...

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz.36


Hux walczył ze łzami, zagryzał wargi i słuchał Kylo, dopóki ten nie skończył mówić i dopóki nie usłyszał dźwięku otwierania okna. Został sam w pokoju. Wypuścił wstrzymywany od dłuższej chwili oddech, łamał się, wdechy były za szybkie, pociągnał nosem i starał się nie udusić. Dopiero po kilku minutach odkąd Kylo wyszedł, Hux podniósł się z biurka i przetarł dłońmi oczy. Pierwsze napięcie opadło, Hux nie mógł się jednak pozbyć ścisku w brzuchu. Słowa Kylo nie pozostały bez znaczenia. Mógłby spróbować? Hux obawiał się, że Kylo poczuje się do czegoś zobowiązany i czuł się z tym okropnie. Po zerwaniu z Dameronem nie czuł się nawet w połowie tak zagubiony jak teraz. Wtedy też nie wchodziły w grę jego własne uczucia. Z Kylo było inaczej, z nim chciał po prostu być, najbliżej jak się dało, najdłużej. Czy to zakochanie, czy raczej bardzo intensywna sympatia, nostalgiczna tęsknota za dotykiem i uczuciem, którego nigdy nie otrzymał, a pragnął całym sobą. By dzielić razem ważne i nieważne momenty, wzloty i upadki, być dla siebie. Przyjaźń z Kylo była najważniejszą rzeczą w życiu Armitage’a, cenił ją i nie chciał stracić, ale bał się, że w pewnym momencie może mu to nie wystarczyć, że jego uczucia zniszczą to, co wybudowali.

Spojrzał w stronę okna. Zdjął z pleców sweter i spojrzał na niego. Pomyślał, że Kylo musi się teraz czuć nieswojo, być może widzieć gdzieś swoją winę, co było absurdem. Nie mógł go tak zostawić. Wstał z krzesła, dopiero teraz czuł, jak cały się trzęsie, a nogi są jak z waty. Wyszedł za Renem na dach, robiąc to najciszej, jak tylko potrafił. Kylo, reagując na dźwięk, chciał spojrzeć w jego stronę.

- Nie odwracaj się - powiedział Hux, miał zachrypnięty głos.

Kylo wrócił do patrzenia przed siebie. Siedział z nogami podciągniętymi pod klatkę piersiową. Armitage usiadł tuż za nim, wpatrzył się w jego plecy. Chciał go dotknąć, ale wiedział, że nie może i nie powinien. Nie chciał, żeby Kylo pomyślał, że ich znajomość dąży w kierunku relacji z Dameronem, chociaż, paradoksalnie, zaczął zauważać podobieństwa.

- Przepraszam - zaczął mówić Hux. - To nie powinno się było stać, jestem taki głupi, Kylo. Ale nic na to nie poradzę i ty też nie, dlatego nie czuj się zobowiązany wobec mnie. Też jesteś dla mnie ważny, chociaż teraz brzmi to inaczej. To jest po prostu… takie trudne. - Słyszał, jak drży mu głos, jak nierówny jest oddech. Kontynuował. -  Ale nie chcę tracić tego, co mamy. Nie chcę też, żebyś źle się czuł w moim towarzystwie. Nie zmuszaj się do niczego.

Po chwili ciężkiej ciszy Kylo zapytał cicho:

- Czy mogę cię przytulić?

Nie było niczego, czego Hux pragnął by bardziej w tym momencie, ale wiedział, że jeżeli Kylo tylko go dotknie, on nie opanuje emocji.

- Myślisz że to dobry pomysł?

- Tak - w jego głosie brzmiała pewność, wciąż czekał na odpowiedź Huxa.

Hux nie był pewien, ale pragnienia wzięły górę nad rozumem. Wyciągnął rękę i położył Kylo na plecach. Ten drgnął pod dotykiem. Delikatnie przesunął dłonią po plecach Kylo, po czym palcem napisał na nich „ok”.

Kylo na chwilę zamarł, a następnie odwrócił się i spojrzał mu w oczy. Pewnych rzeczy się po Huxie nie spodziewał, ale pewnie właśnie teraz nauczy się o nim więcej, nie raz się zaskakując. Przyciągnął go do siebie, zamykając w ramionach i kładąc policzek na jego głowie. Było mu dobrze, czuł się w końcu komuś potrzebny, a to uczucie sprawiało, że najchętniej nie wypuszczałby Armitage’a z uścisku. Po prostu siedział i wdychał zapach papierosów i mięty, którym Hux emanował, jakby nie czuł go wcześniej.

