...

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz.38

 Gdy Armitage się obudził, nie miał pojęcia, która może być godzina. Słońce wpadało do środka, odbijając się od białych ścian i rażąc go w oczy. Do jego uszu zaczęły dobiegać postukiwania i rozmowy z dołu, dźwięki radia, czyli jego rodzice już wstali. Nie czuł prawej ręki, leżał na niej ciągle śpiący Kylo. Naprawdę tu był. Hux nie mógł w to uwierzyć, nic, co się zdarzyło, nie było snem. Tak długo na to czekał.

Dopiero po chwili zauważył, że Millicent drapie drzwi. Niechętnie, ale ostrożnie, wyciągnął swoją rękę spod Kylo, który pozostał niewzruszony. Tak twardy sen był dla Huxa prawdziwym fenomenem. Wygramolił się z łóżka, czekał, aż krew wróci mu do ręki. Otworzył kotce drzwi, a ta od razu pobiegła na do łazienki, wpychając się w szczelinę uchylonych drzwi. Wolniejszym krokiem, jeszcze ziewając, podążył za nią Hux. W łazience spojrzał na siebie w lustrze. Ciągle zaspane oczy, rozczochrane włosy, przekrzywiona koszulka. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak długo i dobrze spał.

- I co się patrzysz? - powiedział do Millicent. Ta usiadła pod drzwiami, czekała, aż wyjdą. - Musisz się mną teraz podzielić.

Millicent wyglądała na niewzruszoną. Hux podciągnął spodenki i umył ręce, przemył twarz. Czuł się, jakby był innym człowiekiem. Nie był pewien, czy jego oczy były kiedykolwiek takie jasne.

Wrócił do pokoju i dosłownie wskoczył na łóżko, wracając na swoje miejsce. Nie sądził, że jego serce może pomieścić tyle ciepłych uczuć, a jednak tak było i chyba nie czuł się z tym wcale tak najgorzej. Kylo, czując mocne turbulencje, sięgnął ręką w poszukiwaniu Huxa.

- Co się tak wiercisz - mruknął, nie otwierając oczu.

Nie chciał wstawać, było mu tak dobrze i spokojnie.

- Energia - powiedział, chwytając jego rękę i całując wierzch dłoni.

- Nie spodziewałem się takiego przywitania – powiedział zaskoczony, po czym nagle zaczął czuć, jak robi mu się gorąco na twarzy.

Na wszelki wypadek nakrył głowę poduszką.

Huxowi zrobiło się trochę głupio, ale rozbawiła go reakcja Kylo. Czy to był najlepszy dzień jego życia?

- Wybacz, jeżeli to za dużo - powiedział. - Ale tak się cieszę. To pewnie dziwne, nie? Że taki jestem.

- I to w chuj. - W końcu zdjął poduszkę z twarzy. - Ale chyba chętnie się przyzwyczaję.

Hux podniósł się do siadu i oparł plecami o ścianę.

- Powinieneś, jeżeli tak zostanie - powiedział, patrząc na swoje dłonie.

Kylo pokiwał głową, w sumie to mógłby się przyzwyczaić do takich poranków.

- Pamiętasz co mi obiecałeś wczoraj?

- Obiecałem ci coś?

- Zjeść.

- Nie przypominam sobie - wzruszył ramionami.

Pamiętał.

- Nie ściemniaj mnie. Kiedy coś ostatnio jadłeś?

- Wczoraj, bez przesady, muszę jakoś funkcjonować - powiedział, uśmiechając się lekko. - Co więcej, powiem ci dokładnie. O dziewiętnastej zjadłem jogurt.

- Naaa… - chyba chciał coś powiedzieć, ale przerwało mu ziewnięcie - Nie przesadzam. Mógłbym ci coś zrobić, ale nie za bardzo mogę zejść na dół.

- Właśnie, jak ty zamierzasz stąd wyjść w ogóle? - zapytał, zmienił mu się wyraz twarzy.

Była sobota, jego rodzice nigdzie nie wychodzili, przynajmniej nic nie było mu o tym wiadomo. Co, jeżeli będą coś chcieli? Nie mogą wejść do tego pokoju.

- Tak, jak tu wszedłem. - Wskazał palcem okno. - Myślisz, że powinienem już?

- Nie wiem, która jest godzina? - zapytał. Zszedł z łóżka i sięgnął po telefon leżący na biurku. - Dochodzi 10. Ja nie sypiam tak długo, więc jeżeli nie zejdę niedługo na dół, ktoś może wejść tutaj.

- Jasne. - Kylo w końcu podniósł się z łóżka. - Muszę się tylko przebrać i spadam.

- Znaczy wiesz, możesz zostać jeszcze chwilę - powiedział szybko, stając przy Kylo. - Nie zjesz ze mną śniadania?

- Ha! - Kylo wyszczerzył się uradowany. - Z tobą zjem, nawet bardzo chętnie.

- To może wyjdziesz teraz przez okno i wrócisz drzwiami? - Hux myślał na głos. Kylo spojrzał na okno, po czym bez słowa wskoczył na parapet.

- To do zaraz, Armitage - rzucił i zeskoczył na dach.

- Czekaj, co ty robisz! - wychylił się za nim. - W dresie? Bez butów? Masz nas za idiotów?

- Cóż - mruknął Kylo i wrócił do pokoju.

Wytargał z plecaka świeże ciuchy i zaczął się przebierać. Hux nawet nie próbował odwrócić wzroku. Gdy Kylo naciągnął na siebie koszulkę, Armitage zaczesał włosy do tyłu i powiedział:

- Poczekaj chwilę na zewnątrz, ja zejdę na dół i powiem, że wpadniesz niedługo, bo robimy projekt. Zachowuj się naturalnie.

Czuł się jakby organizowali co najmniej napad na bank.

Kylo zszedł z dachu tak, jak wszedł poprzedniego dnia, po ogromnej kracie, po której piął się bluszcz. Przeszedł w kucki pod oknami i wyszedł na drogę przed domem Huxów.

Kylo: Daj znać kiedy mam przyjść.

Armitage: Ok.



Armitage zszedł na dół. Jego ojca nie było w zasięgu wzroku, Maratelle, jego macocha, wycierała blaty w kuchni.

- Późno wstałeś - powiedziała, gdy zobaczyła, że Armitage wszedł do pomieszczenia.

- Uczyłem się do późna - odparł, włączając czajnik. - Gdzie ojciec?

- W gabinecie. Prosił, żeby mu nie przeszkadzać. Robi ważne rozliczenia - przekazała kobieta.

Odłożyła szmatkę i przemyła dłonie pod kranem.

