...

sobota, 3 marca 2018

Antidotum na niepokój cz.19

Już na korytarzu słychać było przytłumione dźwięki muzyki i śmiechów, które dochodziły z pokoju chłopaków. Hux dziwił się, że jeszcze żaden nauczyciel nie podniósł alarmu. Czuł się lepiej, na pewno mniej otępiały. Ponadto czuł, że wyjaśnili sobie z Kylo kilka rzeczy, mimo, że nie poruszyli tak naprawdę wielu tematów. Mógł spokojnie wrócić, by pokonać Poe. Gdy otworzyli drzwi, uderzyło ich duszne, gorące powietrze. Na podłodze pokoju ich koledzy grali w butelkę, dołączyło też kilka nowych osób, pewnie przenieśli się z innej imprezy. Rozpoznał kilka osób, w tym Kydel Connix, dziewczynę z ich klasy. Kylo zawsze zaznaczał, że nosi włosy jak jego matka, ale nie wiedział o niej nic więcej, poza tym, że była dobrą uczennicą.

- No w końcu, Hux! - krzyknął napruty Dameron - Przegraaaałeś zakład.

- Czy wyglądam, jakbym gdzieś zaległ według ciebie? - zapytał oburzony, dosiadając się do kręgu; Kylo usiadł obok. - Musiałem chwilę pooddychać, tu nie ma tlenu.

- Acha, acha, na pewno właśnie tak było - wyszczerzył się Dameron i zakręcił butelką. - O, jak się złożyło, Rey, pytanie czy zadanie?

Dziewczyna zamyśliła się:

- Chyba pytanie.

- Całowałaś się kiedyś z dziewczyną? - zapytał Poe.

- Nie - odpowiedziała.

-  Ja też nie, piąteczka - wyszczerzył się Dameron, wyciągając do Rey rękę, by ta przybiła.

- Ale przecież mówiłeś, że się całowałeś i to nieraz - zauważyła Rose.

W pokoju na chwilę zapadła cisza, którą przerwała Rey, kręcąc butelką.

- Hux! Pytanie czy zadanie?

 - Czekaj - przerwał jej Kylo. - Ciekawi mnie ten temat - powiedział już do Damerona.

Wszyscy zwrócili oczy na Poe, który wyjątkowo nie chciał być teraz w centrum uwagi. Armitage i Rey wymienili znaczące spojrzenia.

- Okej - odetchnął Poe. - Całowałem się i to nie raz - tu spojrzał na Rose. - Po prostu nie z dziewczynami.

- BB-Rex się nie liczy - mruknął Kylo.

Armitage pacnął się w czoło, Poe westchnął głęboko, Rey zwiesiła głowę. Reszta grupy patrzyła na nich zdezorientowana, stanowili dziwne dobranie jak na ukrywanie jakiejś konspiracji.

- Jak mojego psiaka kocham całym sercem, to nie o niego chodzi Kylo - odpowiedział Poe.

Czy oni żyli na pewno na tym samym świecie?

W oczach Kylo nagle pojawiła się iskra zrozumienia, resztę też jakby nagle oświeciło. Ren chwilę milczał, po czym spojrzał na Huxa i powiedział:

- No Armitage, pytanie czy zadanie.

- Pytanie - odpowiedział.

Na wszelki wypadek wolał nie ryzykować zadań w stylu pocałuj kogoś tam.

- Czy ty byłeś kiedykolwiek zakochany? - spytała Rey z ciekawością w głosie.

Hux był zadziwiony pytaniem, chyba spodziewał się czegoś niższych lotów. Musiał się chwilę zastanowić, a było to trudne, gdy kilka par oczu wgapiało się w niego wyczekująco.

- Nie, raczej nie. Nie jestem do tego zdolny - powiedział.

Rey była zawiedziona, ale nie zaskoczona.

- Po prostu nie spotkałeś jeszcze tej jedynej albo…

- Albo jedynego - dodał Poe, krzyżując z nim spojrzenia

Hux wywrócił oczami. Co jeszcze, miłość od pierwszego wejrzenia, bratnie dusze?

Rey popatrzyła na nich dłuższą chwilę, po czym poturlała butelkę w stronę Huxa.

Hux zakręcił.