Hux oddał uścisk, był szczęśliwy i choć z jednej strony wiedział, że to okaże się dla niego bolesne, chciał się okłamywać, chociaż przez chwilę. Chciał wczepiać się palcami w ciało Kylo mocniej i dłużej, jakby w iluzji, że jego uczucia zostały zwrócone. Nie były i zapewne nigdy nie będą, ale na tę chwilę taki Kylo mu wystarczył. Kylo, który ciągle chciał z nim przebywać i chciał dla niego jak najlepiej, który nie skreślił go, mimo że miał ku temu wiele powodów. Hux chciał się nauczyć być dla niego, przestać patrzeć jedynie pod własne nogi. I może na ten moment wystarczył, jego własne ciepło i w końcu - spokój. W tych ramionach był bezpieczny, był chciany i mógł płakać, mógł się śmiać i tej chwili nikt nie mógł mu odebrać.

Kylo uniósł głowę, opierając brodę na włosach Huxa. Połaskotały go w nos, tak bardzo, że ledwo powstrzymał się od kichnięcia. Z dachu widać było całe przedmieścia, można było oglądać gwiazdy i księżyc. Wczesał palce w rude kosmyki, były bardzo miękkie, gdy Hux nie układał ich na żadne pasty.

- Nie będzie ci przeszkadzać jak zostanę? Czy wolałbyś jednak, żebym wrócił?

- Możesz zostać - powiedział. Zamknął oczy i był gotowy zasnąć w każdej chwili, całe napięcie po prostu uleciało w gwieździste niebo. - Nie wyrzucę cię przecież. Tylko nikt cię nie może tutaj znaleźć, jak się mój ojciec dowie, to nikt tego nie przeżyje.

- Obroniłbym cię.

- Nie wątpię - zaśmiał się lekko.

Kylo przyciągnął go do siebie mocniej.

- Nie żartuję.

- Ja też nie.

Nawet nie chciał sobie wyobrażać takiej konfrontacji.

Siedzieli tak przez dłuższą chwilę. Chłodny wiatr szeleścił w usychających liściach, słychać było nocne odgłosy z ulicy. Kylo spojrzał w dół. Hux miał zamknięte oczy i wyglądał spokojniej niż kiedykolwiek.

- Zasypiasz - szepnął mu do ucha.

Huxa przeszedł dreszcz.

- Tylko trochę.

- Trochę bardzo - zaśmiał się. - Zaniósłbym cię, ale mogłoby się to skończyć katastrofą.

- Tak, nie rób tego, mam nogi - powiedział Hux i zaczął odsuwać się od Kylo.

Powinni wracać do środka, w końcu to nie było lato i noce nie były już takie ciepłe. W pokoju Kylo usiadł na łóżku pod ścianą, Hux obok niego.

- Oglądamy coś, czy naprawdę jesteś tak zmęczony? – zapytał Kylo.

Spojrzał na jego dłoń po czym ją złapał, czując przy tym przyjemne ciepło. Nie była dużo mniejsza niż jego własna, ale Hux miał szczuplejsze palce i bardziej wystające kostki.

Hux wyplątał swoją dłoń z jego.

- Nie powinieneś tego robić. Sam powiedziałeś, że nie wiesz, co czujesz. Dajesz mi mylne sygnały.

Kylo zmieszał się i od razu cofnął.

- Przepraszam. Nie chciałem, sam jeszcze nie do końca wiem, co mam robić. Mów mi, jeśli coś jest nie tak.

Hux westchnął, splótł palce swoich dłoni i spojrzał w dół.

- Nic nie musisz robić, jeżeli nie ma za tym znaczenia - przerwał, szukał słów. - Ty możesz chwycić mnie za rękę, ale ja jestem w stanie robić inne rzeczy. Nie chcę cię zranić, bo to, co czuję, nie zmienia faktu, że jesteś moim przyjacielem. Czy tobie się w ogóle podobają faceci?

- Nie wiem. Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałem - powiedział Kylo, chyba po raz pierwszy w życiu będąc tak zmieszanym, że aż bał się podnieść wzrok.

- To chyba od tego powinieneś zacząć.

Kylo ucichł, ale po chwili zmarszczył brwi, nagle w jego oczach zapaliły się iskierki irytacji.

- No tak, a ty wiedziałeś, czy lubisz facetów zanim pocałowałeś się z Poe? Skąd ja mam niby wiedzieć, co? Nie czujesz pokładów hipokryzji w twoim stwierdzeniu?

Hux aż na niego spojrzał. Zastanowił się nad tym. Prawda, nie wiedział, podejrzewał. Przyjął postawę badacza, postawił tezę i ją potwierdził. Tylko, że cena była wysoka. Chciał uniknąć bólu rozczarowania. Chyba zaczynał rozumieć, jak czuł się Dameron. Zmienił pozycję, obrócił się w stronę Kylo, był blisko.

- To była inna sytuacja - stwierdził, ale nie chciał ciągnąć wątku, bo to nie miało sensu. - Jesteś pewien, że tego chcesz? Że chcesz trzymać mnie za rękę - to mówiąc, ujął dłoń Kylo. - Chcesz, żebym cię pocałował?