- Ben Solo do mnie przyjdzie niedługo - powiedział. Opierał się plecami o blat. Woda była coraz głośniejsza. Maratelle spojrzała na niego zdziwiona. Nie zwykł mieć gości. - Robimy projekt do szkoły - sprecyzował.

Maratelle i on byli sobie doskonale obojętni, przekazywali informacje, jeżeli była taka potrzeba, nie wchodzili sobie w drogę. Kobieta nie mieszała się pomiędzy ojca i syna. Wzruszyła ramionami.

- Tylko nie bądźcie za głośno - upomniała go i wyszła z pomieszczenia.

- Będziemy siedzieć jak myszy - powiedział, jednak nie usłyszała tej uwagi.

Wystukał smsa do Kylo, że ten może wchodzić.

Chwilę później usłyszał dzwonek do drzwi. Widział, że Ren ledwo powstrzymuje się od śmiechu.

- Dzień dobry – powiedział, zdejmując buty. - Dawno mnie tutaj nie było.

- Jesteś wcześniej niż myślałem, nawet nie zdążyłem zjeść śniadania - ciągnął ich przedstawienie.

- W sumie też jeszcze nic nie jadłem, pomóc ci coś przygotować?

- Jasne - uśmiechnął się i zaprowadził Rena do kuchni, powstrzymując śmiech. - Herbaty?

Kylo pokiwał głową, we wnętrzu zaczynał się dusić.

- Tak, chętnie.

***

Pierwszy tydzień był niezręczny, zwłaszcza dla Kylo, który był zupełnie pogubiony, w większości przypadków nie wiedział, jak się zachować, a jego zdenerwowanie przechodziło na Armitage’a, który z kolei z całych sił próbował stwarzać pozory, że ma wszystko pod kontrolą, a tak naprawdę wpadał w panikę, gdy tylko zdarzyło im się dotknąć. W szkole utrzymywali zwykły im dystans, chociaż podczas lekcji zdarzało im się droczyć, szturchać kolanami, przelotnie dotknąć dłońmi. Starali się być dyskretni z wielu powodów, głównie dlatego, że to był początek, poza tym, nie byli na tym samym poziomie emocjonalnym. Do tego Hux nie potrafił być tak otwarty jak, na przykład, robił to Poe Dameron, bezwstydnie flirtując z Finnem na środku korytarza. Gdy Hux się im przyglądał, zdawali się być całkiem blisko. Trochę im tego zazdrościł, ale wiedział, że nie byłby w stanie znieść na sobie wzroku innych uczniów, chociaż i tak niewielu w ogóle zwracało uwagę na Poe. A gdyby taka wiadomość trafiła do uszu jego ojca? Przeszły go ciarki na samą myśl o tym.

- Wszystko okej? - zapytał Kylo, widząc nieobecność na twarzy Huxa.

Siedzieli przed szkołą, mieli długą przerwę. Mimo chłodu, Hux nalegał, żeby wyszli zapalić.

- Tak, okej. Trochę pizga - powiedział, zaciągając się.

- Trochę? - oburzył się Kylo. - Nie czuję rąk, a trzymam w kieszeniach.

Hux zerknął na niego, po czym wepchnął mu swoją dłoń do kieszeni kurtki.

- Zimne! - szarpnął się Kylo, ale Hux nie dał za wygraną.

- Nie drzyj się - upomniał go Hux, splatając z nim palce.

Kylo momentalnie przestał odczuwać chłód.

- Robisz się czerwony - mruknął Armitage.

- To od zimna.

- Wcale nie.

- Zamknij się już no. - Zaczął poważnie żałować, że nie ma szalika, w którym mógłby się schować, żeby Hux nie widział jego rumieńców.

Rzadko kiedy miewał je przedtem, teraz jednak zdarzały mu się coraz częściej, co Armitage ciągle mu wypominał. Hux był bardzo zadowolony z tego, że mógł obserwować Kylo w takim stanie, w pewien sposób zupełnie niewinnym. Z jednej strony było to całkiem zabawne, a z drugiej dość urocze, ale Hux w życiu nie przyznałby tego na głos.

- Nie wstydź się - powiedział. Zgasił peta o schodek, na którym siedzieli, po czym położył się Renowi na ramieniu.

- Nie wstydzę - burknął Kylo. Piosenka na słuchawce, nosił jedną, nie po stronie Huxa, żeby móc go słyszeć, zmieniła się na “Follow You” od BMTH. - Tak w ogóle to - zaczął ściskając mocniej dłoń Huxa - o czym rozmawiałeś z Rey na korytarzu?

- Niczym specjalnym - powiedział, starając się, aby jego głos brzmiał naturalnie nieprzejęty.

Rey zaczepiła go wcześniej, zapraszając na swoje osiemnaste urodziny. Hux musiał przyznać, że trochę go to zdziwiło, bo w końcu nie byli specjalnie blisko. Mówiła, że to będzie większa impreza w jej domu. Hux przyjął zaproszenie i dopiero później zorientował się, że pewnie nie zaprosi Kylo, a teraz głupio mu było iść bez niego. Właściwie to nawet nie chciał.

- Powiedz mi.

Nie chciał przyznać się, jak bardzo się w nim gotowało, od kiedy zobaczył ich na korytarzu. Naprawdę denerwowało go, że do Huxa uśmiechał się ktoś inny.

Hux westchnął.

- Zaprosiła mnie na urodziny - powiedział.

- Idziesz?

- Nie.

- Dlaczego?

- Bo ciebie nie zaprosiła, nie?

Kylo spojrzał na niego kompletnie wybity z rytmu.

- Przecież możesz iść.

- Bez ciebie nie idę.

- Za dużo się ze mną naoglądałeś Kapitana Ameryki - mruknął, gładząc dłoń Huxa kciukiem. - Ale ja serio mówię, to że ja nie idę nie znaczy, że ty też nie masz.

- Nie ściemniaj, wcale nie chcesz, żebym szedł.

- A idź sobie, będzie tam Poe, Rey i w ogóle...

Hux wyprostował się i spojrzał na Kylo.

- Jesteś przypadkiem zazdrosny?

Ren zmartwiał i zbladł.

- Wcale nie!

- Jesteś! - powiedział Hux i się zaśmiał. - Jesteś zazdrosny o mnie?

- A weź się udław - mruknął Kylo spuszczając głowę, żeby włosy mogły zakryć jego całkiem czerwoną już twarz. Ale nie puścił ręki Armitage’a.

***

Kylo stał oparty o ścianę i czekał, aż Hux wyjdzie z klasy. Miał rozmowę dotyczącą nadchodzącej olimpiady z WOSu. Ren też zastanawiał się nad wzięciem udziału, może w tej dotyczącej literatury lub filozofii? Musiałby przysiąść i napisać pracę.

