...

środa, 11 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz. 39


We wtorek, gdy Rey zaprosiła ich oboje na swoją osiemnastkę, Kylo spędził popołudnie z Huxem na mieście. W środę siedział u niego w domu ćwicząc matmę, nim wrócił do własnego, dawno wybiła druga w nocy. Nie chciał tam być, bo gdy Han Solo był w domu, Kylo automatycznie przestawał czuć się bezpiecznie. Ojciec czepiał się o wszystko, burzył jego porządek rzeczy, przestawiając jakby na złość jedzenie w kuchni, kurtki na wieszakach, poduszki w salonie i, co najgorsze, jego książki w jego pokoju. Kylo nie mógł się przy nim znać na gotowaniu, naprawiony kran wciąż był najgorszą fuszerką, a kwestia prawa jazdy wisiała między nimi prawie dusząc Rena swoim ciężarem. No bo jak to? Syn Hana Solo nie potrafił jeździć autem? Oczywiście według ojca robił to wszystko na złość, żeby musiał wykładać więcej pieniędzy na kolejne egzaminy. W czwartek poziom absurdu kłótni z ojcem osiągnął dla Kylo nowy poziom.

- I ściąłbyś w końcu te kłaki! - wrzasnął Han Solo, po kwadransie przerzucania się z synem obelgami.

- Naprawdę? Przechodzimy do tak chujowych argumentów?! - szklanka, którą trzymał kilka chwil temu w dłoni, teraz leżała rozbita.

- No jasne, szacunek do rzeczy jak widzę po staremu, co by powiedziała twoja matka?

Kylo, który właśnie pochylał się nad odłamkami, aby je pozbierać, zerwał się w jednej chwili znajdując się przy ojcu.

- Nie mieszaj jej w to - warknął.

Wiedział do czego zaraz przejdą, znał tą część kłótni na pamięć. Któryś z nich nie wytrzyma, przypomną sobie, jak bardzo się nienawidzą, jak Kylo żałuje, że Han to jego ojciec, a Solo że Ben zniknął, a Ren jego synem nie jest.

Nie potrafił tego zmienić, nawet nie wiedział jak. Agresja płynęła mu w żyłach i hamowała trochę jedynie przy Huxie. Czy naprawdę było się o co żreć, czy wiedział w ogóle od czego się zaczęło?

Stał przed domem, prawa część twarzy go piekła. Na dworze było szaro, zbierało się na deszcz. Okolica była wyjątkowo cicha, oprócz wiatru szeleszczącym między suchymi liśćmi, trzaskający niedomkniętymi furtkami. Założył kurtkę na ramiona i ruszył przed siebie. Nim ojciec wyjdzie, nim będzie starał się to wszystko naprawić. Nawet nie wiedział, kiedy wyjął telefon i wybrał numer tej jedynej osoby, która mogłaby go teraz uspokoić.

- Proszę odbierz - szepnął, a głos mu się całkiem łamał.


Hux musiał przekopać całą torbę, żeby znaleźć dzwoniący telefon. Odkąd pozbył się smartfona, jego nowa-stara cegiełka przestała go obchodzić i przypominał sobie o niej dopiero, gdy dzwoniła ta irytująca melodyjka systemowa. Znalazł po chwili, zdziwiło go, że ktoś jest bardzo wytrwały w oczekiwaniu.

Połączenie przychodzące: Kylo

- Halo? - odebrał, siadając na łóżko. 

Niechętnie robił przerwy w nauce, ale dla Kylo zawsze.

- Armitage? - nie chciał płakać, ale ledwo się powstrzymywał.

- Co się stało? - momentalnie spoważniał, słysząc niepewność w jego głosie.

- Wiem, że się uczysz, ale możesz po mnie przyjechać? - głos mu się załamał.

- Oczywiście, że mogę, ale co się stało? Gdzie jesteś? - Hux już krzątał się po pokoju, wyrzucając z torby niepotrzebne mu teraz książki, upewniając się, że ma dokumenty, był gotowy do wyjścia. Zastanawiał się, co mogło się stać, że Kylo dzwonił do niego w takim stanie.

- Dwie przecznice od domu, mogę gdzieś podejść jak chcesz.

- Nie, zostań, gdzie jesteś, już jadę - zapewniał go, zbiegając ze schodów. - To tam, gdzie pizzeria?

- Tak, to tam. - Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, usiadł na krawężniku, mimo tego, że było zimno.

Policzek dalej go piekł.

- Jasne, trzymaj się, będę za chwilę - powiedział i się rozłączył.

W pośpiechu ubierał buty, z nerwów nie umiał zawiązać sznurówek. Przerażał go fakt, że nie wiedział, co się stało, coś strasznego, skoro Kylo płakał i wyszedł z domu. Jego ojciec? Hux nie mógł uwierzyć w to, w jak beznadziejne sytuacje rodzinne trafili.