Kylo spojrzał na niego, jego twarz oblał rumieniec. Chciał coś powiedzieć, ale nie umiał się wysłowić. Hux zbliżył się do niego, przełknął ślinę.

- Bo tak to wygląda, Kylo – powiedział.

Nie puszczał jego dłoni, drugą położył mu na policzku. Czuł, jak bije mu serce, ale tym razem jemu przypadła rola inicjatora. Chciał tego, od tygodni o niczym innym nie myślał niż żeby pocałować Kylo, tak, żeby wszystko było jasne i żeby Ren go zrozumiał. Ale nawet w chwili, gdy odważył się być wystarczająco blisko, by czuć jego oddech, by patrzeć głęboko w oczy, nie mógł się zdobyć na ostatni krok. Czuł, jak Kylo zamarł w bezruchu. Przestraszył go? Wycofał się.

- Przepraszam, to nie jest okej – przyznał. Ścisnął go mocniej za dłoń. – Zacznijmy powoli.

Kylo pokiwał energicznie głową. Spojrzał na ich dłonie, później na Huxa, znowu na nie. Po chwili zapytał:

- Co teraz czujesz?

- Wszystko.

Kylo spojrzał na niego z zainteresowaniem.

- To było bardzo poetyckie, jak na ciebie.

- Uczę się od najlepszych.

- Jak tak dalej pójdzie, to nie niedługo sam coś napiszesz. -  Wyszczerzył się zadowolony.

- Nie szedłbym tak daleko - powiedział, po czym uśmiechnął się lekko.

Siedzieli w ciszy, gdyby się wsłuchać, usłyszeliby bicie swoich serc. Czuli ciepło swoich dłoni. To było tak kojące, terapeutyczne, że Hux był pewien, że zniknęła cała złość, jaką kiedykolwiek do siebie czuli. Pomyślał, że jeżeli zaśnie, to będzie to najspokojniejszy sen w jego życiu.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz.35


Hux siedział przy biurku, a właściwie leżał na książce z wiedzy o społeczeństwie. Niedawno ruszyły przygotowania do olimpiady i w zasadzie nauka zajmowała mu najwięcej czasu, który mógłby nazwać wolnym. Poprzedniego roku był o krok od indeksu, dlatego teraz postanowił pracować jeszcze ciężej, wierzył, że jeżeli załatwi sobie wejście na studia, jego ojciec trochę mu odpuści, a Hux będzie mógł na spokojnie planować przyszłość.

Wiadomość Kylo wyrwała go z pół snu. Odkleił policzek od kartki, spojrzał na zegarek i stwierdził, że nie jest jeszcze tak późno.

Armitage: Czemu u mnie?

Zdziwił się, ostatnia wizyta nie zakończyła się najlepiej.

Kylo zastanowił się nad odpowiedzią. No cóż, nie mógł napisać, że chce sprawdzić, czy w jego domu jest wszystko w porządku. Nie chciał sobie nawet wyobrażać skutków takiego stwierdzenia. Gdy tak rozmyślał nad wymówką, w drzwiach wejściowych szczęknął zamek. Kylo Zaklął.

- Tylko ciebie tu jeszcze brakowało – warknął, zamykając drzwi do swojego pokoju.

Będzie udawał, że go tu nie ma, a jak ojciec postanowi to jednak sprawdzić, wyprosi go w kilku słowach. Usłyszał szczeknięcie psa, to musiał być Chewie.

Kylo: Bo wrócił.

Hux pokiwał głową ze zrozumieniem i odpisał:

Armitage: Ok. Przychodź, kiedy chcesz.

Skoro on zawsze uciekał od domu do Kylo, przyszła kolej się odwdzięczyć. Miał szczęście, że Brendol, jak okropnym człowiekiem by nie był, zazwyczaj nie ujawniał tego przy obcych. Hux rozejrzał się po pokoju. Niepościelone łóżko, kartki z notatkami na ziemi, a na nich Millicent, niezamknięta szafa - zupełnie nie w jego stylu, ale nie mógł się w większym stopniu tym teraz przejmować, do czwartku na pewno wszystko posprząta.


Hux kończył kolejny rozdział książki, gdy usłyszał stukanie w szybę. Myślał, że się przesłyszał ze zmęczenia, ale na kolejne zareagował nawet kot. Spojrzał w okno, ale niczego nie zauważył. Czy doświadczali jakichś zbiorowych halucynacji z braku snu? Wrócił do książki, może powinien wypić kolejną kawę albo zaaplikować sobie krótką regeneracyjną drzemkę. Spojrzał w kierunku łóżka i o mało co nie dostał zawału. Za szybą ujrzał bladą, ale wyszczerzoną w triumfalnym uśmiechu twarz. Dopiero po chwili rozpoznał w niej Kylo.