Zasłuchał się w Stick to Your Guns, ostatnio coraz bardziej przekonywał się do tego zespołu, głos wokalisty otulał jego pobite wnętrze z czymś podobnym ramionom Huxa odganiającym od niego resztki koszmaru.

- Kylo? - ledwo usłyszał zza ściany muzyki.

Otworzył oczy i spiął się widząc Rey.

- Co jest? – warknął, ściszając dźwięk.

Na wyciągnięcie jednej słuchawki zasługiwał jedynie Armitage. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, jakby nie wierząc w to, co robi i powiedziała:

- Chciałabym zaprosić cię na swoje urodziny za tydzień w piątek, dwudziesta, przyjdziesz?

- Dlaczego mnie zapraszasz? - zdziwił się Kylo.

Rey westchnęła.

- Chyba po wycieczce nabrałam do ciebie jakiejś odrobiny sympatii za twoją pomoc Armitage’owi.

Kylo przemilczał, że prawdopodobnie miałby całkowicie gdzieś zgubionego, gdyby nie był Huxem.

- Dam ci jeszcze znać - zrobiło się niezręcznie. - Dzięki za zaproszenie czy coś.

Usłyszał otwierające się obok niego drzwi i odwrócił się w kierunku wychodzącego Huxa, posyłając mu jednocześnie ciepły uśmiech oraz błagający o ratunek wzrok. Huxa nieco zdziwiła obecność Rey i Kylo w odległości metra od siebie. Dodatkowo Kylo nie wyglądał na wściekłego.

- Hej wam - przywitał ich, wchodząc w trójkąt konwersacji. - Co słychać? Niecodzienne widzieć was razem.

- Hej - odpowiedziała mu Rey. - Wpadałam tylko powiedzieć Kylo o urodzinach. Przyjdziecie, nie? Zapowiada się naprawdę zajebiście.

Hux spojrzał na Kylo zbity z tropu. Czy to się działo? Czy obaj zostali zaproszeni do Rey na imprezę? Hux zastanawiał się, czy nie trafił przypadkiem do innego wymiaru, gdzie spotykają go tylko dobre wieści.

- Tak, jasne - potwierdził, uśmiechając się do niej i do Kylo. - Nie przegapiłbym twojej imprezy.

- Racja, nigdy nie wiesz, co może się stać - puściła mu oczko.

Hux się spiął, Kylo spojrzał na nich zdziwiony.

- To do zobaczenia chłopcy - powiedziała i odeszła, znikając za zakrętem.