- A ty dokąd?

Dokładnie to miał na myśli.

- Muszę wyjść, to ważne - powiedział, nie patrząc nawet na Brendola, ściągał płaszcz z wieszaka.

Brendol chwycił go za rękę, blokując ruch.

- Co to za postawa, myślisz, że kim ty jesteś? Co jest takie ważne, miałeś się uczyć? I nie zapomniałeś przypadkiem, że mamy dzisiaj gościa na kolacji? - przypomniał mu, po czym spojrzał na zegarek na drugiej ręce. - Będzie tu za godzinę, nigdzie nie idziesz.

- Wrócę do tej pory - powiedział, wyszarpując się z uścisku. Był mocniejszy niż myślał.

- Tobie nie można ostatnio ufać, Armitage. Nie wyrażam zgody, wracaj do pokoju i ani waż się wyjść, dopóki cię nie zawołam - warknął, wciągając Armitage’a z powrotem do domu, popychając w stronę schodów.

Hux przeklął pod nosem i wrócił do pokoju. Co teraz? Czas uciekał. Trzasnął drzwiami, co przestraszyło leżącą na jego krześle Millicent. Od razu ją przeprosił.

Myślał szybko, stresował się. Nie lubił sprzeciwiać się ojcu, zawsze były z tego problemy. Ale nie chciał dać za wygraną, nie, jeżeli chodziło o Kylo. Naciągnął na siebie bluzę z kapturem i otworzył okno, wychodząc na dach, serce waliło mu jak szalone. Na dworze było chłodno, wiał wiatr, niedługo zajdzie słońce. Przełożył torbę przez ramię i zszedł po kracie. Chwilę później miał oczy na drodze i ręce na kierownicy.


Kylo nie był pewien, czy dygota z zimna, czy emocji. Podrywał głowę na dźwięk każdego auta. Gdy w końcu zobaczył samochód Huxa zerwał się łapiąc za klamkę nim jeszcze Armitage się zupełnie zatrzymał. Zanim Hux zdążył cokolwiek powiedzieć, Kylo rzucił mu się w ramiona i musiała minąć chwila, zanim w ogóle mógł się odezwać. Kylo był roztrzęsiony, ubrania przesiąknięte zimnem. Hux gładził go uspokajająco po plecach, chociaż nie ukrywał, że nie była to najwygodniejsza pozycja. Gdy w końcu Kylo usiadł obok i zamknął za sobą drzwi, Hux zapytał:

- Co się stało?

- Ojciec - mruknął, wpatrując się w swoje drżące dłonie.

Hux chwycił go za rękę.

- Czy on cię… - nie dokończył, bo Kylo odwrócił twarz w jego stronę i Hux wiedział już wszystko.

Nie było nikogo, kto znałby ten ból lepiej niż on. Gładził go po dłoni.

- Chcesz o tym pogadać? - zapytał.

Kylo pokręcił głową. Oddał uścisk dłoni, po czym nachylił się i objął go znowu.

- Dziękuję, że przyjechałeś.

- Po to jestem - powiedział, a gdy poluźnili uścisk i patrzyli na siebie, nachylił się i pocałował Kylo w policzek.

Ren dotknął ucałowanego miejsca, jakby chcąc się upewnić, że to się naprawdę stało. Po chwili uśmiechnął się do Huxa.

- Mogę ci poprzeszkadzać dzisiaj w nauce?

Huxowi przygasł nieco wzrok, odsunął się od Kylo i oparł o fotel.

- Chciałbym - powiedział, zaczął skubać palcami dół kierownicy. - Ale, jakby to powiedzieć, uciekłem z domu.

- Co zrobi… - urwał, bo nagle zrozumiał. - To wszystko przeze mnie prawda? Gdybyś został w domu… Kurwa mać – warknął, chowając głowę między ramionami.

- Nie, Kylo, nawet tak nie mów - powiedział, szybko żałując, że tak ujął to zdanie. - To nie jest twoja wina, że mamy zjebane życie. Nie przejmuj się, jesteś dla mnie ważniejszy niż to, co się dzieje w domu.

Gdy Ren uniósł głowę, Hux od razu zobaczył, że płacze. Nie umiał na to patrzeć, nie wiedział, co robić. Bolał go jego smutek, wiedział, że Kylo będzie się teraz dodatkowo obwiniał. Położył mu dłoń na ramieniu.

- Chcesz gdzieś pojechać? Możemy wjechać na autostradę i puścić twoje piosenki - zaproponował.

- Na pewno nie powinieneś wrócić do domu? - wciąż nie potrafił się ruszyć.

Nagle doszło do niego, że jeśli teraz Hux wróci do siebie, to on nie ma gdzie pójść. Do własnego domu nie da rady teraz wejść.

