dobrze.

- Przepraszam za to, że masz przeze mnie problemy - mruknął Kylo grzebiąc glanem w żwirze.

- To nie przez ciebie - nalegał Hux i spojrzał na niego. - Nie jesteś problemem, Kylo.

Nie przejmując się tym, że prawdopodobnie cała rodzina Phasmy patrzy, przylgnął do Huxa i naprawdę długo nie chciał puszczać. Hux wtulił się w niego, z całych sił chciał go zapewnić, że wszystko będzie dobrze, że teraz jest bezpieczny i że w żadnym wypadku to nie on popełnił błąd. Po chwili jednak zaczął się odsuwać, miał albo mało czasu, żeby wrócić, albo był już spóźniony i dawno martwy, Kylo jednak ciągle go trzymał w pętli, którą tworzył jego ręce, palce zaplecione za plecami Armitage’a. Hux uniósł swoje dłonie i ujął w nie twarz Kylo, patrzył mu w oczy. Przeczesując mu włosy od nasady głowy, posyłał Kylo ciarki wzdłuż kręgosłupa i tak bardzo, bardzo chciał go teraz pocałować. Nie wiedział, czy może, czy Kylo jest na to gotowy. Nie mógł oderwać od niego oczu i myślał tylko o tym, jak dobry to jest moment, jego serce już dawno wypadło z normalnego rytmu bicia. Ale nie zrobił nic. Jego dłonie przesunęły przez ramiona i po torsie Kylo, jakby mówiąc, że to już koniec.

- Muszę iść - powiedział, odwracając wzrok. - Zachowuj się.   

***

Kylo dygocząc wszedł do domu Phasmy. W przedpokoju wziął kilka wdechów, żeby się uspokoić, po czym wszedł do środka, od razu się witając.

- To jest Kylo - przedstawiła go Phasma.

Jej ojciec siedział w fotelu i czytał książkę, oderwał się tylko na chwilę, by przywitać Rena, mama Phasmy zaraz do niego podeszła i z uśmiechem zaprowadziła do kuchni, która oddzielona była od pokoju dziennego wielkim regałem. Dom nie był duży, ale bardzo ciepły i przytulny. W salonie, gdzie stali, leżał puchaty dywan i dwie kanapy wokół niego, zwrócone w stronę palącego się kominka. W wystroju dominowały książki - półki i sterty pod ścianami - co szczerze się Kylo spodobało. Na ścianie w kuchni poprzyklejane były dziecięce rysunki. Dzieciaki przeskakiwały z kanapy na kanapę i obserwowały, jak Kylo przemieszcza się po ich domu. Między dużym regałem a wejściem do kuchni znajdowały się schody na górę - nie miały barierki. Zaraz pod nimi leżały pudełka z klockami i innymi zabawkami. Kylo nie mógł się nadziwić jak żywe było to miejsce. On i Phasma usiedli przy drewnianym stole w kuchni, a jej mama nałożyła mu na talerz zapiekanki ze szpinakiem i zostawiła go razem z córką w kuchni. Zarówno ona, jak i jej mąż mieli blond włosy, co było dość dużym fenomenem.

- Jesteśmy wegetarianami - powiedziała Phasma, biorąc do ręki kubek herbaty.

- Nie przeszkadza mi to - powiedział, biorąc się za zapiekankę ze smakiem. - Będę mógł potem obejrzeć książki?

- Jasne. Mamy ich trochę, tata jest historykiem i ogólnie zawsze się u nas dużo czytało - wyjaśniła.

Kylo uśmiechnął się szeroko. Jak miło było dla odmiany przyjść do domu, gdzie rodzina jest całością.

- Tak w ogóle to wiesz, dziękuję, że pozwoliłaś mi tutaj zostać.

- Mówiłam ci, że nie ma problemu, kumplujemy się, nie? Poza tym, nie pomóc chłopakowi Huxa, to jak nie pomóc Huxowi - wyszczerzyła się.

