...

niedziela, 10 kwietnia 2016

Wywiad z Lulu Art.

Wróciłam z Pyrkonu i znalazłam trochę czasu, więc kolejny wywiad trafia w Wasze łapki. Dziś rozmawiamy z Lulu Art, której kreskę i prace po prostu uwielbiam. Serdecznie zapraszam!

Shiru 
Kilka słów o sobie?



Lulu Art
Jestem Lulu, mam 20 lat i coś tam tworzę. Uwielbiam lisy, świeczki, wczesną jesień i nie mam bladego pojęcia co mam o sobie powiedzieć.

Shiru
Pamiętasz swój pierwszy rysunek?

Lulu Art
O ile zaliczyć to do rysunku to pamiętam że jako dziecko uwielbiałam "upiększać" białe ściany w domu kolorowymi kredkami. c':
Ale nie, nie pamiętam pierwszego rysunku. Pamiętam za to pierwszy segregator z rysunkami, gdzie rysowałam głównie postaci z Witcha i mojego chomika. No i miałam też zeszyt od religii, taki z niebieskimi, zadrukowanymi kartkami. Nigdy nie lubiłam religii więc na każdej stronie był rysunek jednorożca, smoka, elfa albo innego pogańskiego stworzenia.

Shiru
Jakimi technikami głównie rysujesz?

Lulu Art
Jeśli chodzi o szkicowanie, to jednak klasycznie kartka i ołówek są u mnie nie do przebicia. Jeśli chodzi jednak o koloring, to digital. Nigdy nie lubiłam kolorować prac tradycyjnie, nawet jako dzieciak zawsze rysowałam tylko ołówkiem (czego moja rodzina nie rozumiała i już wtedy mogłam się czuć, jak niezrozumiany przez społeczeństwo artysta-hipster).
Shiru
Co najbardziej lubisz w rysowaniu?

Lulu Art
Satysfakcję chyba. I to że przez chwilę mogę się przenieść gdzieś kompletnie indziej. Rysowanie to dla mnie trochę jak pisanie opowieści, do każdego rysunku układam sobie w głowie historyjkę. Kiedy rysuję jakąś postać, od razu w głowie nadaję jej charakter, może nawet układam jej cały życiorys, albo gdy rysuję jakiegoś wymyślonego stwora, zastanawiam się jakby się poruszał, jakie miałby zwyczaje itd. Siedzi to we mnie tak głęboko, że nie jestem w stanie rysować bez tego.

Shiru
Opowiesz o swoich postaciach?

Lulu Art
Kiedy przechodziłam przez etap DeviantArta przewinęło się ich sporo, z czego części nawet nie pamiętam i przypominam sobie o nich kiedy gdzieś w czeluściach szuflad znajdę jakieś stare rysunki. Aktualnie jedyną postacią którą zdarza mi się od czasu do czasu rysować jest Ari, mój khajit ze Skyrima.

Shiru
Czy zauważasz taką zależność, że tworzone przez Ciebie postacie dojrzewają razem z Tobą?

Lulu Art
Jasne. Kiedy jeszcze jarałam się fandomem furry (a był to dłuuugi okres, który jednak największy rozkwit miał chyba za czasów podstawówki i gimnazjum) miałam fursonę, która towarzyszyła mi przez ten cały okres. Teraz z perspektywy czasu widzę jak bardzo się zmieniała przez te wszystkie lata. Widać w tym wszystkim jak bardzo ja sama się zmieniłam. Ciekawe zjawisko, nie powiem.
Shiru
Co lub kto jest Twoją inspiracją?