- Powinienem… ale nie mogę cię tak zostawić - powiedział.

Zastanawiał się, co zrobić. Kylo nie miał nikogo poza nim, a on nie mógł zabrać go do siebie. Po chwili chwycił za telefon i wyszukał numer Phasmy, jeżeli ona im nie pomoże, to będą zupełnie straceni.

- Co robisz? - zapytał Kylo, który w końcu uniósł głowę.

- Powiedz mi, jak dobrze dogadujesz się z dziećmi? - zapytał go, zanim Phasma odebrała.

- Cóż nie za bardzo…

Hux nie dał mu jednak dokończyć, wyszedł z samochodu, gdy tylko Phasma podniosła słuchawkę.

- No co tam rudy chcesz - powiedziała dziewczyna. W tle słychać było dziecięce krzyki i piski.

- Muszę cię prosić o pomoc, Phas - powiedział Hux. Odszedł kilka kroków od samochodu. Przez tylną szybę widział jak Kylo się odwraca i spogląda za nim.

- To nie nowość - odparła. Trzasnęły drzwi i krzyki ucichły. - O co chodzi?

- O Kylo.

- To też nie nowość.

- Ej!

- No już, droczę się. Co tam twój chłopak nabroił - zapytała.

Hux poczuł wypieki na twarzy, gdy nazwała Kylo jego chłopakiem. Podobało mu się, jak to brzmi, chociaż w zasadzie nie byli oficjalnie razem. Po krótce nakreślił Phasmie sytuację. Wiedziała, jak wygląda sytuacja w domu Huxa, jednak nie sądziła, że u Kylo też nie jest zbyt przyjemnie.

- Jeżeli faktycznie tak to wygląda, to go przywieź. Moi starzy nie powinni mieć z tym problemu - Przestańcie się drzeć! - sorki, coś im odjebało, bo mama odłączyła konsolę.

- No słyszę - powiedział. - Ratujesz nas, nie wiem, jak ci się odwdzięczę.

- Będziesz miał okazję, na pewno - powiedziała. - Ale możesz zacząć od zebrania się do kupy, bo nie pasuje mi, że tak zmiękłeś ostatnio.

- Masz rację - powiedział i aż się wyprostował. - To przyjedziemy niedługo.

- Okej, trzymaj się, Hux, nie daj sobą poniewierać.

- Nigdy - uśmiechnął się i skończyli rozmowę.

Wrócił do samochodu i przedstawił Kylo plan działania.

- Jedziemy do Phasmy, powiedziała, że możesz u niej zostać.

- Że jak? - zająknął się Kylo.

- No, bo nie możesz pójść do mnie, a nie chcesz wracać do siebie, prawda? - powiedział. - Phasma mówi, że nie ma problemu i możesz iść do niej. Będziesz się bawił z dziećmi - zaśmiał się lekko, bo wyobrażenie Kylo między tymi małymi demonami był przezabawne.

- Hux, ja - urwał, wszystko działo się za szybko. - Ale Phasma nie ma nic przeciwko? No i jej rodzice?

- Zgodziła się, jej rodzice są bardzo ugodowi - powiedział. - Ona wie, jak to wygląda. Chyba, że nie chcesz, to wymyślę coś innego - dodał, domyślając się, że Kylo może nie czuć się z tym zbyt komfortowo, nie znał Phasmy tak dobrze.

- Jest dobrze - mruknął, choć tak naprawdę był trochę przerażony. A jeśli zrobi coś tym dzieciom? Przez przypadek albo w złości? Zadygotał na samą myśl.

Hux uśmiechnął się, starając się upewnić Kylo w planie, po czym ściągnął hamulec ręczny i ruszyli

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz.38

 Gdy Armitage się obudził, nie miał pojęcia, która może być godzina. Słońce wpadało do środka, odbijając się od białych ścian i rażąc go w oczy. Do jego uszu zaczęły dobiegać postukiwania i rozmowy z dołu, dźwięki radia, czyli jego rodzice już wstali. Nie czuł prawej ręki, leżał na niej ciągle śpiący Kylo. Naprawdę tu był. Hux nie mógł w to uwierzyć, nic, co się zdarzyło, nie było snem. Tak długo na to czekał.

Dopiero po chwili zauważył, że Millicent drapie drzwi. Niechętnie, ale ostrożnie, wyciągnął swoją rękę spod Kylo, który pozostał niewzruszony. Tak twardy sen był dla Huxa prawdziwym fenomenem. Wygramolił się z łóżka, czekał, aż krew wróci mu do ręki. Otworzył kotce drzwi, a ta od razu pobiegła na do łazienki, wpychając się w szczelinę uchylonych drzwi. Wolniejszym krokiem, jeszcze ziewając, podążył za nią Hux. W łazience spojrzał na siebie w lustrze. Ciągle zaspane oczy, rozczochrane włosy, przekrzywiona koszulka. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak długo i dobrze spał.