Kylo zamurowało, gdy usłyszał to sformułowanie, nim poczuł zdradliwą czerwień na policzkach wbił wzrok w talerz.

- Od kiedy wiesz?

- Dłużej niż ty - zaśmiała się. - Hux strasznie to przeżywał.

Kylo w swoich reakcjach był jeszcze zabawniejszy niż Armitage. Uznała, że w sumie są siebie warci.

- Naprawdę? - Skoro już tu był to dlaczego nie miałby się dowiedzieć o Huxie więcej?

- Serio, serio - pokiwała głową. - Wiesz, jak to on zawsze jest taki opanowany i w ogóle. Nie, jeżeli chodzi o ciebie. Bał się, że go odrzucisz. Szczerze, to nie sądziłam, że on tak na poważnie, w sensie, jeszcze niedawno rzucaliście się sobie do gardeł - zaśmiała się. - Ale teraz widzę, że się myliłam. Też go lubisz, nie? Głupie pytanie - dodała zaraz, widząc czerwone policzki Kylo. - Ale ty wiesz, że on jest – urwała i poprawiła się – w sensie, długo był przekonany, że jest aro, prawda?

- Wiem, mówił mi - powiedział Kylo łapiąc w dłonie kubek z herbatą, wciąż ciężko było mu spojrzeć Phasmie w oczy. - Chociaż im bardziej starał mi się to wytłumaczyć tym bardziej zawiłe mi się zdawało - wzruszył ramionami.

- Tak, mi też na początku - zgodziła się. - Pewnie zrozumiesz kiedyś. Pytam, bo chcę, żebyście uniknęli głupich nieporozumień. On jest bardzo wrażliwy na tym punkcie. Nie chcę się wtrącać, ale jak będziesz miał wątpliwości, to z nim rozmawiaj.

- Lubię twoje podejście - zdobył się na uśmiech.

- Dzięki - powiedziała, nieco zaskoczona tymi słowami. Zrobiła łyk herbaty. - To teraz powiedz co u ciebie.

Kylo zastanowił się nad tym pytaniem. Nie zadawano mu go zbyt często, Hux spędzał z nim tyle czasu, że po prostu to wiedział, a mama, mimo największych chęci, dzwoniła do niego rzadko, częściej wysyłali wiadomości, zdjęcia. Zastanawiał się, jak tak właściwie ma odpowiedzieć na pytanie Phasmy.

- Inaczej - zaczął, po czym pociągnął łyk herbaty.

- To znaczy?

- Jestem komuś potrzebny - uśmiechnął się, a Phasma była pewna, że nigdy nie widziała tak szczerego uśmiechu u Rena.

No chyba, że gdy patrzył na Huxa.

Phasma uśmiechnęła się również, Kylo był zupełnie inny niż jej się zdawało, zaczynała rozumieć, co Armitage mógł w nim zobaczyć, a pewnie większość z tych rzeczy miała być dopiero odkryta. Kylo był bardzo zamknięty, jednak miał ciepłe spojrzenie. Phasma nie mogła się nadziwić, że takie dwa złamane i potargane przez los indywidua odnalazły się w przytłaczającej je ciemności.

- Chyba obaj się potrzebujecie - powiedziała. - Tak w ogóle to smakuje ci? - zmieniła temat. Nie chciała go przytłoczyć. - Mama lubi eksperymentować w kuchni, zawsze czeka na opinie.

- Bardzo dobre. Czy to ser feta? Podkreśla smak. - Ta część duszy Kylo która definitywnie była kucharzem właśnie się odezwała.

- Tak, ja za nim nie przepadam, ale całkiem pasuje - powiedziała. - Ty też lubisz gotować, nie? Hux wspominał, że go dokarmiasz. I dobrze, bo taki patyk z niego, że strach dotknąć. Chcesz być kucharzem czy coś?