sobota, 7 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz. 37


Kylo i Armitage siedzieli na łóżku w ciszy, od czasu do czasu ucinając krótką rozmowę. Była to bezpieczna, komfortowa cisza, podczas której każdy z nich miał okazję wszystko przemyśleć, po raz pierwszy dzieląc tak długo dotyk swoich dłoni. Millicent leżała no pościeli obok nich, mrucząc i strzygąc uszami.
W pewnym momencie Hux wstał z łóżka i przeszedł przez pokój, żeby zgasić światło. Teraz paliła się jedynie lampka na biurku.
- Zgaszę już. Idziemy spać niedługo, nie?
- Przyniósłbyś mi coś do jedzenia? - w głosie Kylo pojawiła się błagalna nuta. - Czy bierzemy się za te żelki?
- Jasne, coś ci dam. Specjalne życzenia? - zapytał.
Co prawda jedzenie czegokolwiek o takiej godzinie wydało się Huxowi skrajnym absurdem, jednak Kylo to Kylo.
- Zjem wszystko – mruknął. - Mogą być nawet kanapki z serem i pomidorem.
- To zaraz wrócę - powiedział i wyszedł z pokoju.
Zszedł po schodach, wszystkie światła w domu były pogaszone, czyli jego rodzice poszli już spać. W salonie świeciła się lampka nocna, nigdy jej nie gasili. Hux przeszedł do kuchni, starał się robić jak najmniej hałasu. Nie miał zwyczaju pałętać się po domu w nocy, zdarzało mu się, gdy siedział do rana i już naprawdę ssało go w żołądku, ale mimo wszystko wolałby uniknąć pytań. Gdy wszedł do kuchni, nagle wszystko zaczęło do niego docierać, ale nie panikował, wręcz przeciwnie, czuł ciągle ten nieopisany spokój. Kylo już wiedział o jego uczuciach, zaakceptował go, co więcej, wahał się wobec siebie. Hux nie chciał sobie robić nadziei, ale to było silniejsze od niego. Nie chciał jednak, żeby wszystko zniknęło, gdy tylko się obudzą rano. Niedługo później wrócił do pokoju z kilkoma kanapkami na talerzu.
Ucieszony Kylo zjadł trzy z pięciu kanapek, a pozostałe starał się opchnąć Huxowi.
- No zjedz cokolwiek – zamarudził. - Bo mi się w nocy będą wbijały twoje kości.
- Nie chcę, nie jem tak późno. Poza tym to nic nie zmieni na chwilę obecną. Dokończ, ja idę do łazienki - powiedział, wygrzebując spod poduszki rzeczy do spania. Koszulka i spodenki, nie potrzebował swetra, skoro Kylo tu był.
- Chociaż jedną? Proszę?
Hux dramatycznie opuścił ręce wzdłuż ciała. Był niemal pewien, że jeżeli zje teraz cokolwiek, to zwymiotuje.
- Może pójdziemy na taki układ, że ty skończysz te kanapki, a ja zjem pełne śniadanie rano.
- Niech ci będzie. - Kylo nie wydawał się przekonany.
Hux posłał mu uśmiech wdzięczności i wyszedł z pokoju. Wrócił niedługo, już przebrany, mówiąc Kylo, że jego kolej.
- Myślisz, że na pewno mnie nie usłyszy? - zapytał Kylo zarzucając plecak na ramię.
Hux pokręcił przecząco głową.
- Mają zamknięte drzwi, ja nie gasiłem światła, więc zachowaj w miarę ciszę i powinno być okej.
Gdy Kylo wyszedł, Hux poprawił pościel i położył się bliżej ściany.
Kylo szedł na palcach, czując jak zimny pot oblewa mu plecy. Gdy doszedł do  łazienki i w końcu mógł się w niej zamknąć, odetchnął ciężko. Przebrał się w dresy (tak te modne, czarne) i założył podkoszulek. Później prześlizgnął się do pokoju Huxa, najciszej jak mógł, zastanawiając się, czy ktoś może usłyszeć jego walące serce.
- Jestem – szepnął, wchodząc do pokoju Armitage’a.
Odłożył plecak, zgasił lampkę i po chwili zastanowienia położył się obok Huxa.
- Widzę - powiedział Hux, robiąc mu więcej miejsca, chociaż było to trudne na jego wąskim łóżku. Obrócił się na bok, twarzą w stronę Kylo. - Tylko nie zabierz całej kołdry w nocy.
- Tego nie mogę obiecać - parsknął śmiechem.
Na łóżku naprawę było mało miejsca, gdyby oboje chcieli leżeć na plecach, Kylo najpewniej by zleciał. Hux się stresował, chociaż nie wiedział dlaczego. Spali koło siebie dziesiątki razy, nie raz zrzucając się z łóżka, zabierając koce. Jednak było coś innego w tym, że stykali się kolanami, że było tak ciepło, leżąc tak blisko, bali się poruszyć. Patrzyli na siebie, posyłając niezręczne uśmiechy, chociaż w ciemności i tak niewiele było widać. Hux wyciągnął rękę i położył otwartą dłoń między nimi, czekając na reakcję Kylo. Ren ujął ją, powoli, jakby nie był pewny, czy właśnie o to chodzi Huxowi, ciągle pamiętał, co Armitage mu powiedział. Przejechał kciukiem po wierzchu dłoni Huxa, miał bardzo delikatną skórę.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj - odpowiedział Hux, patrząc na ich dłonie.
Nie mógł w to uwierzyć.
- Powtórzę się trochę - urwał, zastanawiając się, jak zadać jedno z tych pytań, które dręczyło i martwiło go najbardziej, ale postanowił nie wypowiadać go od razu. - Ale dlaczego tak właściwie ja?
Bo przecież Hux znał na pewno masę osób, które były lepsze od Kylo, choć tego nie potrafił już wypowiedzieć na głos. Hux zwlekał z odpowiedzią, nie umiał znaleźć odpowiednich słów, w zasadzie nigdy nie rozmawiał o takich sprawach głośno.
- Chyba właśnie dlatego, że to ty - powiedział w końcu, czując jak fala gorąca przepływa po jego ciele, na szczęście nie było tego widać.
- To znaczy? - nieświadomie ścisnął jego dłoń mocniej.
- Nikt nigdy nie był tak blisko mnie. Ja sam też nie za bardzo przejmowałem się innymi. A z tobą jest inaczej. Lubię, jak jesteś koło mnie, czuję, że coś znaczę. Pamiętasz, jak cię pocałowałem? To się wtedy zaczęło. Doszedłem do wniosku, że gdybym był wtedy  z kimś innym, pewnie by nas złapali - przełknął ślinę.
Szczerość była bardzo wymagająca. Było więcej rzeczy, które mógłby powiedzieć, ale się wstydził. Ściąganie ubrań było prostsze niż rozbieranie się z myśli.
- Czyli to nie był tylko twój pragmatyczny plan? - w głosie Kylo Hux słyszał coś co, ku jego zdziwieniu, sugerowało mu, że Ren jest zadowolony z tego co Armitage mu powiedział.
- Był! - zapewniał. - Po prostu po tym zacząłem na ciebie inaczej patrzeć. Dlatego byłem taki dziwny.
- Tak, tak, na pewno - droczył się jeszcze chwilę Kylo, po czym zamilkł na dłuższą chwilę, żeby zebrać się w sobie. - Po prostu pytam o to wszystko, bo chciałbym wiedzieć, czy się mnie nie brzydzisz.
Hux podniósł na niego wzrok, trochę go zamurowało.
- Co? Nie leżałbyś obok mnie, gdybym się ciebie brzydził. Ja… - przerwał, był nieco zmieszany. Czy może Kylo nie brał go na poważnie? - Ja naprawdę cię lubię. Bardzo. Wbrew pozorom mam uczucia. To nie jest żaden eksperyment. - Zrobił pauzę, po czym dodał ciszej: - Pocałowałbym cię, gdybym mógł.
Kylo aż zadygotał na dźwięk tych słów. Było mu niesamowicie gorąco.
- Ja po prostu… - głos mu się załamał. - Wszyscy zawsze wyzywali mnie od dziwadeł i widzę się w lustrze, więc… - nie umiał skończyć.
Hux puścił dłoń Kylo i wyciągnął rękę w jego kierunku. Kylo zmrużył oczy, czując dłoń Armitage’a na swojej głowie, jak gładzi go po włosach, policzku, jak zakłada mu włosy za ucho.
- Dla mnie wyglądasz dobrze, naprawdę - zapewniał go z uśmiechem. - Wiem co mówię, mam dobry gust. Nie powinieneś się tak przejmować, cały czas się zmieniamy.
Kylo wtulił się w Huxa, niemal spazmatycznie. Nie chciał go już nigdy puścić. Hux objął go z całych swoich sił. Był taki szczęśliwy. Chyba po raz pierwszy to on był podporą i to znaczyło dla niego więcej niż jakiekolwiek słowa, które mogłyby paść.
Kylo leżał wczepiony w Armitage’a, słuchając  bicia jego serca i oddechu. Ostatnim co pamiętał była Millicent wykładająca się na nich, nim odpłynął w błogi niebyt.
Tej nocy nie miał koszmarów.

Robię to, co lubię, czyli tak, proszę państwa, piszę Fanfiction.

Będzie osobiście, ale to, co się właśnie wydarzyło, na to jak najbardziej zasługuje.

Piszę od kiedy pamiętam, wpierw były to jakieś tam opowiadanka, później dłuższe formy, były próby wierszowania (nie wyszło, ale wciąż czasem spróbuję), a od drugiej liceum spróbowałam się w pisaniu fanfiction. Dlaczego? Ano lubiłam czytać fanfiki, bulwersowałam się, że polska część internetu niekoniecznie kipi dobrymi tekstami, a Haru (tak, współautorka "Antidotum...", moja motywacja i kochany przyjaciel) po prostu kazała mi pisać.

No i tak się zaczęło. Dziś mam na koncie prawie czterdzieści krótkich form, a także pięć serii. Nigdy nie myślałam, że warsztat pisarki można poprawiać w takim tempie, te wszystkie komentarze i przyjmowana z podniesioną głową krytyka, pomogły mi się rozwinąć, w dodatku wciąż to robią. Rozpoczęcie pisania było jedną z lepszych decyzji w moim życiu.

I wiecie co?

Wstydziłam się mówić, że piszę fanfiction. Bałam się zaszufladkowania, żeby nikt nie pomyślał, że skrobię jakieś porno-opowiadanka. Bałam się tego, że często poruszam motyw związków homoseksualnych, że paruję postacie, które są przez większość uznane za hetero i zostanę przez to skreślona, błędnie odebrana, jako jakaś pokręcona yaoi-fanka.

Dziś spokojnie mówię, że mam, to gdzieś.