- I co się patrzysz? - powiedział do Millicent. Ta usiadła pod drzwiami, czekała, aż wyjdą. - Musisz się mną teraz podzielić.

Millicent wyglądała na niewzruszoną. Hux podciągnął spodenki i umył ręce, przemył twarz. Czuł się, jakby był innym człowiekiem. Nie był pewien, czy jego oczy były kiedykolwiek takie jasne.

Wrócił do pokoju i dosłownie wskoczył na łóżko, wracając na swoje miejsce. Nie sądził, że jego serce może pomieścić tyle ciepłych uczuć, a jednak tak było i chyba nie czuł się z tym wcale tak najgorzej. Kylo, czując mocne turbulencje, sięgnął ręką w poszukiwaniu Huxa.

- Co się tak wiercisz - mruknął, nie otwierając oczu.

Nie chciał wstawać, było mu tak dobrze i spokojnie.

- Energia - powiedział, chwytając jego rękę i całując wierzch dłoni.

- Nie spodziewałem się takiego przywitania – powiedział zaskoczony, po czym nagle zaczął czuć, jak robi mu się gorąco na twarzy.

Na wszelki wypadek nakrył głowę poduszką.

Huxowi zrobiło się trochę głupio, ale rozbawiła go reakcja Kylo. Czy to był najlepszy dzień jego życia?

- Wybacz, jeżeli to za dużo - powiedział. - Ale tak się cieszę. To pewnie dziwne, nie? Że taki jestem.

- I to w chuj. - W końcu zdjął poduszkę z twarzy. - Ale chyba chętnie się przyzwyczaję.

Hux podniósł się do siadu i oparł plecami o ścianę.

- Powinieneś, jeżeli tak zostanie - powiedział, patrząc na swoje dłonie.

Kylo pokiwał głową, w sumie to mógłby się przyzwyczaić do takich poranków.

- Pamiętasz co mi obiecałeś wczoraj?

- Obiecałem ci coś?

- Zjeść.

- Nie przypominam sobie - wzruszył ramionami.

Pamiętał.

- Nie ściemniaj mnie. Kiedy coś ostatnio jadłeś?

- Wczoraj, bez przesady, muszę jakoś funkcjonować - powiedział, uśmiechając się lekko. - Co więcej, powiem ci dokładnie. O dziewiętnastej zjadłem jogurt.

- Naaa… - chyba chciał coś powiedzieć, ale przerwało mu ziewnięcie - Nie przesadzam. Mógłbym ci coś zrobić, ale nie za bardzo mogę zejść na dół.

- Właśnie, jak ty zamierzasz stąd wyjść w ogóle? - zapytał, zmienił mu się wyraz twarzy.

Była sobota, jego rodzice nigdzie nie wychodzili, przynajmniej nic nie było mu o tym wiadomo. Co, jeżeli będą coś chcieli? Nie mogą wejść do tego pokoju.

- Tak, jak tu wszedłem. - Wskazał palcem okno. - Myślisz, że powinienem już?

- Nie wiem, która jest godzina? - zapytał. Zszedł z łóżka i sięgnął po telefon leżący na biurku. - Dochodzi 10. Ja nie sypiam tak długo, więc jeżeli nie zejdę niedługo na dół, ktoś może wejść tutaj.

- Jasne. - Kylo w końcu podniósł się z łóżka. - Muszę się tylko przebrać i spadam.

- Znaczy wiesz, możesz zostać jeszcze chwilę - powiedział szybko, stając przy Kylo. - Nie zjesz ze mną śniadania?

- Ha! - Kylo wyszczerzył się uradowany. - Z tobą zjem, nawet bardzo chętnie.

- To może wyjdziesz teraz przez okno i wrócisz drzwiami? - Hux myślał na głos. Kylo spojrzał na okno, po czym bez słowa wskoczył na parapet.

- To do zaraz, Armitage - rzucił i zeskoczył na dach.

- Czekaj, co ty robisz! - wychylił się za nim. - W dresie? Bez butów? Masz nas za idiotów?

- Cóż - mruknął Kylo i wrócił do pokoju.

Wytargał z plecaka świeże ciuchy i zaczął się przebierać. Hux nawet nie próbował odwrócić wzroku. Gdy Kylo naciągnął na siebie koszulkę, Armitage zaczesał włosy do tyłu i powiedział:

- Poczekaj chwilę na zewnątrz, ja zejdę na dół i powiem, że wpadniesz niedługo, bo robimy projekt. Zachowuj się naturalnie.

Czuł się jakby organizowali co najmniej napad na bank.

Kylo zszedł z dachu tak, jak wszedł poprzedniego dnia, po ogromnej kracie, po której piął się bluszcz. Przeszedł w kucki pod oknami i wyszedł na drogę przed domem Huxów.