- Nie wiem, czy gotuję na tyle dobrze, ale Armitage nie narzeka. Szczerze mówiąc, to nie wiem jeszcze co ze sobą zrobić. To dziwne jeszcze nie mieć nawet osiemnastki i już stać przed decyzją „kim będę w życiu”. A ty masz jakieś pomysły?

Phasma położyła ręce na stole, a na nich oparła głowę.

- Też nie do końca. Architektura, design może - zamyśliła się. - Ale zgodzę się z tobą, ja nie wiem, kim jestem teraz ani co będę robić jutro, a co dopiero za kilka lat.

- Architektura? Nieźle, musiałabyś chodzić na kurs przygotowawczy prawda? Lubisz w ogóle takie techniczne rysunki? - zgarnął swój talerz i podszedł do zlewu, żeby go umyć.

- Zostaw, ja potem pozmywam - powiedziała, zanim odkręcił wodę. - A co do rysunków to trochę lubię, matma mi idzie bez problemu i rysuję, więc może nie byłoby tak źle.

- Mam nadzieję, że ci się uda - mruknął, zmywając tak czy siak. - W końcu matura za kilka miesięcy, nie?

- Nawet o tym nie zaczynaj - westchnęła. - Papier bez wartości, a tyle szumu o tym, że mnie mdli na samą myśl.

Wstała od stołu i podeszła do wyjścia z kuchni.

- Chodź, pokażę ci książki, a potem możemy w coś zagrać jak chcesz - zaproponowała.

Kylo ruszył z nią i prawie się nie rozpłynął widząc tytuły książek na półkach. Bułhakow, Milton, ale i Tolkien oraz Koontz.

- Czy wyznajecie pożyczanie tego dobra? - zapytał otwierając piękne wydanie „Imienia róży”.
Phasmę rozczuliło to spojrzenie Kylo na książki, wyglądał, jakby miał się rozpłakać ze wzruszenia.

- Jasne, pożycz co chcesz, tylko wiesz, powrót w stanie nienaruszonym - pogroziła mu palcem żartobliwie. Kylo pokiwał głową z najwyższą powagą, po czym zaczął wybierać spośród wszystkich tak interesujących go pozycji.

- Jak chcesz, to mamy też Dickensa w jakimś limitowanym wydaniu. Skórzana oprawa, ale to musze iść poszukać do gabinetu taty.

Kylo pokiwał głową, więc Phasma odeszła w głąb domu. On natomiast przeglądał regał i wybierał tytuły, które kojarzył lub te, które wydały mu się ciekawe. W pewnym momencie poczuł, jak coś ciągnie go za koszulkę. Spojrzał w dół.

Koło niego stało rodzeństwo Phasmy. 

środa, 11 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz. 39


We wtorek, gdy Rey zaprosiła ich oboje na swoją osiemnastkę, Kylo spędził popołudnie z Huxem na mieście. W środę siedział u niego w domu ćwicząc matmę, nim wrócił do własnego, dawno wybiła druga w nocy. Nie chciał tam być, bo gdy Han Solo był w domu, Kylo automatycznie przestawał czuć się bezpiecznie. Ojciec czepiał się o wszystko, burzył jego porządek rzeczy, przestawiając jakby na złość jedzenie w kuchni, kurtki na wieszakach, poduszki w salonie i, co najgorsze, jego książki w jego pokoju. Kylo nie mógł się przy nim znać na gotowaniu, naprawiony kran wciąż był najgorszą fuszerką, a kwestia prawa jazdy wisiała między nimi prawie dusząc Rena swoim ciężarem. No bo jak to? Syn Hana Solo nie potrafił jeździć autem? Oczywiście według ojca robił to wszystko na złość, żeby musiał wykładać więcej pieniędzy na kolejne egzaminy. W czwartek poziom absurdu kłótni z ojcem osiągnął dla Kylo nowy poziom.

- I ściąłbyś w końcu te kłaki! - wrzasnął Han Solo, po kwadransie przerzucania się z synem obelgami.

- Naprawdę? Przechodzimy do tak chujowych argumentów?! - szklanka, którą trzymał kilka chwil temu w dłoni, teraz leżała rozbita.