Piszę to co lubię, nikt nie ma prawa mi tego zabronić, nie podoba się, dobrze, po prostu nie czytaj. Nie będę już się zamartwiać czy źle to wpływa na mój "wizerunek". Nie kiedy to, co piszę, daje mi masę pozytywnych emocji i inspiruje innych ludzi. Kiedy to przeze mnie też zaczynają tworzyć. To chyba najcudowniejsze uczucie świata.
Tutaj mam dla Was piękne arty od Pondi i Morel. Dziewczyny, jesteście cudowne, dawno nic mi takiego kopa nie dało jak te prace.

A teraz przede wszystkim nie obawiam się powiedzieć, że tak, piszę fanfiction i mam z tego ogromną frajdę. 
Art Pondi
Art Morel
Art Pondi 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz.36


Hux walczył ze łzami, zagryzał wargi i słuchał Kylo, dopóki ten nie skończył mówić i dopóki nie usłyszał dźwięku otwierania okna. Został sam w pokoju. Wypuścił wstrzymywany od dłuższej chwili oddech, łamał się, wdechy były za szybkie, pociągnał nosem i starał się nie udusić. Dopiero po kilku minutach odkąd Kylo wyszedł, Hux podniósł się z biurka i przetarł dłońmi oczy. Pierwsze napięcie opadło, Hux nie mógł się jednak pozbyć ścisku w brzuchu. Słowa Kylo nie pozostały bez znaczenia. Mógłby spróbować? Hux obawiał się, że Kylo poczuje się do czegoś zobowiązany i czuł się z tym okropnie. Po zerwaniu z Dameronem nie czuł się nawet w połowie tak zagubiony jak teraz. Wtedy też nie wchodziły w grę jego własne uczucia. Z Kylo było inaczej, z nim chciał po prostu być, najbliżej jak się dało, najdłużej. Czy to zakochanie, czy raczej bardzo intensywna sympatia, nostalgiczna tęsknota za dotykiem i uczuciem, którego nigdy nie otrzymał, a pragnął całym sobą. By dzielić razem ważne i nieważne momenty, wzloty i upadki, być dla siebie. Przyjaźń z Kylo była najważniejszą rzeczą w życiu Armitage’a, cenił ją i nie chciał stracić, ale bał się, że w pewnym momencie może mu to nie wystarczyć, że jego uczucia zniszczą to, co wybudowali.

Spojrzał w stronę okna. Zdjął z pleców sweter i spojrzał na niego. Pomyślał, że Kylo musi się teraz czuć nieswojo, być może widzieć gdzieś swoją winę, co było absurdem. Nie mógł go tak zostawić. Wstał z krzesła, dopiero teraz czuł, jak cały się trzęsie, a nogi są jak z waty. Wyszedł za Renem na dach, robiąc to najciszej, jak tylko potrafił. Kylo, reagując na dźwięk, chciał spojrzeć w jego stronę.

- Nie odwracaj się - powiedział Hux, miał zachrypnięty głos.

Kylo wrócił do patrzenia przed siebie. Siedział z nogami podciągniętymi pod klatkę piersiową. Armitage usiadł tuż za nim, wpatrzył się w jego plecy. Chciał go dotknąć, ale wiedział, że nie może i nie powinien. Nie chciał, żeby Kylo pomyślał, że ich znajomość dąży w kierunku relacji z Dameronem, chociaż, paradoksalnie, zaczął zauważać podobieństwa.

- Przepraszam - zaczął mówić Hux. - To nie powinno się było stać, jestem taki głupi, Kylo. Ale nic na to nie poradzę i ty też nie, dlatego nie czuj się zobowiązany wobec mnie. Też jesteś dla mnie ważny, chociaż teraz brzmi to inaczej. To jest po prostu… takie trudne. - Słyszał, jak drży mu głos, jak nierówny jest oddech. Kontynuował. -  Ale nie chcę tracić tego, co mamy. Nie chcę też, żebyś źle się czuł w moim towarzystwie. Nie zmuszaj się do niczego.

Po chwili ciężkiej ciszy Kylo zapytał cicho:

- Czy mogę cię przytulić?

Nie było niczego, czego Hux pragnął by bardziej w tym momencie, ale wiedział, że jeżeli Kylo tylko go dotknie, on nie opanuje emocji.

- Myślisz że to dobry pomysł?

- Tak - w jego głosie brzmiała pewność, wciąż czekał na odpowiedź Huxa.

Hux nie był pewien, ale pragnienia wzięły górę nad rozumem. Wyciągnął rękę i położył Kylo na plecach. Ten drgnął pod dotykiem. Delikatnie przesunął dłonią po plecach Kylo, po czym palcem napisał na nich „ok”.

Kylo na chwilę zamarł, a następnie odwrócił się i spojrzał mu w oczy. Pewnych rzeczy się po Huxie nie spodziewał, ale pewnie właśnie teraz nauczy się o nim więcej, nie raz się zaskakując. Przyciągnął go do siebie, zamykając w ramionach i kładąc policzek na jego głowie. Było mu dobrze, czuł się w końcu komuś potrzebny, a to uczucie sprawiało, że najchętniej nie wypuszczałby Armitage’a z uścisku. Po prostu siedział i wdychał zapach papierosów i mięty, którym Hux emanował, jakby nie czuł go wcześniej.

Hux oddał uścisk, był szczęśliwy i choć z jednej strony wiedział, że to okaże się dla niego bolesne, chciał się okłamywać, chociaż przez chwilę. Chciał wczepiać się palcami w ciało Kylo mocniej i dłużej, jakby w iluzji, że jego uczucia zostały zwrócone. Nie były i zapewne nigdy nie będą, ale na tę chwilę taki Kylo mu wystarczył. Kylo, który ciągle chciał z nim przebywać i chciał dla niego jak najlepiej, który nie skreślił go, mimo że miał ku temu wiele powodów. Hux chciał się nauczyć być dla niego, przestać patrzeć jedynie pod własne nogi. I może na ten moment wystarczył, jego własne ciepło i w końcu - spokój. W tych ramionach był bezpieczny, był chciany i mógł płakać, mógł się śmiać i tej chwili nikt nie mógł mu odebrać.

Kylo uniósł głowę, opierając brodę na włosach Huxa. Połaskotały go w nos, tak bardzo, że ledwo powstrzymał się od kichnięcia. Z dachu widać było całe przedmieścia, można było oglądać gwiazdy i księżyc. Wczesał palce w rude kosmyki, były bardzo miękkie, gdy Hux nie układał ich na żadne pasty.

- Nie będzie ci przeszkadzać jak zostanę? Czy wolałbyś jednak, żebym wrócił?

- Możesz zostać - powiedział. Zamknął oczy i był gotowy zasnąć w każdej chwili, całe napięcie po prostu uleciało w gwieździste niebo. - Nie wyrzucę cię przecież. Tylko nikt cię nie może tutaj znaleźć, jak się mój ojciec dowie, to nikt tego nie przeżyje.