Lulu Art
Znam wielu genialnych artystów, których prace kocham ponad wszystko i dają mi oni ogromną inspirację, ale jeśli miałabym wybierać, to nie potrafię wybrać jednego. Z bólem serduszka mogę wybrać za to dwójkę: Lilairę i Loish. Lilairę uwielbiam za jej cudowną kreskę i za to że potrafi zawrzeć mnóstwo emocji w jednej pracy, nadać niesamowity i niepowtarzalny klimat, do tego jest moim guru jeśli chodzi o rysowanie emocji i dynamikę postaci i... i... ogółem jeśli chodzi o wszystko. Serio. Idźcie oglądać jej prace. Loish ma za to niepowtarzalny styl, zawsze wiem, która praca jest jej autorstwa, nawet jeśli nie spojrzę na podpis. Jest też dla mnie absolutnym mistrzem jeśli chodzi o kolorowanie. Zdarzało się wielokrotnie, że potrafiłam spędzić 20 minut patrząc cały czas na jedną jej pracę i myśleć "...jak ona to zrobiła?".

Shiru
Twoim zdaniem, jaka jest rola artysty w społeczeństwie?

Lulu Art
Przede wszystkim powinien budować wrażliwość. Sztuka służy temu, żeby pokazać ludziom piękno. Artysta ma na celu pokazać coś, czego ludzie sami nie są w stanie zobaczyć. Na przykład piękno właśnie. Żyjemy w czasach, gdy każdy jest zabiegany, zajmuje się własnymi sprawami, a idąc do pracy zapełnioną ulicą nie zawsze jest w stanie docenić to, jak bardzo piękne są chmury i niebo nad nim. Sztuka podaje nam to, co piękne na talerzu, tuż pod nos. Nieraz upiększa rzeczywistość jeszcze bardziej, czasem daje do myślenia, przekazuje nam wartości, czasem służy po prostu rozrywce, ale zawsze jest tak samo piękna.
Shiru
Co jest dla Ciebie ważniejsze - pomysł czy wykonanie?

Lulu Art
Zdecydowanie pomysł, chociaż dobre wykonanie też jest potrzebne. Nie rozumiem np. szału na rysowanie hiperrealistycznych portretów albo innych takich. Okej, można coś takiego narysować raz, drugi, może trzeci... ale żeby robić tylko tego typu prace? Jasne, gratuluję kunsztu, nie twierdzę że artysta nie włożył w to żadnej pracy, bo włożył jej zapewne całą masę. Jednak rysowanie czegoś tylko po to żeby przypominało zdjęcie jest trochę bez sensu. To bardziej chwalenie się własnymi umiejętnościami niż robienie sztuki. Bo zdjęcie każdy może sobie obejrzeć, a kiedy ktoś robi pracę z wyobraźni, to jest ona niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Takie prace mają duszę i wnoszą coś ze sobą.

Shiru
Jak wygląda miejsce Twojej pracy?

Lulu Art
Nie wygląda. Serio. Zazwyczaj pracuję po prostu leżąc w łóżku, najczęściej w piżamie i otoczona paczkami czipsów i żelków.

Shiru
W jakich fandomach siedzisz?

Lulu Art
Dla mnie ogółem pojęcie "fandom" jest trochę dziwne. Teraz nie ma już czegoś takiego, że po prostu lubi się jakiś serial czy grę, teraz albo się jest w fandomie albo nie. Z kolei samo słowo fandom kojarzy mi się tylko i wyłącznie z mnóstwem pseudośmiesznych przeróbek i pornoli z postaciami... Nie, żeby to było coś złego, po prostu fandom to dla mnie za mocne słowo. *śmiech*
Jeśli chodzi o rzeczy które lubię trochę bardziej niż inne to lista nie jest specjalnie długa: Wiedźmin, Gra o Tron, Skyrim, Undertale, Steven Universe, większość bajek Disneya, Fullmetal Alchemist i w sumie to nie wiem co jeszcze.
Shiru
Lubisz arttrady i co-opy czy raczej trzymasz się od nich z daleka?

Lulu Art
Pewnie że lubię, tylko nie zawsze mam czas bawić się w takie rzeczy. Zawsze jest to jednak fun, kiedy rysujesz postać kogoś innego, a potem widzisz jak się cieszy.