- No jasne, szacunek do rzeczy jak widzę po staremu, co by powiedziała twoja matka?

Kylo, który właśnie pochylał się nad odłamkami, aby je pozbierać, zerwał się w jednej chwili znajdując się przy ojcu.

- Nie mieszaj jej w to - warknął.

Wiedział do czego zaraz przejdą, znał tą część kłótni na pamięć. Któryś z nich nie wytrzyma, przypomną sobie, jak bardzo się nienawidzą, jak Kylo żałuje, że Han to jego ojciec, a Solo że Ben zniknął, a Ren jego synem nie jest.

Nie potrafił tego zmienić, nawet nie wiedział jak. Agresja płynęła mu w żyłach i hamowała trochę jedynie przy Huxie. Czy naprawdę było się o co żreć, czy wiedział w ogóle od czego się zaczęło?

Stał przed domem, prawa część twarzy go piekła. Na dworze było szaro, zbierało się na deszcz. Okolica była wyjątkowo cicha, oprócz wiatru szeleszczącym między suchymi liśćmi, trzaskający niedomkniętymi furtkami. Założył kurtkę na ramiona i ruszył przed siebie. Nim ojciec wyjdzie, nim będzie starał się to wszystko naprawić. Nawet nie wiedział, kiedy wyjął telefon i wybrał numer tej jedynej osoby, która mogłaby go teraz uspokoić.

- Proszę odbierz - szepnął, a głos mu się całkiem łamał.


Hux musiał przekopać całą torbę, żeby znaleźć dzwoniący telefon. Odkąd pozbył się smartfona, jego nowa-stara cegiełka przestała go obchodzić i przypominał sobie o niej dopiero, gdy dzwoniła ta irytująca melodyjka systemowa. Znalazł po chwili, zdziwiło go, że ktoś jest bardzo wytrwały w oczekiwaniu.

Połączenie przychodzące: Kylo

- Halo? - odebrał, siadając na łóżko. 

Niechętnie robił przerwy w nauce, ale dla Kylo zawsze.

- Armitage? - nie chciał płakać, ale ledwo się powstrzymywał.

- Co się stało? - momentalnie spoważniał, słysząc niepewność w jego głosie.

- Wiem, że się uczysz, ale możesz po mnie przyjechać? - głos mu się załamał.

- Oczywiście, że mogę, ale co się stało? Gdzie jesteś? - Hux już krzątał się po pokoju, wyrzucając z torby niepotrzebne mu teraz książki, upewniając się, że ma dokumenty, był gotowy do wyjścia. Zastanawiał się, co mogło się stać, że Kylo dzwonił do niego w takim stanie.

- Dwie przecznice od domu, mogę gdzieś podejść jak chcesz.

- Nie, zostań, gdzie jesteś, już jadę - zapewniał go, zbiegając ze schodów. - To tam, gdzie pizzeria?

- Tak, to tam. - Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, usiadł na krawężniku, mimo tego, że było zimno.

Policzek dalej go piekł.

- Jasne, trzymaj się, będę za chwilę - powiedział i się rozłączył.

W pośpiechu ubierał buty, z nerwów nie umiał zawiązać sznurówek. Przerażał go fakt, że nie wiedział, co się stało, coś strasznego, skoro Kylo płakał i wyszedł z domu. Jego ojciec? Hux nie mógł uwierzyć w to, w jak beznadziejne sytuacje rodzinne trafili.

- A ty dokąd?

Dokładnie to miał na myśli.

- Muszę wyjść, to ważne - powiedział, nie patrząc nawet na Brendola, ściągał płaszcz z wieszaka.

Brendol chwycił go za rękę, blokując ruch.

- Co to za postawa, myślisz, że kim ty jesteś? Co jest takie ważne, miałeś się uczyć? I nie zapomniałeś przypadkiem, że mamy dzisiaj gościa na kolacji? - przypomniał mu, po czym spojrzał na zegarek na drugiej ręce. - Będzie tu za godzinę, nigdzie nie idziesz.