- Obroniłbym cię.

- Nie wątpię - zaśmiał się lekko.

Kylo przyciągnął go do siebie mocniej.

- Nie żartuję.

- Ja też nie.

Nawet nie chciał sobie wyobrażać takiej konfrontacji.

Siedzieli tak przez dłuższą chwilę. Chłodny wiatr szeleścił w usychających liściach, słychać było nocne odgłosy z ulicy. Kylo spojrzał w dół. Hux miał zamknięte oczy i wyglądał spokojniej niż kiedykolwiek.

- Zasypiasz - szepnął mu do ucha.

Huxa przeszedł dreszcz.

- Tylko trochę.

- Trochę bardzo - zaśmiał się. - Zaniósłbym cię, ale mogłoby się to skończyć katastrofą.

- Tak, nie rób tego, mam nogi - powiedział Hux i zaczął odsuwać się od Kylo.

Powinni wracać do środka, w końcu to nie było lato i noce nie były już takie ciepłe. W pokoju Kylo usiadł na łóżku pod ścianą, Hux obok niego.

- Oglądamy coś, czy naprawdę jesteś tak zmęczony? – zapytał Kylo.

Spojrzał na jego dłoń po czym ją złapał, czując przy tym przyjemne ciepło. Nie była dużo mniejsza niż jego własna, ale Hux miał szczuplejsze palce i bardziej wystające kostki.

Hux wyplątał swoją dłoń z jego.

- Nie powinieneś tego robić. Sam powiedziałeś, że nie wiesz, co czujesz. Dajesz mi mylne sygnały.

Kylo zmieszał się i od razu cofnął.

- Przepraszam. Nie chciałem, sam jeszcze nie do końca wiem, co mam robić. Mów mi, jeśli coś jest nie tak.

Hux westchnął, splótł palce swoich dłoni i spojrzał w dół.

- Nic nie musisz robić, jeżeli nie ma za tym znaczenia - przerwał, szukał słów. - Ty możesz chwycić mnie za rękę, ale ja jestem w stanie robić inne rzeczy. Nie chcę cię zranić, bo to, co czuję, nie zmienia faktu, że jesteś moim przyjacielem. Czy tobie się w ogóle podobają faceci?

- Nie wiem. Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałem - powiedział Kylo, chyba po raz pierwszy w życiu będąc tak zmieszanym, że aż bał się podnieść wzrok.

- To chyba od tego powinieneś zacząć.

Kylo ucichł, ale po chwili zmarszczył brwi, nagle w jego oczach zapaliły się iskierki irytacji.

- No tak, a ty wiedziałeś, czy lubisz facetów zanim pocałowałeś się z Poe? Skąd ja mam niby wiedzieć, co? Nie czujesz pokładów hipokryzji w twoim stwierdzeniu?

Hux aż na niego spojrzał. Zastanowił się nad tym. Prawda, nie wiedział, podejrzewał. Przyjął postawę badacza, postawił tezę i ją potwierdził. Tylko, że cena była wysoka. Chciał uniknąć bólu rozczarowania. Chyba zaczynał rozumieć, jak czuł się Dameron. Zmienił pozycję, obrócił się w stronę Kylo, był blisko.

- To była inna sytuacja - stwierdził, ale nie chciał ciągnąć wątku, bo to nie miało sensu. - Jesteś pewien, że tego chcesz? Że chcesz trzymać mnie za rękę - to mówiąc, ujął dłoń Kylo. - Chcesz, żebym cię pocałował?

Kylo spojrzał na niego, jego twarz oblał rumieniec. Chciał coś powiedzieć, ale nie umiał się wysłowić. Hux zbliżył się do niego, przełknął ślinę.

- Bo tak to wygląda, Kylo – powiedział.

Nie puszczał jego dłoni, drugą położył mu na policzku. Czuł, jak bije mu serce, ale tym razem jemu przypadła rola inicjatora. Chciał tego, od tygodni o niczym innym nie myślał niż żeby pocałować Kylo, tak, żeby wszystko było jasne i żeby Ren go zrozumiał. Ale nawet w chwili, gdy odważył się być wystarczająco blisko, by czuć jego oddech, by patrzeć głęboko w oczy, nie mógł się zdobyć na ostatni krok. Czuł, jak Kylo zamarł w bezruchu. Przestraszył go? Wycofał się.

- Przepraszam, to nie jest okej – przyznał. Ścisnął go mocniej za dłoń. – Zacznijmy powoli.

Kylo pokiwał energicznie głową. Spojrzał na ich dłonie, później na Huxa, znowu na nie. Po chwili zapytał:

- Co teraz czujesz?

- Wszystko.

Kylo spojrzał na niego z zainteresowaniem.

- To było bardzo poetyckie, jak na ciebie.

- Uczę się od najlepszych.

- Jak tak dalej pójdzie, to nie niedługo sam coś napiszesz. -  Wyszczerzył się zadowolony.

- Nie szedłbym tak daleko - powiedział, po czym uśmiechnął się lekko.

Siedzieli w ciszy, gdyby się wsłuchać, usłyszeliby bicie swoich serc. Czuli ciepło swoich dłoni. To było tak kojące, terapeutyczne, że Hux był pewien, że zniknęła cała złość, jaką kiedykolwiek do siebie czuli. Pomyślał, że jeżeli zaśnie, to będzie to najspokojniejszy sen w jego życiu.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Antidotum na niepokój cz.35


Hux siedział przy biurku, a właściwie leżał na książce z wiedzy o społeczeństwie. Niedawno ruszyły przygotowania do olimpiady i w zasadzie nauka zajmowała mu najwięcej czasu, który mógłby nazwać wolnym. Poprzedniego roku był o krok od indeksu, dlatego teraz postanowił pracować jeszcze ciężej, wierzył, że jeżeli załatwi sobie wejście na studia, jego ojciec trochę mu odpuści, a Hux będzie mógł na spokojnie planować przyszłość.

Wiadomość Kylo wyrwała go z pół snu. Odkleił policzek od kartki, spojrzał na zegarek i stwierdził, że nie jest jeszcze tak późno.

Armitage: Czemu u mnie?

Zdziwił się, ostatnia wizyta nie zakończyła się najlepiej.

Kylo zastanowił się nad odpowiedzią. No cóż, nie mógł napisać, że chce sprawdzić, czy w jego domu jest wszystko w porządku. Nie chciał sobie nawet wyobrażać skutków takiego stwierdzenia. Gdy tak rozmyślał nad wymówką, w drzwiach wejściowych szczęknął zamek. Kylo Zaklął.

- Tylko ciebie tu jeszcze brakowało – warknął, zamykając drzwi do swojego pokoju.