- Finn. Pytanie czy zadanie?

- Zadanie - powiedział pewnie chłopak.

- Szczerzył się jeszcze bardziej niż zwykle, Armitage był ciekawy, czy to od alkoholu.

- Skoro mamy tematy takie, a nie inne - zaczął Hux. Poe spojrzał na niego, jakby czuł spisek. - Masz oświadczyć się dowolnej osobie z kręgu. Tylko wiesz, z uczuciem.

Finn rozejrzał się po czym wstał i bardzo oficjalnie oświadczył się BB-Rexowi. Odpowiedzią musiało być chyba “tak”, skoro pies polizał go po twarzy. Imprezowicze zaczęli klaskać, Poe zagwizdał. Finn następnie usiadł i zakręcił.

- Kylo! Pytanie czy zadanie?

- Zadanie.

- A więc Kylo - zaczął podstępnie Finn. W sumie nikt nie wiedział, czego się można po nim spodziewać. Okazał się dobry w karty, nie wiadomo, co się czaiło za tym anielskim uśmiechem. - Pocałuj Rey.

Kylo się zakrztusił. Hux i Rey z resztą też.

- Zmieniam na pytanie.

- A-a, nie ma tego w zasadach - zapierał się Finn.

Poe patrzył na niego wzrokiem moja szkoła.  

Na twarzy Rena pojawiło się prawdziwe obrzydzenie.

- Już bym wolał pocałować Huxa niż ją.

- Co?! - wykrzyknęli Rey, Hux i Finn.

Resztę zatkało. Poe skomentował półgłosem:

- Kylo, jak chcesz o czymś pogadać, to wiesz - puścił mu oczko.

- Czekaj no, przed chwilą mówiłeś, że nie ma zmiany zasad! - przypomniał Finnowi Armitage.

- Znaczy - Kylo był cały czerwony, nie do końca o to mu chodziło. Bardzo nie o to. - No nie mówiłem, że chcę, jestem do tego przymuszony przez durne zadanie i w ogóle.

- Zadanie to zadanie - wzruszył ramionami Poe.  

- Tobie nikt nie kazał się z nikim całować!

- A szkoda! - odparł, przez ułamek sekundy zwracając oczy na Finna. - No dawaj Kylo, kogo całujesz.

- Wiecie co, ja się chyba słabo czuje, muszę odetchnąć i no… - próbował wstać, ale Poe i Finn go powstrzymali.

Poe chwycił Kylo za ramiona i spojrzał mu głęboko w oczy.

- Kylo, w całowaniu mężczyzny nie ma nic złego, wbrew pozorom, jest to najbardziej męska czynność, gdyż bierze w niej udział dwóch facetów - powiedział poważnym tonem.

- Co kurwa? - parsknął Hux z tyłu.

- O, no i Hux się chyba wyrywa do potwierdzenia mojej tezy!

- Zamknij się, nikt cię nie pytał o zdanie! - odkrzyknął mu. Na moment skrzyżowali spojrzenia. - Ja nie wyrażam zgody, jak mnie zmusicie, to będzie molestowanie - szedł w zaparte.

Już raz całował Kylo, ale okoliczności przymusu były inne. Drugi raz tego błędu nie powtórzy, nie po tym, co sobie wcześniej powiedzieli.

Kylo nagle przestał się wierzgać i spojrzał na Huxa ze spokojem.

- Dobra, zrobię to - powiedział i nim ktokolwiek zdążył coś poczynić, Kylo nachylił się do Huxa, całując go w czoło. Uśmiechnął się najpierw do Armitage’a, a potem wyszczerzył do reszty. - Musisz uściślać zadania, Finn.

Po ich kolegach i koleżankach rozszedł się dysonans dźwięków zawiedzenia, ale też rozczulenia. Hux czuł jak cały się gotuje, bynajmniej nie ze złości. Nie wpadłby na takie rozwiązanie, był pewien, że całowanie w kontekście gry oznacza tylko jedno. Ale Kylo miał wszystko pod kontrolą, za co ten był mu w sumie wdzięczny, ale nie mniej zawstydzony.

Ren zakręcił butelką.

- Bądź precyzyjny, Kylo - przypomniał mu Poe.

Gdy butelka wskazała Finna, Kylo uśmiechnął się niemal demonicznie.