- Wrócę do tej pory - powiedział, wyszarpując się z uścisku. Był mocniejszy niż myślał.

- Tobie nie można ostatnio ufać, Armitage. Nie wyrażam zgody, wracaj do pokoju i ani waż się wyjść, dopóki cię nie zawołam - warknął, wciągając Armitage’a z powrotem do domu, popychając w stronę schodów.

Hux przeklął pod nosem i wrócił do pokoju. Co teraz? Czas uciekał. Trzasnął drzwiami, co przestraszyło leżącą na jego krześle Millicent. Od razu ją przeprosił.

Myślał szybko, stresował się. Nie lubił sprzeciwiać się ojcu, zawsze były z tego problemy. Ale nie chciał dać za wygraną, nie, jeżeli chodziło o Kylo. Naciągnął na siebie bluzę z kapturem i otworzył okno, wychodząc na dach, serce waliło mu jak szalone. Na dworze było chłodno, wiał wiatr, niedługo zajdzie słońce. Przełożył torbę przez ramię i zszedł po kracie. Chwilę później miał oczy na drodze i ręce na kierownicy.


Kylo nie był pewien, czy dygota z zimna, czy emocji. Podrywał głowę na dźwięk każdego auta. Gdy w końcu zobaczył samochód Huxa zerwał się łapiąc za klamkę nim jeszcze Armitage się zupełnie zatrzymał. Zanim Hux zdążył cokolwiek powiedzieć, Kylo rzucił mu się w ramiona i musiała minąć chwila, zanim w ogóle mógł się odezwać. Kylo był roztrzęsiony, ubrania przesiąknięte zimnem. Hux gładził go uspokajająco po plecach, chociaż nie ukrywał, że nie była to najwygodniejsza pozycja. Gdy w końcu Kylo usiadł obok i zamknął za sobą drzwi, Hux zapytał:

- Co się stało?

- Ojciec - mruknął, wpatrując się w swoje drżące dłonie.

Hux chwycił go za rękę.

- Czy on cię… - nie dokończył, bo Kylo odwrócił twarz w jego stronę i Hux wiedział już wszystko.

Nie było nikogo, kto znałby ten ból lepiej niż on. Gładził go po dłoni.

- Chcesz o tym pogadać? - zapytał.

Kylo pokręcił głową. Oddał uścisk dłoni, po czym nachylił się i objął go znowu.

- Dziękuję, że przyjechałeś.

- Po to jestem - powiedział, a gdy poluźnili uścisk i patrzyli na siebie, nachylił się i pocałował Kylo w policzek.

Ren dotknął ucałowanego miejsca, jakby chcąc się upewnić, że to się naprawdę stało. Po chwili uśmiechnął się do Huxa.

- Mogę ci poprzeszkadzać dzisiaj w nauce?

Huxowi przygasł nieco wzrok, odsunął się od Kylo i oparł o fotel.

- Chciałbym - powiedział, zaczął skubać palcami dół kierownicy. - Ale, jakby to powiedzieć, uciekłem z domu.

- Co zrobi… - urwał, bo nagle zrozumiał. - To wszystko przeze mnie prawda? Gdybyś został w domu… Kurwa mać – warknął, chowając głowę między ramionami.

- Nie, Kylo, nawet tak nie mów - powiedział, szybko żałując, że tak ujął to zdanie. - To nie jest twoja wina, że mamy zjebane życie. Nie przejmuj się, jesteś dla mnie ważniejszy niż to, co się dzieje w domu.

Gdy Ren uniósł głowę, Hux od razu zobaczył, że płacze. Nie umiał na to patrzeć, nie wiedział, co robić. Bolał go jego smutek, wiedział, że Kylo będzie się teraz dodatkowo obwiniał. Położył mu dłoń na ramieniu.

- Chcesz gdzieś pojechać? Możemy wjechać na autostradę i puścić twoje piosenki - zaproponował.