Będzie udawał, że go tu nie ma, a jak ojciec postanowi to jednak sprawdzić, wyprosi go w kilku słowach. Usłyszał szczeknięcie psa, to musiał być Chewie.

Kylo: Bo wrócił.

Hux pokiwał głową ze zrozumieniem i odpisał:

Armitage: Ok. Przychodź, kiedy chcesz.

Skoro on zawsze uciekał od domu do Kylo, przyszła kolej się odwdzięczyć. Miał szczęście, że Brendol, jak okropnym człowiekiem by nie był, zazwyczaj nie ujawniał tego przy obcych. Hux rozejrzał się po pokoju. Niepościelone łóżko, kartki z notatkami na ziemi, a na nich Millicent, niezamknięta szafa - zupełnie nie w jego stylu, ale nie mógł się w większym stopniu tym teraz przejmować, do czwartku na pewno wszystko posprząta.


Hux kończył kolejny rozdział książki, gdy usłyszał stukanie w szybę. Myślał, że się przesłyszał ze zmęczenia, ale na kolejne zareagował nawet kot. Spojrzał w okno, ale niczego nie zauważył. Czy doświadczali jakichś zbiorowych halucynacji z braku snu? Wrócił do książki, może powinien wypić kolejną kawę albo zaaplikować sobie krótką regeneracyjną drzemkę. Spojrzał w kierunku łóżka i o mało co nie dostał zawału. Za szybą ujrzał bladą, ale wyszczerzoną w triumfalnym uśmiechu twarz. Dopiero po chwili rozpoznał w niej Kylo.

Ren zastukał w szybę. Nawet coś powiedział, ale zostało to stłumione przez okno. Hux, który przed chwilą omal nie spadł z krzesła, otrząsnął się z szoku i podszedł otworzyć okno.

- Kylo, czy ciebie pojebało do reszty! - wysyczał, ale szeptem. Była pierwsza w nocy, jakby ktoś ich usłyszał, nie przeżyliby tego.

- Nie ujadaj tak - mruknął Kylo i zeskoczył na podłogę. Rozejrzał się po pokoju, szukając wzrokiem Milllicent, po czym spojrzał na Armitage’a. - Czyli jednak nie żyjesz w kompletnym porządku. A mnie się czepiasz o byle kurz.

Hux skrzyżował ręce przed sobą.

- Kurzu u mnie nie znajdziesz, jeżeli o to ci chodzi. Po prostu się uczę, ale umiem po sobie sprzątać - powiedział.

Wrócił na krzesło i spojrzał na Kylo, który zbierał się do podniesienia kotki z podłogi, ale ta chyba nie miała ochoty na dotyk, więc zgrabnie wyskoczyła mu spomiędzy rąk i czmychnęła pod biurko.

- To co ty tu robisz właściwie? - zapytał Hux.

- Powiedziałeś, że mogę wpadać kiedy chcę.

- Nie sądziłem, że weźmiesz to aż tak dosłownie. – Zaczesał włosy do tyłu.

- Przyszedł i zaczął się pultać - Kylo wzruszył ramionami. - Ewakuowałem się w trybie natychmiastowym.

-  Okej, rozumiem - odparł, po chwili jednak doszła do niego sytuacja. - W sensie, chcesz tu spać?

Na samą myśl o tym, przyspieszyło mu serce. Jeżeli będą musieli dzielić jego jednoosobowe łóżko, Hux umrze we śnie.

Kylo spojrzał na niego zdziwiony.

- Coś nie tak? Ja po prostu… - urwał.

Nagle kompletnie zwątpił w swój pomysł przyjścia tutaj.

- Nie, wszytko spoko, możesz nocować! - sprostował prędko. Kylo wyglądał na dość przygnębionego.  - Pytam, bo… - zastanowił się. - Nie wiem, czy mam jakieś ciuchy, żeby ci pożyczyć, ale może coś się znajdzie.

Postarał się o uśmiech. Głupio brzmiało to tłumaczenie, ale było lepsze niż żadne.

- Wszystko mam - pokazał kciukiem na swój plecak, Hux nawet nie zauważył, że go ma. - Nawet przyniosłem coś do picia i żelki – mruknął, ściągając plecak z ramienia i kładąc koło łóżka. Millicent podeszła i obwąchała jego dłoń, otarła się o nią, głośno mrucząc. - Przygotowany. Co jak bym cię nie wpuścił? - zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. - Aż tak źle u ciebie?  Nie ma twojej mamy?

- Wróci za dwa tygodnie, jak nie przedłużą się obrady – mruknął.

Usiadł na krześle obok Huxa i otworzył jego laptopa, wklepał hasło. Hux nawet nie pamiętał, kiedy mu je podał. - Chcesz coś obejrzeć?

- Nie mogę, muszę skończyć czytać - powiedział. Miał zaplanowany jeszcze jeden rozdział na ten wieczór. - Ale jak chcesz coś włączyć to możesz, tylko nie głośno, bo nikt nie może wiedzieć, że tu jesteś.

Kylo pokiwał głową, po czym włączył sobie coś na słuchawkach. Nie umiał się jednak skupić, co chwila zerkał na pracującego Armitage’a. Nie wytrzymał jednak długo i w końcu zaczął czytać mu przez ramię.

- To do olimpiady?

Hux pokiwał głową. Czuł oddech Kylo na szyi i zdecydowanie nie umiał się już skupić na tekście.

- To wszystko na ziemi też. I weź tak nie wiś nade mną, bo nie lubię, jak mi się patrzy na ręce.

Kylo burknął coś w odpowiedzi i wstał od biurka. Dziwnie było oglądać pokój Huxa w takim nieładzie, ale wreszcie wydał się on Kylo zamieszkany. Zaczął krążyć po pokoju bez większego celu, po raz kolejny oglądał książki na półkach, zawieszonych między dwoma plakatami projektów samolotów wojskowych. Kylo bardzo nie podobała się ilość roślin w pokoju Huxa, właściwie oprócz kaktusa na komodzie, którego notabene przyniósł mu on, jedynie na jednej z półek stała samotna paprotka. Hux twierdził, że wszystkie roślinki pod jego ręką umierają, Kylo twierdził, że to kwestia pamiętania o nawodnieniu. Przeszedł pod szafę, chciał wrzucić do niej leżącą na ziemi koszulkę i zamknąć drzwi, jednak jego uwagę przykuła kolorowa okładka. Spod jednej sterty ubrań wystawał kawałek gazetki. Przez moment wystraszył się, że znalazł jakieś skrywane przed światem świerszczyki, jednak to, co było tak skrzętnie schowane, było jeszcze śmieszniejsze. Kylo wyciągnął spod ubrań Huxa trzy numery komiksów o Avengersach. Niemal parsknął śmiechem. Z komiksami w dłoni obrócił się w stronę Huxa, który teraz siedział do niego plecami, w rozdrażnieniu drapiąc się po głowie. Chciał zrobić jakiś komentarz co do ukrytych rozrywek swojego przyjaciela, ale postanowił, że zostawi to jako tajną broń na inny czas. Pokręcił się jeszcze chwilę, przekartkował podręcznik leżący na szafce obok łóżka, po czym wyłożył się wraz z kotem na pościeli i wbił wzrok w sufit. W sumie to już mu się nie chciało nic oglądać.