Kylo: Daj znać kiedy mam przyjść.

Armitage: Ok.



Armitage zszedł na dół. Jego ojca nie było w zasięgu wzroku, Maratelle, jego macocha, wycierała blaty w kuchni.

- Późno wstałeś - powiedziała, gdy zobaczyła, że Armitage wszedł do pomieszczenia.

- Uczyłem się do późna - odparł, włączając czajnik. - Gdzie ojciec?

- W gabinecie. Prosił, żeby mu nie przeszkadzać. Robi ważne rozliczenia - przekazała kobieta.

Odłożyła szmatkę i przemyła dłonie pod kranem.

- Ben Solo do mnie przyjdzie niedługo - powiedział. Opierał się plecami o blat. Woda była coraz głośniejsza. Maratelle spojrzała na niego zdziwiona. Nie zwykł mieć gości. - Robimy projekt do szkoły - sprecyzował.

Maratelle i on byli sobie doskonale obojętni, przekazywali informacje, jeżeli była taka potrzeba, nie wchodzili sobie w drogę. Kobieta nie mieszała się pomiędzy ojca i syna. Wzruszyła ramionami.

- Tylko nie bądźcie za głośno - upomniała go i wyszła z pomieszczenia.

- Będziemy siedzieć jak myszy - powiedział, jednak nie usłyszała tej uwagi.

Wystukał smsa do Kylo, że ten może wchodzić.

Chwilę później usłyszał dzwonek do drzwi. Widział, że Ren ledwo powstrzymuje się od śmiechu.

- Dzień dobry – powiedział, zdejmując buty. - Dawno mnie tutaj nie było.

- Jesteś wcześniej niż myślałem, nawet nie zdążyłem zjeść śniadania - ciągnął ich przedstawienie.

- W sumie też jeszcze nic nie jadłem, pomóc ci coś przygotować?

- Jasne - uśmiechnął się i zaprowadził Rena do kuchni, powstrzymując śmiech. - Herbaty?

Kylo pokiwał głową, we wnętrzu zaczynał się dusić.

- Tak, chętnie.

***

Pierwszy tydzień był niezręczny, zwłaszcza dla Kylo, który był zupełnie pogubiony, w większości przypadków nie wiedział, jak się zachować, a jego zdenerwowanie przechodziło na Armitage’a, który z kolei z całych sił próbował stwarzać pozory, że ma wszystko pod kontrolą, a tak naprawdę wpadał w panikę, gdy tylko zdarzyło im się dotknąć. W szkole utrzymywali zwykły im dystans, chociaż podczas lekcji zdarzało im się droczyć, szturchać kolanami, przelotnie dotknąć dłońmi. Starali się być dyskretni z wielu powodów, głównie dlatego, że to był początek, poza tym, nie byli na tym samym poziomie emocjonalnym. Do tego Hux nie potrafił być tak otwarty jak, na przykład, robił to Poe Dameron, bezwstydnie flirtując z Finnem na środku korytarza. Gdy Hux się im przyglądał, zdawali się być całkiem blisko. Trochę im tego zazdrościł, ale wiedział, że nie byłby w stanie znieść na sobie wzroku innych uczniów, chociaż i tak niewielu w ogóle zwracało uwagę na Poe. A gdyby taka wiadomość trafiła do uszu jego ojca? Przeszły go ciarki na samą myśl o tym.

- Wszystko okej? - zapytał Kylo, widząc nieobecność na twarzy Huxa.

Siedzieli przed szkołą, mieli długą przerwę. Mimo chłodu, Hux nalegał, żeby wyszli zapalić.

- Tak, okej. Trochę pizga - powiedział, zaciągając się.

- Trochę? - oburzył się Kylo. - Nie czuję rąk, a trzymam w kieszeniach.

Hux zerknął na niego, po czym wepchnął mu swoją dłoń do kieszeni kurtki.

- Zimne! - szarpnął się Kylo, ale Hux nie dał za wygraną.

- Nie drzyj się - upomniał go Hux, splatając z nim palce.

Kylo momentalnie przestał odczuwać chłód.

- Robisz się czerwony - mruknął Armitage.

- To od zimna.

- Wcale nie.

- Zamknij się już no. - Zaczął poważnie żałować, że nie ma szalika, w którym mógłby się schować, żeby Hux nie widział jego rumieńców.

Rzadko kiedy miewał je przedtem, teraz jednak zdarzały mu się coraz częściej, co Armitage ciągle mu wypominał. Hux był bardzo zadowolony z tego, że mógł obserwować Kylo w takim stanie, w pewien sposób zupełnie niewinnym. Z jednej strony było to całkiem zabawne, a z drugiej dość urocze, ale Hux w życiu nie przyznałby tego na głos.

- Nie wstydź się - powiedział. Zgasił peta o schodek, na którym siedzieli, po czym położył się Renowi na ramieniu.