Ren zastukał w szybę. Nawet coś powiedział, ale zostało to stłumione przez okno. Hux, który przed chwilą omal nie spadł z krzesła, otrząsnął się z szoku i podszedł otworzyć okno.

- Kylo, czy ciebie pojebało do reszty! - wysyczał, ale szeptem. Była pierwsza w nocy, jakby ktoś ich usłyszał, nie przeżyliby tego.

- Nie ujadaj tak - mruknął Kylo i zeskoczył na podłogę. Rozejrzał się po pokoju, szukając wzrokiem Milllicent, po czym spojrzał na Armitage’a. - Czyli jednak nie żyjesz w kompletnym porządku. A mnie się czepiasz o byle kurz.

Hux skrzyżował ręce przed sobą.

- Kurzu u mnie nie znajdziesz, jeżeli o to ci chodzi. Po prostu się uczę, ale umiem po sobie sprzątać - powiedział.

Wrócił na krzesło i spojrzał na Kylo, który zbierał się do podniesienia kotki z podłogi, ale ta chyba nie miała ochoty na dotyk, więc zgrabnie wyskoczyła mu spomiędzy rąk i czmychnęła pod biurko.

- To co ty tu robisz właściwie? - zapytał Hux.

- Powiedziałeś, że mogę wpadać kiedy chcę.

- Nie sądziłem, że weźmiesz to aż tak dosłownie. – Zaczesał włosy do tyłu.

- Przyszedł i zaczął się pultać - Kylo wzruszył ramionami. - Ewakuowałem się w trybie natychmiastowym.

-  Okej, rozumiem - odparł, po chwili jednak doszła do niego sytuacja. - W sensie, chcesz tu spać?

Na samą myśl o tym, przyspieszyło mu serce. Jeżeli będą musieli dzielić jego jednoosobowe łóżko, Hux umrze we śnie.

Kylo spojrzał na niego zdziwiony.

- Coś nie tak? Ja po prostu… - urwał.

Nagle kompletnie zwątpił w swój pomysł przyjścia tutaj.

- Nie, wszytko spoko, możesz nocować! - sprostował prędko. Kylo wyglądał na dość przygnębionego.  - Pytam, bo… - zastanowił się. - Nie wiem, czy mam jakieś ciuchy, żeby ci pożyczyć, ale może coś się znajdzie.

Postarał się o uśmiech. Głupio brzmiało to tłumaczenie, ale było lepsze niż żadne.

- Wszystko mam - pokazał kciukiem na swój plecak, Hux nawet nie zauważył, że go ma. - Nawet przyniosłem coś do picia i żelki – mruknął, ściągając plecak z ramienia i kładąc koło łóżka. Millicent podeszła i obwąchała jego dłoń, otarła się o nią, głośno mrucząc. - Przygotowany. Co jak bym cię nie wpuścił? - zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. - Aż tak źle u ciebie?  Nie ma twojej mamy?

- Wróci za dwa tygodnie, jak nie przedłużą się obrady – mruknął.

Usiadł na krześle obok Huxa i otworzył jego laptopa, wklepał hasło. Hux nawet nie pamiętał, kiedy mu je podał. - Chcesz coś obejrzeć?

- Nie mogę, muszę skończyć czytać - powiedział. Miał zaplanowany jeszcze jeden rozdział na ten wieczór. - Ale jak chcesz coś włączyć to możesz, tylko nie głośno, bo nikt nie może wiedzieć, że tu jesteś.

Kylo pokiwał głową, po czym włączył sobie coś na słuchawkach. Nie umiał się jednak skupić, co chwila zerkał na pracującego Armitage’a. Nie wytrzymał jednak długo i w końcu zaczął czytać mu przez ramię.

- To do olimpiady?

Hux pokiwał głową. Czuł oddech Kylo na szyi i zdecydowanie nie umiał się już skupić na tekście.

- To wszystko na ziemi też. I weź tak nie wiś nade mną, bo nie lubię, jak mi się patrzy na ręce.