- Całuj Poe w usta, z językiem i w ogóle.

- Aleś subtelny - skomentowała Rey.

Finn zagryzł dolną wargę, w sumie mógł się tego spodziewać. Spojrzał na Poe niepewnie.

- Zadanie to zadanie - powiedział mu tamten, uśmiechając się delikatnie.

Finn pokiwał głową ze zrozumieniem i zbliżył się do Damerona. Położył mu dłoń na policzku i pocałował. Najpierw delikatnie, potem coraz intensywniej. Hux, patrząc na zdarzenie, zastanawiał się, czy to na pewno Finn wykonuje to zadanie. Nawet szczekanie psa im nie przeszkadzało i wszyscy w kręgu zaczęli czuć się trochę niezręcznie. Rey musiała poklepać Poe po plecach, żeby może już skończyli.

- Pierwszy raz w życiu widzę, że masz takie rumieńce - mruknął do Huxa Kylo, trochę ciszej, jeszcze w trakcie pocałunku.

- To alkohol - mruknął w odpowiedzi.

- To jak wypadek samochodowy, nie możesz oderwać oczu - szepnęła Rose do siostry.

Hux uważnie patrzył jak Poe odsuwa się od Finna, który był w takim szoku, że tylko uśmiechnął się i schował głowę w kolana, zawstydzony.  

- Zaliczone - rzucił Kylo i pozwolił Finnowi kręcić.

Nie grali już długo, później głównie pili, co przypomniało wszystkim o zakładzie Poe i Huxa. A właściwie przypomniało im się, gdy dziewczyny stwierdziły, że wracają do siebie, a w pokoju zrobiło się dziwnie cicho. Finn i Kylo stanęli obok siebie na środku pokoju i spojrzeli na dolne łóżka. Na swoim własnym leżał Poe, górna połowa jego ciała powoli acz nieubłaganie chyliła się ku podłodze. Na łóżku Kylo natomiast leżał Hux, zwinięty pod ścianą.

- Czy oni obaj… - zaczął Finn, a Kylo odparł:

- Tak.

- To który wygrał?

- Możemy ustalić, że Poe, tylko dlatego, że obaj bardzo chcemy zobaczyć Huxa w innym kolorze? - zaproponował, Kylo złośliwie, na co Finn przytaknął.

Zrobili zdjęcie z godziną widoczną na ekranie telefonu - najpierw Huxowi, a następnie Poe, po czym zaczęli się zbierać do spania. Finn padł szybko, dostając się na górne łóżko z trudem. Natomiast Kylo przebrał się w piżamę i upewniając się, że wszyscy już śpią, nakrył Huxa kołdrą. Niech już śpi na tym dolnym łóżku, co go tak nie chciał, pomyślał. Spróbował wejść po szczebelkach na górę i prawie by się mu udało, gdyby nie to, że poślizgnął się i spadł. Hux poderwał się na ten huk. Nie wiedział, co się dzieje, jeszcze przed chwilą byli tu ludzie i gwar, a teraz było ciemno, ktoś go przykrył kołdrą.

- Kylo? - zapytał półgłosem. W bladym świetle latarni z zewnątrz zobaczył, że ktoś leży na ziemi i próbuje się z niej podnieść. - Żyjesz?

- Ta, ale co to kurwa za życie - jęknął obolały.

Hux spuścił nogi na ziemię i wyciągnął do Kylo rękę, by go podciągnąć z podłogi. Sam nie wyobrażał sobie, żeby stanąć w tym momencie na nogi, więc gdy Kylo się podniósł i otrzepał, Armitage wrócił na swoje-nie-swoje miejsce przy ścianie, jakby umyślnie-nie-umyślnie zostawiając drugą połowę materaca wolną.

- Nie dasz rady wejść na górę, prawda Armitage? W sumie durne pytanie, jak ledwo kontaktujesz - szepnął.

Spróbował jeszcze raz wspiąć się na drabinkę, ale zabolało go wszystko to, co ucierpiało przy upadku, więc tylko zdjął kołdrę z góry i zawinął się w nią obok Huxa.