Shiru
Masz swój wymarzony projekt?

Lulu Art
Chciałabym pracować kiedyś nad grą pokroju wiedźmina trójki. Takie moje marzenie.

Shiru
Czy starasz się przekazać coś w swoich pracach? Masz jakiś główny motyw?

Lulu Art
Raczej nie. Chcę po prostu, żeby moje prace podobały się zarówno mi, jak i innym. Jasne, zdarza mi się, że chcę czasem narysować coś z jakimś głębokim znaczeniem, jednak nie jest to do końca moja bajka. Wolę raczej, żeby moje prace po prostu wzbudzały w innych uczucia. I to najlepiej takie, które nie zawsze da się wyrazić słowami.

Shiru
Utrzymujesz się z rysowania? Myślisz, że jest to w ogóle możliwe na polskim rynku?

Lulu Art
Od czasu do czasu wpadną mi jakieś grosze za rysunek jednak nie zarabiam jeszcze tyle, żeby się z tego utrzymać. Pracuję za to nad tym. A czy się da? Jestem optymistką, więc wolę myśleć że tak, bo inaczej wiem, że nie będę w pełni szczęśliwa.
Shiru
Jakiś czas temu pisałaś o zamawianiu prac u internetowych artystów. Nie miałam pojęcia, że to tak duży problem, zechciałabyś jeszcze trochę poszerzyć tą wypowiedź?

Lulu Art
A o czym tu jeszcze mówić? Sprawa jest banalnie prosta. Artyści sprzedają swoje prace za pół darmo, bo nikt nie chce kupować prac po normalnej cenie, ponieważ większość artystów sprzedaje prace taniej. Ponieważ nikt nie chce kupować droższych. Błędne koło. Najgorsze, że sami jesteśmy sobie winni. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy artyści boją się brać pieniądze za swoją pracę. Przecież sztuka to towar, tak samo jak kiełbasa w sklepie. I za to i za to trzeba zapłacić. Jednak jeszcze bardziej nie rozumiem tych "perełek", które myślą, że artyści pracują za darmo, że nie muszą nic płacić , bo przecież dla artysty to sama przyjemność, a jak się dowiedzą, że trzeba dać za to pieniądze to wyzywają od skąpców. Tylko za to, że chcemy zapłaty za usługi. To smutne, mam wrażenie że kiedy każdy ma przy sobie aparat fotograficzny, kiedy istnieje photoshop i drukarki, ludzie zapomnieli, jak szlachetna jest sztuka i ile pracy trzeba włożyć, żeby nauczyć się rysować. Zapominają, że rysunek to coś innego niż zdjęcie zrobione srajfonem i wydrukowane w drukarce w ciągu 2 minut. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo inaczej sztuka zacznie wymierać, a świat bez niej będzie naprawdę, naprawdę cholernie smutny.

Shiru
Czym zajmujesz się poza malowaniem?

Lulu Art
Raczej nie ma dla mnie nic ważniejszego. Mam zamiar nauczyć się jeszcze robić modele w 3D albo animacje, ale tak to nic specjalnego. Ot, żyję sobie, mam rodzinę, przyjaciół i chłopaka, póki co jest fajnie.
Shiru
Jakieś rady dla początkujących rysowników?

Lulu Art
Przede wszystkim się nie bać, wydaje mi się, że to najważniejsze. Nie bać się robienia błędów, eksperymentowania, tematyki swoich prac. Nie bać się, że ktoś was skrytykuje, tylko wysłuchać krytyki, zamiast zadzierać nosa. No i odróżniać konstruktywną krytykę od tej zwyczajnie złośliwej. Na tą drugą nie reagować. I pozostać w zgodzie z samym sobą. Róbcie to, na co macie ochotę. Wyróbcie sobie własny styl i doskonalcie go, nie próbujcie upodabniać się na siłę do innych.