Kylo burknął coś w odpowiedzi i wstał od biurka. Dziwnie było oglądać pokój Huxa w takim nieładzie, ale wreszcie wydał się on Kylo zamieszkany. Zaczął krążyć po pokoju bez większego celu, po raz kolejny oglądał książki na półkach, zawieszonych między dwoma plakatami projektów samolotów wojskowych. Kylo bardzo nie podobała się ilość roślin w pokoju Huxa, właściwie oprócz kaktusa na komodzie, którego notabene przyniósł mu on, jedynie na jednej z półek stała samotna paprotka. Hux twierdził, że wszystkie roślinki pod jego ręką umierają, Kylo twierdził, że to kwestia pamiętania o nawodnieniu. Przeszedł pod szafę, chciał wrzucić do niej leżącą na ziemi koszulkę i zamknąć drzwi, jednak jego uwagę przykuła kolorowa okładka. Spod jednej sterty ubrań wystawał kawałek gazetki. Przez moment wystraszył się, że znalazł jakieś skrywane przed światem świerszczyki, jednak to, co było tak skrzętnie schowane, było jeszcze śmieszniejsze. Kylo wyciągnął spod ubrań Huxa trzy numery komiksów o Avengersach. Niemal parsknął śmiechem. Z komiksami w dłoni obrócił się w stronę Huxa, który teraz siedział do niego plecami, w rozdrażnieniu drapiąc się po głowie. Chciał zrobić jakiś komentarz co do ukrytych rozrywek swojego przyjaciela, ale postanowił, że zostawi to jako tajną broń na inny czas. Pokręcił się jeszcze chwilę, przekartkował podręcznik leżący na szafce obok łóżka, po czym wyłożył się wraz z kotem na pościeli i wbił wzrok w sufit. W sumie to już mu się nie chciało nic oglądać.

Sięgnął ręką w górę, a jego dłoń natrafiła na coś miękkiego, myśląc, że to poduszka, pociągnął rzecz, żeby się na niej ułożyć, nie była jednak za wygodna. Wyciągnął ją spod głowy, by zobaczyć, co to takiego.

- To mój sweter? - zapytał zupełnie zaskoczony.

Hux wypuścił ołówek z rąk, zimna fala przerażenia przebiegła mu po ciele, pozostawiając czerwień na policzkach. Zamarł w bezruchu, jego oczy przeskakiwały z Kylo na sweter i z powrotem. Nie potrafił wykrztusić słowa. Nie było żadnego logicznego wytłumaczenia, czemu miałby sweter Kylo pod poduszką innego niż to, które było prawdą, a które Hux tak pieczołowicie starał się ukryć. Odwrócił wzrok, ukrył twarz w dłoniach, następnie całkowicie położył głowę na biurko i nakrył rękami, wczepiając się palcami we włosy, jakby w ten sposób miał ukryć się przed wzrokiem Kylo, który domagał się odpowiedzi, mimo, że pewnie podświadomie wiedział już wszystko. Nie było już żadnej linii obrony, tylko prawda.

- Hux? Ty z nim śpisz? - ostatnie pytanie wydukał.

Nagle wiele rzeczy nabrało sensu. Nie wiedział, co ma myśleć, a co dopiero zrobić.
Hux nie odpowiedział, wolałby się zapaść ze wstydu pod ziemię niż wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.

- Hux? Ty się we mnie…?

Jak ująć takie pytanie, żeby nie zabrzmiało jak ostatnia bzdura, będąc jednocześnie najważniejszą rzeczą na świecie? Kylo nie wiedział. Zaciskał tylko dłonie na ubraniu, a w głowie miał kompletną pustkę.

- Nazwij to jak chcesz - powiedział cicho Hux, nie podnosząc wzroku na Kylo.

Ren wstał i podszedł do niego. Patrzył na te drobne plecy, na człowieka, który niósł na nich o wiele więcej niż powinien. I teraz jeszcze to. Czy on czuł to samo? Nie miał pojęcia, nie chciał go oszukiwać, bo nie rozróżniał przyjaźni od miłości. Ani jednej, ani drugiej nie zaznał wiele w swoim życiu, nie wiedział, więc czy dałby radę je tak po prostu określić. Ale teraz ten tak naprawdę najważniejszy w jego życiu człowiek z jakiegoś powodu czuł do niego coś więcej. Ren za to nie czuł złości czy obrzydzenia, raczej strach. Strach przed tym, że teraz jednym złym ruchem stłucze wszystko, tak jak lustra w swoim domu, podrze ich relacje na strzępy, tak jak marynarkę Armitage’a. I tak jak te przedmioty obrócone wniwecz, tak i między nimi już nigdy nie będzie tak samo.

Sweter w jego dłoni mu ciążył, jakby to on był winien temu wszystkiemu.

Nie wiedział, czy kochał, ale był pewny, że się troszczy, bo go uratował, że się martwi, bo przyjechał tutaj, by tak naprawdę upewnić się, czy ojciec Huxa nie robi mu z życia większego piekła niż zazwyczaj. I na pewno był o niego zazdrosny, o to, że rozmawiał z kimś więcej niż z nim, miał potrzebę spędzania z nim jak największej ilości czasu. Czy to naprawdę mogło być tylko przez to, że się tak dobrze rozumieli? W końcu Armitage i on widzieli się w najgorszych momentach, wiedzieli o nich, a mimo to zostali przy sobie.

Kylo położył sweter na tych obciążonych przez los barkach.

- Dlaczego we mnie?