- Na pewno nie powinieneś wrócić do domu? - wciąż nie potrafił się ruszyć.

Nagle doszło do niego, że jeśli teraz Hux wróci do siebie, to on nie ma gdzie pójść. Do własnego domu nie da rady teraz wejść.

- Powinienem… ale nie mogę cię tak zostawić - powiedział.

Zastanawiał się, co zrobić. Kylo nie miał nikogo poza nim, a on nie mógł zabrać go do siebie. Po chwili chwycił za telefon i wyszukał numer Phasmy, jeżeli ona im nie pomoże, to będą zupełnie straceni.

- Co robisz? - zapytał Kylo, który w końcu uniósł głowę.

- Powiedz mi, jak dobrze dogadujesz się z dziećmi? - zapytał go, zanim Phasma odebrała.

- Cóż nie za bardzo…

Hux nie dał mu jednak dokończyć, wyszedł z samochodu, gdy tylko Phasma podniosła słuchawkę.

- No co tam rudy chcesz - powiedziała dziewczyna. W tle słychać było dziecięce krzyki i piski.

- Muszę cię prosić o pomoc, Phas - powiedział Hux. Odszedł kilka kroków od samochodu. Przez tylną szybę widział jak Kylo się odwraca i spogląda za nim.

- To nie nowość - odparła. Trzasnęły drzwi i krzyki ucichły. - O co chodzi?

- O Kylo.

- To też nie nowość.

- Ej!

- No już, droczę się. Co tam twój chłopak nabroił - zapytała.

Hux poczuł wypieki na twarzy, gdy nazwała Kylo jego chłopakiem. Podobało mu się, jak to brzmi, chociaż w zasadzie nie byli oficjalnie razem. Po krótce nakreślił Phasmie sytuację. Wiedziała, jak wygląda sytuacja w domu Huxa, jednak nie sądziła, że u Kylo też nie jest zbyt przyjemnie.

- Jeżeli faktycznie tak to wygląda, to go przywieź. Moi starzy nie powinni mieć z tym problemu - Przestańcie się drzeć! - sorki, coś im odjebało, bo mama odłączyła konsolę.

- No słyszę - powiedział. - Ratujesz nas, nie wiem, jak ci się odwdzięczę.

- Będziesz miał okazję, na pewno - powiedziała. - Ale możesz zacząć od zebrania się do kupy, bo nie pasuje mi, że tak zmiękłeś ostatnio.

- Masz rację - powiedział i aż się wyprostował. - To przyjedziemy niedługo.

- Okej, trzymaj się, Hux, nie daj sobą poniewierać.

- Nigdy - uśmiechnął się i skończyli rozmowę.

Wrócił do samochodu i przedstawił Kylo plan działania.

- Jedziemy do Phasmy, powiedziała, że możesz u niej zostać.

- Że jak? - zająknął się Kylo.

- No, bo nie możesz pójść do mnie, a nie chcesz wracać do siebie, prawda? - powiedział. - Phasma mówi, że nie ma problemu i możesz iść do niej. Będziesz się bawił z dziećmi - zaśmiał się lekko, bo wyobrażenie Kylo między tymi małymi demonami był przezabawne.

- Hux, ja - urwał, wszystko działo się za szybko. - Ale Phasma nie ma nic przeciwko? No i jej rodzice?

- Zgodziła się, jej rodzice są bardzo ugodowi - powiedział. - Ona wie, jak to wygląda. Chyba, że nie chcesz, to wymyślę coś innego - dodał, domyślając się, że Kylo może nie czuć się z tym zbyt komfortowo, nie znał Phasmy tak dobrze.

- Jest dobrze - mruknął, choć tak naprawdę był trochę przerażony. A jeśli zrobi coś tym dzieciom? Przez przypadek albo w złości? Zadygotał na samą myśl.

Hux uśmiechnął się, starając się upewnić Kylo w planie, po czym ściągnął hamulec ręczny i ruszyli