Jakby nie patrzeć Armitage często u niego spał, ale łóżko Rena było dużo większe, teraz musieliby oboje leżeć na boku, żeby się nie dotykać. Kylo spojrzał na rudzielca, który już chyba zdążył odpłynąć i zastanowił się, czemu ta sytuacja wydaje mu się tak inna od tych z jego domu.

- Śpisz już?

Hux wymamrotał coś w stylu “staram się”.

No tak, głupie pytanie, Kylo. Nie mniej, Ren nie czuł się wcale śpiący, chciał jeszcze porozmawiać z Armitagem o tym wszystkim, co stało się w ciągu ostatnich dni. Leżał, myśląc intensywnie, czując oddech Huxa na swojej szyi i policzku.

Gdy myślał o dzisiejszej rozmowie, rodziły się w nim dwa pragnienia. Jedno żeby przytulić Huxa, a drugie, aby zabrać go od jego ojca. Kolejność dowolna. Nigdy o nikogo  szczególnie nie dbał, ale teraz rudzielec stał się obiektem jego ochrony. Nagle wydał mu się drobny, strasznie chudy i delikatny, a jednocześnie silny i wytrzymały. Musiał mieć odporną psychikę, aby to wszystko znieść, a taka nie przychodzi sama, bez ciężkiej pracy nad sobą. Czy ojciec znęcał nad Armitagem z powodu wyglądu? Kylo miał przeczucie że tak i wyklinał wszystkie swoje durne przytyki a propos Huxowej wagi. Złość ukierunkowywał mimo wszystko na ojca Huxa i choć nigdy go nie widział, to nienawidził. Nie dotknął ponownie Armitage’a, bo ten wiele razy od dotyku uciekał, poza dzisiejszym wieczorem, gdy wczepiał się palcami w ciało Kylo. Ren poczuł się nagle komuś potrzebny, pierwszy raz od dawna i to uczucie nakręciło go niesamowicie. Analizował zachowanie Huxa, ale nie dochodził do żadnych wniosków. No może jednego, ale był zbyt nieprawdopodobny, w końcu Armitage sam zaznaczył, że nigdy się nie zakochał. W wielu książkach czytał natomiast o pokrewieństwie dusz, które szukają się w wszechświecie, może to w Huxie odnalazł swoją?

środa, 28 lutego 2018

Antidotum na niepokój cz.18



Nikt nie udawał, że nie będą tej nocy chlać, więc karty i alkohol zaczął krążyć między nimi stosunkowo szybko. Do pokoju chłopaków przyszła Rey z siostrami Tico, Poe włączył muzykę, przez którą Kylo chciał przedziurawić sobie uszy ołówkiem, wznieśli toasty i zaczęli zabawę.

Hux i Dameron praktycznie odmierzali sobie alkohol, by ich zakład był fair. Armitage, mimo małej masy, potrafił znieść dużo, ale tempo Poe było, co by nie mówić, zabójcze, dlatego nie minęło dużo czasu, gdy musiał poluzować górne guziki koszuli czy przestać przejmować się rozczochranymi włosami. Takie zachowanie było zdecydowanie nie w jego stylu, jednak mógł sobie pozwolić od czasu do czasu. Ren patrzył na niego z lekkim zdziwieniem, ale jak na razie przynajmniej nie komentował.

Reszta nie zostawała bardzo w tyle, chociaż Kylo i Finn na pewno odstawili dziewczyny. Siedzieli w kółku i grali w makao, tak na rozgrzewkę o słodycze. Gra była w miarę wyrównana, jednak gdy Hux stracił zdolność koncentracji na kartach, głównym zaognieniem gry stała się rywalizacja Rey i Kylo, choć trzeba było przyznać, że Rose, jak niepozornie by nie wyglądała, też zgarniała sporą stawkę.

- Obstawiaj moim majątkiem - powiedział Armitage, przesuwając swoje słodycze do ubywającego stosiku Kylo.

Sam położył się na łóżko Rena, leżąc na brzuchu obserwował rozgrywkę.

- Wolałbym go zjeść - mruknął, po czym spojrzał błagalnie na Huxa, a potem na swoje karty.

No przecież nie mógł przegrać z Rey.

- Graj czwórką, Rose na pewno ma, więc Rey będzie stać - szepnął mu Hux.