Hux drgnął. Teraz był pewien, że Kylo stoi tuż za nim i nie ma już szans, by się gdzieś schować w tym żenującym momencie. Pytanie Kylo było najtrudniejszym pytaniem, jakie kiedykolwiek usłyszał, głównie dlatego, że zadał je on sam. Nie było też na nie jednej odpowiedzi. Zastanawiał się, czy milczeć dalej, czy coś powiedzieć. Złamał barierę przyjaźni, więc ich relacja nie wróci już do poprzedniego stanu.

- Nie wiem - przyznał. - Nie tak łatwo to wyjaśnić.

Czuł jak zaczynają zapiekać go oczy. Nie rozumiał reakcji swojego organizmu. A jednak był na granicy załamania się. Czuł sweter na swoich plecach, ogrzewał go, a jednak Hux żałował, że nie oddał go od razu, jak go znalazł. I choć w pewien sposób czuł ulgę, że wszystko się wydało, to nie wiedział, co teraz zrobić. Kylo nie odwzajemnia jego uczuć.

Ren nigdy w życiu nie widział, żeby Armitage dygotał, jakby miał się zaraz rozpłakać, dlatego też nie zdawał sobie sprawy, jak taki widok okropnie boli.

- Pewnie to co teraz powiem nie będzie ani trochę odpowiednie, ale spróbuj mnie posłuchać do końca - powiedział, Hux wciąż na niego nie patrzył, ale to mu trochę ułatwiało sprawę. - Nie wiem, co teraz czuję, nie mogę ci obiecać, że oddam to, co ty - milczeniem nazwał nienazwane. - Nie chciałbym się teraz rzucić na ciebie i kłamać cię w żywe oczy. Bo jesteś dla mnie ważny, wiesz Hux? - znów urwał, bo widział, jak rudzielec drgnął. - Nie chcę cię stracić. Nie wiem czy ktokolwiek inny potrafiłby mnie zrozumieć tak, jak ty i jeszcze przy mnie w dodatku zostać. - Bardzo, bardzo chciał go dotknąć, ale nie wiedział, czy to nie pogorszy całej tej sytuacji. - I to, że nie wiem, co czuję, nie zmienia faktu, że mógłbym nawet spróbować. - Jako, że przeraźliwie bał się ciszy, która najpewniej miała teraz między nimi zapaść, szybko dodał: - Nie będę tu sterczał i cię poganiał, pójdę na dach, jeśli będziesz chciał to mnie zawołaj.

Albo wygoń, dodał już we własnych myślach Ren


piątek, 30 marca 2018

Antidotum na niepokój cz.34



Nie było wątpliwości w tym, że przebywanie z Renem sam na sam było niebezpieczne i Hux był pewien, że wkrótce odejdzie od zmysłów, dlatego gdy następnym razem wpadli na pomysł wyjścia na kręgle (swoją drogą nieprzemyślany), Hux zaproponował, by wyszła z nimi Phasma. Uznał, że w towarzystwie osoby postronnej, Kylo będzie od niego trochę dalej, a też bardziej zaabsorbowany Phasmą, bo wydawał się bardzo zainteresowany poznaniem jej. Któregoś piątku wybrali się więc na kręgielnię, a Phasma zdawała się czerpać z tego jakiś dziwny ubaw.

Phasma: Ale jesteś pewien, że mnie tam chcesz? Nie chcę psuć randki
Armitage: Sam fakt, że tak to nazwałaś jest straszny.
Phasma: Już się zamknij, Hux, wszyscy wiemy, że tak na to patrzysz
Odczytane: 21:13

Kylo czekał na nich już pod kręgielnią. Zachowanie Huxa ostatnio zaczynało go jeszcze bardziej zastanawiać. Niby nic, ale to odwracanie wzroku, chwilowy brak ruchu, gdy go dotknął. Zaczynał się bać. Przede wszystkim dlatego, że im bardziej chciał się dowiedzieć, tym bardziej stwierdzał, że może go krzywdzi. Nie chciał tego. Tak naprawdę to po tym ciągłym rozkminianiu ich relacji stwierdził, że po prostu chciałby, żeby Hux nie znikał z jego życia.

Hux, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, zabrał Phasmę samochodem spod szkoły. Oni kończyli wcześniej, Phasma zostawała na zajęcia klubu sportowego. Żartowała, że będzie najlepiej rozgrzana i ich rozgromi.

- Długo czekasz? - zapytał Hux, gdy dołączyli do Kylo i w trójkę weszli do środka.

- Niezbyt - odpowiedział, po czym podał Phasmie telefon ze słuchawkami. - Masz, powinno ci się spodobać - po czym spojrzał na Armitage’a. - Jesteś stuprocentowo pewny, że dasz radę?

Phasma wzięła sprzęt i wsadziła jedną z słuchawek do ucha, po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia i szacunku.