- Nie wstydzę - burknął Kylo. Piosenka na słuchawce, nosił jedną, nie po stronie Huxa, żeby móc go słyszeć, zmieniła się na “Follow You” od BMTH. - Tak w ogóle to - zaczął ściskając mocniej dłoń Huxa - o czym rozmawiałeś z Rey na korytarzu?

- Niczym specjalnym - powiedział, starając się, aby jego głos brzmiał naturalnie nieprzejęty.

Rey zaczepiła go wcześniej, zapraszając na swoje osiemnaste urodziny. Hux musiał przyznać, że trochę go to zdziwiło, bo w końcu nie byli specjalnie blisko. Mówiła, że to będzie większa impreza w jej domu. Hux przyjął zaproszenie i dopiero później zorientował się, że pewnie nie zaprosi Kylo, a teraz głupio mu było iść bez niego. Właściwie to nawet nie chciał.

- Powiedz mi.

Nie chciał przyznać się, jak bardzo się w nim gotowało, od kiedy zobaczył ich na korytarzu. Naprawdę denerwowało go, że do Huxa uśmiechał się ktoś inny.

Hux westchnął.

- Zaprosiła mnie na urodziny - powiedział.

- Idziesz?

- Nie.

- Dlaczego?

- Bo ciebie nie zaprosiła, nie?

Kylo spojrzał na niego kompletnie wybity z rytmu.

- Przecież możesz iść.

- Bez ciebie nie idę.

- Za dużo się ze mną naoglądałeś Kapitana Ameryki - mruknął, gładząc dłoń Huxa kciukiem. - Ale ja serio mówię, to że ja nie idę nie znaczy, że ty też nie masz.

- Nie ściemniaj, wcale nie chcesz, żebym szedł.

- A idź sobie, będzie tam Poe, Rey i w ogóle...

Hux wyprostował się i spojrzał na Kylo.

- Jesteś przypadkiem zazdrosny?

Ren zmartwiał i zbladł.

- Wcale nie!

- Jesteś! - powiedział Hux i się zaśmiał. - Jesteś zazdrosny o mnie?

- A weź się udław - mruknął Kylo spuszczając głowę, żeby włosy mogły zakryć jego całkiem czerwoną już twarz. Ale nie puścił ręki Armitage’a.

***

Kylo stał oparty o ścianę i czekał, aż Hux wyjdzie z klasy. Miał rozmowę dotyczącą nadchodzącej olimpiady z WOSu. Ren też zastanawiał się nad wzięciem udziału, może w tej dotyczącej literatury lub filozofii? Musiałby przysiąść i napisać pracę.

Zasłuchał się w Stick to Your Guns, ostatnio coraz bardziej przekonywał się do tego zespołu, głos wokalisty otulał jego pobite wnętrze z czymś podobnym ramionom Huxa odganiającym od niego resztki koszmaru.

- Kylo? - ledwo usłyszał zza ściany muzyki.

Otworzył oczy i spiął się widząc Rey.

- Co jest? – warknął, ściszając dźwięk.

Na wyciągnięcie jednej słuchawki zasługiwał jedynie Armitage. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, jakby nie wierząc w to, co robi i powiedziała:

- Chciałabym zaprosić cię na swoje urodziny za tydzień w piątek, dwudziesta, przyjdziesz?

- Dlaczego mnie zapraszasz? - zdziwił się Kylo.

Rey westchnęła.

- Chyba po wycieczce nabrałam do ciebie jakiejś odrobiny sympatii za twoją pomoc Armitage’owi.

Kylo przemilczał, że prawdopodobnie miałby całkowicie gdzieś zgubionego, gdyby nie był Huxem.

- Dam ci jeszcze znać - zrobiło się niezręcznie. - Dzięki za zaproszenie czy coś.

Usłyszał otwierające się obok niego drzwi i odwrócił się w kierunku wychodzącego Huxa, posyłając mu jednocześnie ciepły uśmiech oraz błagający o ratunek wzrok. Huxa nieco zdziwiła obecność Rey i Kylo w odległości metra od siebie. Dodatkowo Kylo nie wyglądał na wściekłego.

- Hej wam - przywitał ich, wchodząc w trójkąt konwersacji. - Co słychać? Niecodzienne widzieć was razem.

- Hej - odpowiedziała mu Rey. - Wpadałam tylko powiedzieć Kylo o urodzinach. Przyjdziecie, nie? Zapowiada się naprawdę zajebiście.

Hux spojrzał na Kylo zbity z tropu. Czy to się działo? Czy obaj zostali zaproszeni do Rey na imprezę? Hux zastanawiał się, czy nie trafił przypadkiem do innego wymiaru, gdzie spotykają go tylko dobre wieści.