Nie był w najlepszym stanie, ale nie chciał też, żeby Kylo przegrał teraz ich dobytek. Ren się go słuchał i powoli dosypywał kolejne cukierki do ich sterty. Czasem coś tracił, ale nie reagował aż taką złością, jakiej się wszyscy po nim spodziewali.

- Hux ma na ciebie zbawienny wpływ - rzuciła ze śmiechem Rey.

Kylo obrócił się do Armitage’a, a ten rzucił mu krótki uśmiech, co nie było częstym widokiem.

- Armi musi się wysługiwać, bo mu wóda weszła za bardzo - powiedział Poe, po czym zażądał ósemek.

- Nazwij go tak jeszcze raz, to nie zobaczysz poranka - zagroził mu Kylo i wyrzucił z talii żądane karty.

 Armitage był w niemałym szoku, sam był gotów zripostować Poe, ale Kylo go w tym ubiegł. Sam do niedawna stosował ten skrót, jednak przestał, gdy Hux ostatecznie mu się postawił. Nawet miło mu się zrobiło, że ten stanął w jego obronie.

- Hej, spokojnie Ren, żartujemy sobie, ja tylko chcę go pobudzić, bo inaczej moje zwycięstwo będzie za proste - wyjaśnił Poe.

- Jeszcze niczego nie wygrałeś - odparł Hux.

To zdecydowanie nie był najlepszy moment jego życia, może Kylo miał rację, że powinien był zjeść na kolację coś więcej niż jedną kromkę.

- Makao, po makale - powiedział nagle Ren, przez co wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni, nawet Rey.

Nigdy nie udało mu się z nią wygrać, a teraz to. Kylo odwrócił się z wyszczerzem do Huxa, który jeszcze nigdy nie widział takiego szczęścia na jego twarzy. Odwrócił się do Rey, zgarnął wszystkie cukierki na materac, na którym leżał Armitage i powiedział chłodno:

Przegrany wybiera następną grę.

Rey rzuciła karty na ziemię ze zrezygnowaniem, jednak przegrana z Kylo nie irytowała jej aż tak bardzo. Postanowiła odegrać się w ciekawszy sposób.

- W takim razie wybieram tradycyjnie butelkę - powiedziała zadowolona z siebie.

Poe zagwizdał z wrażenia.

- I co, będziemy grać na całowanie i kto się komu podoba, czy to podstawówka? - skomentował Hux, odwracając się na plecy, by za chwilę podnieść się do siadu.

- Spokojnie Hux, żadne z powyższych ci nie grozi - odgryzł mu się Dameron, sięgając po jakąś pustą butelkę.

- Ty masz poważny problem, Poe, z zamknięciem się czasem - odpowiedział Hux.

Chłopak wzruszył tylko ramionami.

Hux siedział na łóżku, ale czuł, że powoli odrywa się od świata. W pokoju było duszno, mimo otwartego okna, a póki co wypił zdecydowanie za dużo, żeby kontynuować uspołecznianie się bez konsekwencji w zgonie za pięć minut. Dlatego odkładając swoją dumę na bok, poklepał Kylo po ramieniu, a gdy ten odwrócił się, zapytał:

- Wyjdziesz ze mną na dwór na chwilę?  

Widząc rozczochranego, zarumienionego od alkoholu Huxa, Kylo stwierdził, że za rzadko piją. Pomógł Armitage’owi wstać, ignorując marudzenie ekipy, po czym przemknął się z nim na dwór. Sam był dość trzeźwy, bo na czas potyczki z Rey zapomniał o alkoholu.

- Będziesz rzygać?

- Raczej mi się nie zdarza - odpowiedział, powoli stawiając przed siebie kroki. - Przejdźmy się gdzieś dalej, bo muszę otrzeźwieć.

Zeszli z głównej alei, żeby nie rzucać się w oczy, Hux nie miałby na siebie żadnego usprawiedliwienia. Kylo dalej go podtrzymywał, szli w ciszy dopóki nie doszli do miejsca na ognisko. Tam usiedli na jednej z ławek, Hux to właściwie się położył, opierając się o jeden z drewnianych filarów, podtrzymujących dach nad altaną ogniskową. Kylo usiadł obok, przyglądając mu się.

- Nie daj mi zasnąć, Kylo - poprosił.