- Prowadzę samochód, więc to chyba znaczy, że jest dobrze - odpowiedział. - Będę się opierał na lewej - dodał, klepiąc się w udo.

Kylo pokiwał głową. Przebrali buty i ruszyli na salę, Ren przepuścił w drzwiach zarówno Phasmę, jak i Huxa, co z ta pierwsza skwitowała parsknięciem śmiechem. Hux zmierzył ją wzrokiem, a Kylo pozostał w zdziwieniu.

Zaczęli grę, a że cała trójka miała silnie rozwinięte poczucie rywalizacji, nie kończyło się jedynie na słownych przepychankach, ale prawdziwej mowie nienawiści, chociaż była to sinusoida przeplatana z żartami i krótkimi rozmówkami. Po pierwszej rundzie, którą wygrała Phasma, co obu panów ugodziło w godność, Kylo bardziej, chociaż nie odczuwał poniżenia jak w wypadku Rey, a jakiś żal przegranej, Hux musiał odpocząć, żeby nie nadwyrężyć nogi, więc cała rywalizacja skupiła się na Kylo i Phasmie, a Armitage sam nie wiedział, komu powinien kibicować.

Drugą rundę wygrał Kylo i cieszył się przy tym jak dziecko, jednak Phasma zaznaczyła, że to tylko dwa punkty, następnym razem go prześcignie. Renowi wydawało się, że przez całą grę czuje na sobie spojrzenie Huxa, ale gdy odwracał głowę Armitage patrzył gdzieś przed siebie albo w telefon. Może za dużo sobie wyobrażał?

Gdy dziewczyna ustawiała nową rundę, Kylo usiadł przy Huxie, szczerząc się od ucha do ucha. Wyglądał na lekko zmachanego, ale i szczęśliwego, oczy mu błyszczały. Był naprawdę blisko.

- Gratuluję - zagadał. - Z Phasmą nie tak łatwo wygrać, mi się udało raz w życiu.

- Przynosisz mi szczęście - powiedział opierając się w końcu o kanapę. - Gdy jesteś obok, to wygrywam nawet z Rey. To pewnie przez te rude kłaki.

- To przez to, że nie gram, bo przypomnę tylko, że poprzednią rundę skończyłeś trzeci - uśmiechnął się niby sympatycznie, a jednak wrednie. - Ale tak, szczęście że mnie masz, nie?

Dopiero po chwili usłyszał jak to brzmi, czuł jak płoną mu uszy.

- Dobra, chodźmy grać, zanim czas się skończy - dodał od razu.

Dopił wodę i wstał od stolika, czekając, aż Ren go przepuści. Kylo za to złapał go lekko za nadgarstek i powiedział:

- No, mam szczęście - uśmiechnął się do niego, puszczając jego rękę i robiąc mu miejsce do przejścia.

Hux nie był na to gotowy, zupełnie, właśnie tego chciał uniknąć zapraszając Phasmę, jednak tak bardzo się pomylił. Miejsce po dotyku Kylo płonęło, czuł że musi zdjąć sweter, bo się ugotuje. Minął Rena bez słowa i podszedł po kulę, był pierwszy w kolejce.

Ren przestraszył się, że właśnie zrobił coś nie tak. Chciał wstać i coś powiedzieć, ale teraz była jego kolej, a potem Phasmy. Gdy znowu rzucał Hux, a właściwie stał i czekał aż maszyna wypluje tę konkretną kulę, którą chciał rzucić, dziewczyna go zagaiła:

- Coś taki spięty? - szturchnęła go w ramię i chwyciła szklankę coli.

- Bo Hux… - nawet nie wiedział, co powiedzieć. Był zbyt roztrzęsiony, aby się zamknąć. - Cholera, chyba znowu zrobiłem coś nie tak.

Phasma zdziwiła się.

- Nie tak? Co masz na myśli?

- Ostatnio zachowuje się tak… nieHuxowo. Zauważyłaś może? W dodatku zdaje mi się, że to w jakiś sposób przeze mnie, ale cokolwiek z tym robię, to raz jest lepiej, a raz gorzej.

Dziewczyna z całych sił powstrzymywała się od śmiechu. Oni byli tacy zabawni we dwójkę i zagubieni w tym, co robią, że aż jej się żal czasem robiło.

- Och, Kylo, nie przejmuj się. On jest po prostu teraz, jakby to nazwać, w specyficznym stanie.

- Tak? Mówił ci coś? - Kylo oparł się o stolik i spojrzał w lodowato błękitne oczy Phasmy.

- Czy Hux zwierza się komukolwiek? - oddała spojrzenie. - Tak na serio, to daj mu czas. Boryka się z czymś, czego nie rozumie.

Kylo pokiwał głową. Chciał nawet przez chwilę powiedzieć, że tak, zwierza się i to jemu, ale nie wiedział, czy Hux by tego chciał. Martwił się jednak, nie wiedząc, o co dokładnie chodzi, może coś w domu? Wiedział, że próba dowiedzenia się mogłaby tylko pogorszyć sytuację.