- Tak, jasne - potwierdził, uśmiechając się do niej i do Kylo. - Nie przegapiłbym twojej imprezy.

- Racja, nigdy nie wiesz, co może się stać - puściła mu oczko.

Hux się spiął, Kylo spojrzał na nich zdziwiony.

- To do zobaczenia chłopcy - powiedziała i odeszła, znikając za zakrętem.

sobota, 7 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz. 37


Kylo i Armitage siedzieli na łóżku w ciszy, od czasu do czasu ucinając krótką rozmowę. Była to bezpieczna, komfortowa cisza, podczas której każdy z nich miał okazję wszystko przemyśleć, po raz pierwszy dzieląc tak długo dotyk swoich dłoni. Millicent leżała no pościeli obok nich, mrucząc i strzygąc uszami.
W pewnym momencie Hux wstał z łóżka i przeszedł przez pokój, żeby zgasić światło. Teraz paliła się jedynie lampka na biurku.
- Zgaszę już. Idziemy spać niedługo, nie?
- Przyniósłbyś mi coś do jedzenia? - w głosie Kylo pojawiła się błagalna nuta. - Czy bierzemy się za te żelki?
- Jasne, coś ci dam. Specjalne życzenia? - zapytał.
Co prawda jedzenie czegokolwiek o takiej godzinie wydało się Huxowi skrajnym absurdem, jednak Kylo to Kylo.
- Zjem wszystko – mruknął. - Mogą być nawet kanapki z serem i pomidorem.
- To zaraz wrócę - powiedział i wyszedł z pokoju.
Zszedł po schodach, wszystkie światła w domu były pogaszone, czyli jego rodzice poszli już spać. W salonie świeciła się lampka nocna, nigdy jej nie gasili. Hux przeszedł do kuchni, starał się robić jak najmniej hałasu. Nie miał zwyczaju pałętać się po domu w nocy, zdarzało mu się, gdy siedział do rana i już naprawdę ssało go w żołądku, ale mimo wszystko wolałby uniknąć pytań. Gdy wszedł do kuchni, nagle wszystko zaczęło do niego docierać, ale nie panikował, wręcz przeciwnie, czuł ciągle ten nieopisany spokój. Kylo już wiedział o jego uczuciach, zaakceptował go, co więcej, wahał się wobec siebie. Hux nie chciał sobie robić nadziei, ale to było silniejsze od niego. Nie chciał jednak, żeby wszystko zniknęło, gdy tylko się obudzą rano. Niedługo później wrócił do pokoju z kilkoma kanapkami na talerzu.
Ucieszony Kylo zjadł trzy z pięciu kanapek, a pozostałe starał się opchnąć Huxowi.
- No zjedz cokolwiek – zamarudził. - Bo mi się w nocy będą wbijały twoje kości.
- Nie chcę, nie jem tak późno. Poza tym to nic nie zmieni na chwilę obecną. Dokończ, ja idę do łazienki - powiedział, wygrzebując spod poduszki rzeczy do spania. Koszulka i spodenki, nie potrzebował swetra, skoro Kylo tu był.
- Chociaż jedną? Proszę?
Hux dramatycznie opuścił ręce wzdłuż ciała. Był niemal pewien, że jeżeli zje teraz cokolwiek, to zwymiotuje.
- Może pójdziemy na taki układ, że ty skończysz te kanapki, a ja zjem pełne śniadanie rano.
- Niech ci będzie. - Kylo nie wydawał się przekonany.
Hux posłał mu uśmiech wdzięczności i wyszedł z pokoju. Wrócił niedługo, już przebrany, mówiąc Kylo, że jego kolej.
- Myślisz, że na pewno mnie nie usłyszy? - zapytał Kylo zarzucając plecak na ramię.
Hux pokręcił przecząco głową.
- Mają zamknięte drzwi, ja nie gasiłem światła, więc zachowaj w miarę ciszę i powinno być okej.
Gdy Kylo wyszedł, Hux poprawił pościel i położył się bliżej ściany.
Kylo szedł na palcach, czując jak zimny pot oblewa mu plecy. Gdy doszedł do  łazienki i w końcu mógł się w niej zamknąć, odetchnął ciężko. Przebrał się w dresy (tak te modne, czarne) i założył podkoszulek. Później prześlizgnął się do pokoju Huxa, najciszej jak mógł, zastanawiając się, czy ktoś może usłyszeć jego walące serce.
- Jestem – szepnął, wchodząc do pokoju Armitage’a.
Odłożył plecak, zgasił lampkę i po chwili zastanowienia położył się obok Huxa.
- Widzę - powiedział Hux, robiąc mu więcej miejsca, chociaż było to trudne na jego wąskim łóżku. Obrócił się na bok, twarzą w stronę Kylo. - Tylko nie zabierz całej kołdry w nocy.
- Tego nie mogę obiecać - parsknął śmiechem.