- Może dobrze by ci to zrobiło, Hux. Skąd w ogóle to tempo i ściganie się z Dameronem, co? - pytanie zabrzmiało bardziej oskarżycielsko niż Ren by chciał.

- Założyliśmy się… kto wytrzyma dłużej - przyznał się, zamykając oczy.

Kylo parsknął śmiechem.

- Chyba przegrywasz, Armitage.

- Nie musisz mi tego mówić. Ale noc się jeszcze nie skończyła - uśmiechnął się słabo. - Jak tam wrócę, Poe pewnie będzie już gdzieś leżał. Nie można iść takim tempem.

Hux bardzo chciał iść spać i bardzo nie chciał farbować włosów. Przymknął na chwilę oczy, po czym został dźgnięty palcem w policzek.

- Nie śpij, pytałem, o co się założyliście.

Spojrzał przed siebie, świat wirował.

- Farbowanie włosów - mruknął.

- Chyba dam Ci usnąć, zaśpiewam ci kołysankę czy coś.

- Myślałem, że jesteś po mojej stronie - naburmuszył się. - Mów do mnie.

- W sumie to dziękuję - powiedział Ren i nim Hux zdążył całkowicie wytrzeźwieć na skutek szoku dodał: - W końcu z nią wygrałem wiesz? A próbuję od jakichś pięciu lat z okładem. Choć raz nie patrzyła na mnie jak na porażkę. Jakoś mi tak teraz lżej.

Hux poklepał go po ramieniu.

- Jestem dumny - powiedział. - A w ogóle to skąd ta rywalizacja? Bo to, bez urazy, trochę śmieszne… żeby aż tak zwracać na nią uwagę - zrobił pauzę i nagle jakby go oświeciło. - Chyba że…ona ci się podoba? - spojrzał na Kylo.

Nagle dużo rzeczy zaczęło mieć dla niego sens. W pewien sposób poczuł się trochę zawiedziony. To okazało się takie proste.

Kylo prychnął.

- No nie mów mi, że ty też wierzysz w te brednie. Jestem zawiedziony, Armitage. Nie mówiłem ci nigdy o tym?

Hux pokręcił głową. Ren zapatrzył się przed siebie po czym zaczął opowiadać. W końcu Hux chciał, żeby do niego mówił. Mogła więc być i kolejna smutna historia Kylo.

- Sytuacje z moimi rodzicami z grubsza znasz - powiedział, starając się nie zahaczyć o moment, gdy mówił o tym wszystkim Armitage’owi po pijaku. - Gdy miałem pięć lat zapisali mnie do szkoły sztuk walki mojego wujka. Może nawet ty słyszałeś o tym wielkim mistrzu świata - Luke’u Skywalkerze? Trenowałem tai chi, byłem jednym z najlepszych uczniów w akademii. Jeździłem na różne zawody, warsztaty, nie opuszczałem żadnego treningu. Jako, że już wtedy mój dom ział pustką, to wujek stał się dla mnie ojcem, a ludzie z akademii czymś na kształt rodziny.

Na chwilę urwał, mimo wszystko lubił tamte wspomnienia.

 - Pięć lat temu przyszła Rey i zabrała mi to wszystko. Najpierw myślałem, że się zakumplowaliśmy, później czułem tylko, jak grupa się ode mnie odsuwa, leciały wyzwiska, często się wtedy tłukłem. Zawsze według każdego to była moja wina, w końcu nawet wujek nie chciał mnie na zajęciach. Potem zaczęliśmy chodzić do jednej szkoły i znowu była we wszystkim lepsza, co wypominał mi już nie tylko on, ale i rodzice. Czemu nie możesz być taki, jak Rey? W końcu się z wujkiem pokłóciliśmy, powiedziałem, wiem, wiem dziecinne, wyzywaj ile chcesz, że albo ona, albo ja, a wujek przecież nie mógł stracić najlepszej uczennicy, co nie? Cała rodzina traktuje mnie jak swoją największą porażkę, a za każdym razem, gdy ją widzę, czuję to tylko mocniej.