Sięgnął ręką w górę, a jego dłoń natrafiła na coś miękkiego, myśląc, że to poduszka, pociągnął rzecz, żeby się na niej ułożyć, nie była jednak za wygodna. Wyciągnął ją spod głowy, by zobaczyć, co to takiego.

- To mój sweter? - zapytał zupełnie zaskoczony.

Hux wypuścił ołówek z rąk, zimna fala przerażenia przebiegła mu po ciele, pozostawiając czerwień na policzkach. Zamarł w bezruchu, jego oczy przeskakiwały z Kylo na sweter i z powrotem. Nie potrafił wykrztusić słowa. Nie było żadnego logicznego wytłumaczenia, czemu miałby sweter Kylo pod poduszką innego niż to, które było prawdą, a które Hux tak pieczołowicie starał się ukryć. Odwrócił wzrok, ukrył twarz w dłoniach, następnie całkowicie położył głowę na biurko i nakrył rękami, wczepiając się palcami we włosy, jakby w ten sposób miał ukryć się przed wzrokiem Kylo, który domagał się odpowiedzi, mimo, że pewnie podświadomie wiedział już wszystko. Nie było już żadnej linii obrony, tylko prawda.

- Hux? Ty z nim śpisz? - ostatnie pytanie wydukał.

Nagle wiele rzeczy nabrało sensu. Nie wiedział, co ma myśleć, a co dopiero zrobić.
Hux nie odpowiedział, wolałby się zapaść ze wstydu pod ziemię niż wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.

- Hux? Ty się we mnie…?

Jak ująć takie pytanie, żeby nie zabrzmiało jak ostatnia bzdura, będąc jednocześnie najważniejszą rzeczą na świecie? Kylo nie wiedział. Zaciskał tylko dłonie na ubraniu, a w głowie miał kompletną pustkę.

- Nazwij to jak chcesz - powiedział cicho Hux, nie podnosząc wzroku na Kylo.

Ren wstał i podszedł do niego. Patrzył na te drobne plecy, na człowieka, który niósł na nich o wiele więcej niż powinien. I teraz jeszcze to. Czy on czuł to samo? Nie miał pojęcia, nie chciał go oszukiwać, bo nie rozróżniał przyjaźni od miłości. Ani jednej, ani drugiej nie zaznał wiele w swoim życiu, nie wiedział, więc czy dałby radę je tak po prostu określić. Ale teraz ten tak naprawdę najważniejszy w jego życiu człowiek z jakiegoś powodu czuł do niego coś więcej. Ren za to nie czuł złości czy obrzydzenia, raczej strach. Strach przed tym, że teraz jednym złym ruchem stłucze wszystko, tak jak lustra w swoim domu, podrze ich relacje na strzępy, tak jak marynarkę Armitage’a. I tak jak te przedmioty obrócone wniwecz, tak i między nimi już nigdy nie będzie tak samo.

Sweter w jego dłoni mu ciążył, jakby to on był winien temu wszystkiemu.

Nie wiedział, czy kochał, ale był pewny, że się troszczy, bo go uratował, że się martwi, bo przyjechał tutaj, by tak naprawdę upewnić się, czy ojciec Huxa nie robi mu z życia większego piekła niż zazwyczaj. I na pewno był o niego zazdrosny, o to, że rozmawiał z kimś więcej niż z nim, miał potrzebę spędzania z nim jak największej ilości czasu. Czy to naprawdę mogło być tylko przez to, że się tak dobrze rozumieli? W końcu Armitage i on widzieli się w najgorszych momentach, wiedzieli o nich, a mimo to zostali przy sobie.

Kylo położył sweter na tych obciążonych przez los barkach.

- Dlaczego we mnie?

Hux drgnął. Teraz był pewien, że Kylo stoi tuż za nim i nie ma już szans, by się gdzieś schować w tym żenującym momencie. Pytanie Kylo było najtrudniejszym pytaniem, jakie kiedykolwiek usłyszał, głównie dlatego, że zadał je on sam. Nie było też na nie jednej odpowiedzi. Zastanawiał się, czy milczeć dalej, czy coś powiedzieć. Złamał barierę przyjaźni, więc ich relacja nie wróci już do poprzedniego stanu.

- Nie wiem - przyznał. - Nie tak łatwo to wyjaśnić.

Czuł jak zaczynają zapiekać go oczy. Nie rozumiał reakcji swojego organizmu. A jednak był na granicy załamania się. Czuł sweter na swoich plecach, ogrzewał go, a jednak Hux żałował, że nie oddał go od razu, jak go znalazł. I choć w pewien sposób czuł ulgę, że wszystko się wydało, to nie wiedział, co teraz zrobić. Kylo nie odwzajemnia jego uczuć.

Ren nigdy w życiu nie widział, żeby Armitage dygotał, jakby miał się zaraz rozpłakać, dlatego też nie zdawał sobie sprawy, jak taki widok okropnie boli.

- Pewnie to co teraz powiem nie będzie ani trochę odpowiednie, ale spróbuj mnie posłuchać do końca - powiedział, Hux wciąż na niego nie patrzył, ale to mu trochę ułatwiało sprawę. - Nie wiem, co teraz czuję, nie mogę ci obiecać, że oddam to, co ty - milczeniem nazwał nienazwane. - Nie chciałbym się teraz rzucić na ciebie i kłamać cię w żywe oczy. Bo jesteś dla mnie ważny, wiesz Hux? - znów urwał, bo widział, jak rudzielec drgnął. - Nie chcę cię stracić. Nie wiem czy ktokolwiek inny potrafiłby mnie zrozumieć tak, jak ty i jeszcze przy mnie w dodatku zostać. - Bardzo, bardzo chciał go dotknąć, ale nie wiedział, czy to nie pogorszy całej tej sytuacji. - I to, że nie wiem, co czuję, nie zmienia faktu, że mógłbym nawet spróbować. - Jako, że przeraźliwie bał się ciszy, która najpewniej miała teraz między nimi zapaść, szybko dodał: - Nie będę tu sterczał i cię poganiał, pójdę na dach, jeśli będziesz chciał to mnie zawołaj.

Albo wygoń, dodał już we własnych myślach Ren