Na łóżku naprawę było mało miejsca, gdyby oboje chcieli leżeć na plecach, Kylo najpewniej by zleciał. Hux się stresował, chociaż nie wiedział dlaczego. Spali koło siebie dziesiątki razy, nie raz zrzucając się z łóżka, zabierając koce. Jednak było coś innego w tym, że stykali się kolanami, że było tak ciepło, leżąc tak blisko, bali się poruszyć. Patrzyli na siebie, posyłając niezręczne uśmiechy, chociaż w ciemności i tak niewiele było widać. Hux wyciągnął rękę i położył otwartą dłoń między nimi, czekając na reakcję Kylo. Ren ujął ją, powoli, jakby nie był pewny, czy właśnie o to chodzi Huxowi, ciągle pamiętał, co Armitage mu powiedział. Przejechał kciukiem po wierzchu dłoni Huxa, miał bardzo delikatną skórę.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj - odpowiedział Hux, patrząc na ich dłonie.
Nie mógł w to uwierzyć.
- Powtórzę się trochę - urwał, zastanawiając się, jak zadać jedno z tych pytań, które dręczyło i martwiło go najbardziej, ale postanowił nie wypowiadać go od razu. - Ale dlaczego tak właściwie ja?
Bo przecież Hux znał na pewno masę osób, które były lepsze od Kylo, choć tego nie potrafił już wypowiedzieć na głos. Hux zwlekał z odpowiedzią, nie umiał znaleźć odpowiednich słów, w zasadzie nigdy nie rozmawiał o takich sprawach głośno.
- Chyba właśnie dlatego, że to ty - powiedział w końcu, czując jak fala gorąca przepływa po jego ciele, na szczęście nie było tego widać.
- To znaczy? - nieświadomie ścisnął jego dłoń mocniej.
- Nikt nigdy nie był tak blisko mnie. Ja sam też nie za bardzo przejmowałem się innymi. A z tobą jest inaczej. Lubię, jak jesteś koło mnie, czuję, że coś znaczę. Pamiętasz, jak cię pocałowałem? To się wtedy zaczęło. Doszedłem do wniosku, że gdybym był wtedy  z kimś innym, pewnie by nas złapali - przełknął ślinę.
Szczerość była bardzo wymagająca. Było więcej rzeczy, które mógłby powiedzieć, ale się wstydził. Ściąganie ubrań było prostsze niż rozbieranie się z myśli.
- Czyli to nie był tylko twój pragmatyczny plan? - w głosie Kylo Hux słyszał coś co, ku jego zdziwieniu, sugerowało mu, że Ren jest zadowolony z tego co Armitage mu powiedział.
- Był! - zapewniał. - Po prostu po tym zacząłem na ciebie inaczej patrzeć. Dlatego byłem taki dziwny.
- Tak, tak, na pewno - droczył się jeszcze chwilę Kylo, po czym zamilkł na dłuższą chwilę, żeby zebrać się w sobie. - Po prostu pytam o to wszystko, bo chciałbym wiedzieć, czy się mnie nie brzydzisz.
Hux podniósł na niego wzrok, trochę go zamurowało.
- Co? Nie leżałbyś obok mnie, gdybym się ciebie brzydził. Ja… - przerwał, był nieco zmieszany. Czy może Kylo nie brał go na poważnie? - Ja naprawdę cię lubię. Bardzo. Wbrew pozorom mam uczucia. To nie jest żaden eksperyment. - Zrobił pauzę, po czym dodał ciszej: - Pocałowałbym cię, gdybym mógł.
Kylo aż zadygotał na dźwięk tych słów. Było mu niesamowicie gorąco.
- Ja po prostu… - głos mu się załamał. - Wszyscy zawsze wyzywali mnie od dziwadeł i widzę się w lustrze, więc… - nie umiał skończyć.
Hux puścił dłoń Kylo i wyciągnął rękę w jego kierunku. Kylo zmrużył oczy, czując dłoń Armitage’a na swojej głowie, jak gładzi go po włosach, policzku, jak zakłada mu włosy za ucho.
- Dla mnie wyglądasz dobrze, naprawdę - zapewniał go z uśmiechem. - Wiem co mówię, mam dobry gust. Nie powinieneś się tak przejmować, cały czas się zmieniamy.
Kylo wtulił się w Huxa, niemal spazmatycznie. Nie chciał go już nigdy puścić. Hux objął go z całych swoich sił. Był taki szczęśliwy. Chyba po raz pierwszy to on był podporą i to znaczyło dla niego więcej niż jakiekolwiek słowa, które mogłyby paść.
Kylo leżał wczepiony w Armitage’a, słuchając  bicia jego serca i oddechu. Ostatnim co pamiętał była Millicent wykładająca się na nich, nim odpłynął w błogi niebyt.
Tej nocy nie miał koszmarów.