Hux słuchał, jak na swoje percepcyjne warunki, uważnie. Trochę go ta historia nawet ruszyła, może dlatego, że był dość znieczulony, jego mechanizmy defensywne padły. Charakter Kylo stał się nagle bardziej zrozumiały. Hux był socjopatą, nie przeczył, ale zawsze zastanawiał się jaki Kylo ma motyw. To żal, zawiść i samotność, trochę jak on sam. Nagle poczuł, że on i Ren mają wiele wspólnego. To nie był przypadek, że się przyjaźnili, choć Armitage w przeznaczenie nie wierzył, jednak coś sprawiło, że tak ciekawie się dobrali.

- Nigdy mi tego nie mówiłeś, masz w sobie więcej sensu niż myślałem - powiedział.- Strasznie cię wychujali, powiem ci..

- Bywa i tak - mruknął. - Co rozumiesz przez więcej sensu?

- No bo zawsze tak się o nią spinałeś. I nie umiałeś się pogodzić z drugim miejscem, mimo że to ciągle było drugie miejsce za Rey. Do tego te twoje wiersze, niechęć do ludzi - powiedział. - Chyba wszystkich nas życie skrzywdziło w pewnym momencie - zaśmiał się, choć w temacie nie było nic zabawnego.

- Wliczasz w to także siebie?

Może będzie miał w końcu szansę, żeby dowiedzieć się czegoś o życiu Huxa?

Armitage wzruszył ramionami:

- Może.

Kylo westchnął.

- Może nie jestem normalny, ale chyba całkiem godny zaufania.

- Ech - Hux wyprostował się na ławce, bo znowu poleciał na filar. - Co chcesz wiedzieć?

- Cokolwiek – teraz to Kylo wzruszył ramionami. - Ty wiesz o mnie więcej niż ktokolwiek inny, a ja wiem niewiele więcej poza tym, że masz kota, nie lubisz sportu i ostrego jedzenia. No i jesteś pragmatycznym perfekcjonistą bez uczuć. I lubisz dziwną muzykę, szczególnie Coldplay.

Hux był pod wrażeniem, że Kylo zapamiętał tyle wydawałoby się nieistotnych szczegółów z jego życia. W sumie nigdy mu o sobie nie opowiadał, nie jakoś szczególnie, uważał, że nie ma się czym chwalić i że to zwyczajnie nudne. Ale z racji tego, że Ren zdradził mu swoją przeszłość, uznał, że może powinien być fair.

- Niech ci będzie, ale tylko dlatego, że jestem pijany - zaznaczył. - Z rzeczy, których mogłeś się do tej pory domyślić - w domu jestem nieproszonym gościem. Nie mam właściwej rodziny, to tylko instytucja, gdzie czasem dostanę obiad i mogę mieć swój pokój. Mój ojciec - przerwał, nie wiedząc, jakich użyć słów. - Cóż, jest ojcem chyba tylko z nazwy. Pewnie dawno by się mnie pozbył, gdybym nie był jego jedynym synem. Nienawidzi mnie, wiele razy dał mi to dobitnie do zrozumienia. Nie chcę skończyć jak on, chcę być lepszy. On oczekuję, że przejmę po nim firmę, ale jeżeli już, to zbuduję swoje na jego gruzach. Nienawidzę go, jak nikogo innego na świecie.

Nawet nie zauważył, gdy zaczął rozdrapywać nadgarstki. Kylo złapał go za ręce mrucząc:

- Nie rób sobie przez niego krzywdy - przyciągnął Huxa do siebie zamykając go w ramionach.

Prawie dygotał ze złości, bo to było tak okropnie niesprawiedliwe.

W zwyczajnych okolicznościach Armitage odrzuciłby ten dotyk, najpewniej by go odepchnął, prosiłby aby go puścić. Teraz jednak był spokojny, jak nigdy wcześniej. Obecność Kylo przy nim wydała się podświadomie pożądana i tak naturalna, że nie kontrolując swoich ruchów objął go także, i gdy przez ułamek sekundy pomyślał, że to błąd, to ciepło drugiego ciała upewniło go, że to najlepsza decyzja jego życia. Mimo tego, że był to Kylo, z którym tak łatwo przychodziła wymiana ciosów, przez którego tak często smakował własnej krwi, poczuł, że to jest w porządku. Że bliskość Kylo jest w porządku i że przez tyle lat czekał tylko na to ciepło, którego w tej minucie bał się utracić.