- Idź rzucaj - powiedziała Phasma.

Hux wymienił się miejscem z Kylo. Phasma posłała mu znaczące spojrzenie.

- Co? - zapytał Hux.

- A nic, nic - wyszczerzyła się. - Jesteście zabawni.

- Czemu?

- Dowiesz się kiedyś - powiedziała i podniosła szklankę do ust.

Hux pokręcił głową i zwrócił wzrok na Kylo. Nie widział w tym nic zabawnego, a Phasma tylko chichotała, gdy westchnął.


Tę rundę wygrała Phasma, następna należała do Huxa, ostatnią rzutem na taśmę zwyciężył Kylo. Po grze Hux odwiózł ich do domu, pierwszego Rena, mimo, że było mu bardziej po drodze zacząć od Phasmy. Nie wiedział jednak, jak skończy się zostanie z Kylo sam na sam.

***
Kylo siedział z “Mistrzem i Małgorzatą”, naczyniem z yerba mate w dłoniach oraz ciepłym kocem na nogach, gdy zadzwonił jego telefon. Dochodziła już północ, o tej porze rzadko dzwonił do niego ktoś poza Huxem, więc szybko poderwał telefon.

Mama dzwoni.

Patrzył na ekran z tępą miną. Nie odbierał od niej telefonów już od tak dawna, że stało się to jego nawykiem. Jednak teraz miał wątpliwości. W ciągu jej ostatniego pobytu naprawdę się starała, to wszystko co robiła, to jak zachowywała się wobec niego i Huxa. Nie chciał być zarozumiałym bucem, który kompletnie tego nie doceni. Podniósł telefon do ucha.

- Tak?

- Hej Ben, jak się czujesz? - uspokoił się zupełnie, gdy nie wyłapał złej nuty w jej głosie. Wydawało mu się, że naprawdę tęskniła.

- Dobrze mamo. A ty?

- Też dobrze, mieliśmy dzisiaj ciężki dzień, ale już na szczęście koniec. Powinnam wrócić za jakieś dwa tygodnie, jeśli obrady się nie przedłużą. Może coś ci przywieźć?

Zastanowił się. Kiedyś przywoziła mu coś tak po prostu, ale rozbijał, rwał i niszczył wszystko. Przestała kilka lat temu, myślał, że nigdy nie usłyszy takiego pytania.

- Zgubiłem sweter - zaczął powoli.

Lubił go, był ciepły, miękki w środku, oczywiście czarny. Nawet nie wiedział, gdzie go posiał.

- O, widziałam gdzieś takie, które mogłyby ci się nawet spodobać - ucieszyła się, on nawet trochę też, słysząc jej entuzjazm. - Jak na zajęciach?

- Dobrze, matematyka idzie mi coraz lepiej.

- Armitage, to dobry nauczyciel - zaśmiała się. - A jak on się ma? Wciąż chodzi o kulach?

- Już nie, byliśmy wczoraj na kręglach z jego przyjaciółką Phasmą. W czwartek mamy korki.

Mówić jej o jego dziwnym zachowaniu, czy nie? Postanowił pominąć ten temat.

- Wszystko w porządku?

- Dlaczego pytasz? - był zdziwiony pytaniem.

- Po prostu zwykle mówisz o nim wiele, wiele więcej i to sam z siebie.

Gdyby nie była to rozmowa telefoniczna, właśnie odwróciłby wzrok. Czuł jednak, że palą go policzki i cieszył się, iż nikt go nie widzi.

- Ostatnio zachowuje inaczej - zaczął, nie wiedząc co dokładnie chce powiedzieć. - Zapytałem o to Phasmę i powiedziała, że ma teraz jakąś ciężką sytuację. Wiesz, trochę się martwię.

Nie mówił jej o ojcu Huxa, wspomniał jedynie i to bardzo na około, ale Leia zdawała domyślać się znacznie więcej.

- Wszystko będzie dobrze - powiedziała, a on poczuł się dziwnie lepiej. - Myślę, że musisz być po prostu wyrozumiały i go wspierać. – Kylo był pewien, że się uśmiechnęła. - Muszę powoli kończyć. Dobranoc, śpij dobrze, Ben.

- Dobranoc mamo. I dziękuję.

Wbił wzrok w ścianę zaklejoną plakatami. Skąd mama wiedziała, że coś jest nie tak? Nie miał pojęcia. Zastanowił się nad jej słowami, nie był zbyt wyrozumiałą osobą, a jedynym sposobem, żeby wesprzeć Huxa była pomoc. Przemyślał to wszystko dokładniej, po czym napisał do Armitage’a.

Kylo: Możemy mieć te korki u Ciebie?