Ren zdziwił się, gdy Hux tylko mocniej do niego przylgnął, ale go nie puścił.

- Możesz u mnie siedzieć kiedy i ile chcesz - zaczął, opierając policzek na głowie Huxa - możesz nie wracać do domu jak długo chcesz. Zawsze, nawet jak mnie wkurwisz, jasne?

- Jasne - zaśmiał się, ciągle nie puszczając Kylo.

Chciał wykorzystać ten moment jak najdłużej się dało. Nie wiedział, kiedy znów upije się na tyle, by pozwolić sobie na taki wylew uczuć. Po chwili ciszy dodał:

- Dziękuję, Kylo. Za wszystko. Nie zasługuję na to. Powinienem być dla ciebie lepszy.

- Przestań, zaraz oboje będziemy rzygać tęczą - parsknął Kylo - I zasługujesz, znosisz mnie i w ogóle, słuchasz, pomagasz, jesteś nawet w środku nocy, gdy nie mogę spać.

- Jest jakiś pożytek z mojej bezsenności - zaśmiał się.

Tak było dobrze, mogłoby tak zostać. Hux zastanawiał się, kiedy to się zmieni i wrócą do porządku dziennego. Pewnie niebawem, zaraz będą musieli wracać do pokoju.
 

wtorek, 27 lutego 2018

Wypędzony z nieba.



Podobno wszechświat miał przyjąć go z otwartymi ramionami.

W jego żyłach płynęło światło galaktyki. Dlatego znalazł się na świeczniku, nigdy nie mogąc obrać własnej ścieżki. Wytyczono mu tą jedyną właściwą i mimo słonych łez musiał iść po drodze mlecznej, aby dorosnąć do ich legendy. A w jego głowie było wiele niespodziewanych zakrętów, tak trudno było zrozumieć siebie bez osobiście stawianych fundamentów. Nigdy nie dano mu sterów w dłoń, siedział jak w celi, skuty krwią - łańcuchem więzi w płynie. Płomień wybuchnął w nim szybko spalając serce, które jeszcze przed chwilą tykało niczym tani zegar, spopielając żebra, odbierając dech z płuc i doprowadzając krew do wrzenia. Skąd mógł wiedzieć, że statki na otwartym morzu też płoną?

Przecież wszechświat chciał go pożreć.

Zburzył wieżę (nie)swoich przekonań, szybko zajęły się płomieniem trawiącym go od środka. Być może przetrącił sobie w tym momencie kręgosłup, tak, na  pewno to właśnie się stało, kręgi potoczyły się po ziemi jak kości, ale nie mogły wróżyć już z gwiazd, spadł w krainę gdzie nie widać było nieba, zakryto je materiałem przesiąkniętym aż do ciężkości żalem i nienawiścią.

Ukrył się przed wszechświatem we własnej źrenicy.

Krew parowała na śniegu i wyglądała na całkiem czarną w czerwono-niebieskim świetle determinacji. Siła, która go rozpierała sprawiała, iż pękał, iskry wypalały na jego skórze konstelacje piegów, wciąż uparcie przypominając mu, że nie ma dla niego miejsca wśród gwiazd. Opadał jak popiół, brudząc śnieg, krępujący ból i krople presji gasiły płomień. I był już prawie pod linią horyzontu, gdy ktoś go uniósł. Czas stanął, dłoń obleczona w rękawiczkę odgoniła śmierć pstryknięciem palców, które zgubiły jedną, drobną iskrę. Ta, zbłąkana podtrzymała jego prawie zduszony ogień, płomienie wypaliły ból, strach wyparował.

A teraz wszechświat mógł już tylko czekać.

Wzniecił płomień, biel zmieniła się w czerwień, którą zostawiały jego stopy, gdy jego przeznaczenie wisiało na końcu ostrza. Każdy krok, który powinien przynosić oczyszczenie, sprawiał, że tylko zagłębiał się w cień. Trzask kryształków niczym nie różni się od czaszek, które pękną pod jego butem. Krew już nie więziła, metalicznie dudniła w jego przełyku, a światło płonęło teraz w innym ciele, przebijając je na wylot, posyłając znajome gałki oczne w górę. Do gwiazd.