Shiru
Jakie są Twoje plany na najbliższe miesiące?

Lulu Art
Póki co szukanie roboty na dłuższy okres jako grafik, albo coś innego, ale ważne, żebym mogła się doskonalić w rysunku. No i szukanie jakiś artystycznych studiów które będą mi odpowiadać. Może wreszcie znajdę coś fajnego i odżyję. *śmiech*

wtorek, 22 marca 2016

Wywiad z K0tenok ART.

Ostatnio nie mam trochę problemów w życiu, ale nadrabiam dawno już przeprowadzone wywiady i dziś mogę z dumą pokazać Wam ten przeprowadzony z K0tenok ART. Kochanie, przepraszam, że musiałaś tyle czekać, ale już wszystko jest! A Was kochani zapraszam do czytania!

Shiru
Kilka słów o sobie?

K0tenok ART.
Oki to w internecie jestem znana pod pseudonimem Aleks K0tenok. Chodzę do klasy maturalnej i zamiast się uczyć cały dzień to siedzę przed tabletem łamiąc sobie kręgosłup xD

Shiru
Pamiętasz swój pierwszy ważniejszy rysunek?

K0tenok ART.
Myślę, że każdy rysunek jest dla mnie ważny. Nawet najłatwiejszy szkic wyrabia moją rękę, a także uczę się czegoś przy nim C: Jeśli jednak musiałabym jakiś wybrać, to byłby to pierwszy rysunek mojej OCki Lavender. Nigdy wcześniej nie rysowałam koni, więc dzięki tej  centaurzycy zrobiłam duży krok naprzód!

Shiru
Dlaczego centaur?

K0tenok ART.
Moją ukochaną bajką z dzieciństwa jest "Ostatni jednorożec". Potrafiłam całymi dniami oglądać ją podziwiając majestat i piękno z jakim przedstawiono jednorożce. Rok temu przypomniałam sobie o tej bajce i postanowiłam połączyć wygląd jednorożców z moim zamiłowaniem do rysowania dziewcząt. I tak oto powstała Lavender C: Co prawda słyszałam wiele negatywnych opinii na temat jej anatomii, ale wyjątkowo nie lubię przedstawienia jednorożców jako zwykłych masywnych koni z rogiem. Jakoś to im odbiera całą magie. :C
Shiru
Jakimi technikami głównie rysujesz?

K0tenok ART.
Często korzystam z tabletu graficznego; do rysowania jak i do samego kolorowania zrobionych wcześniej rysunków tradycyjnych. Natomiast jeśli chodzi o techniki tradycyjne to moim najukochańszym narzędziem jest ołówek mechaniczny oraz cienkopis C: Do kolorowania używam kredek akwarelowych, akwareli, suchych pasteli, a od niedawna także promarkerów.

Shiru
Jak myślisz, ile prac wyszło spod Twojej ręki?

K0tenok ART.
Rysuje już od małego szkraba, więc myślę, że trochę tego musiało być! D: W każdym razie nie liczę tego.
Shiru
Co najbardziej lubisz w rysowaniu?

K0tenok ART.
Chyba najbardziej lubię po prostu efekt końcowy pracy. xD Kiedy mogę odetchnąć i powiedzieć sobie "skończyłam". Sam proces rysowania (jeśli mam szczęście i wena dopisuje) jest całkiem przyjemny i uspokajający. Rysowanie pozwala mi na przedstawienie poniekąd emocji, postaci czy wykreowanych światów, które kłębią się w mojej głowie.
Shiru
Masz swój wymarzony projekt?

K0tenok ART.
Mam parę, które chciałabym zrobić. Na pewno do nich należy komiks z moimi postaciami, a także gra. Od dłuższego czasu interesuje się grami  tworzonymi w programach typu rpg maker i nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem historii, które są przedstawione w niepozornych  pixelach. Niestety to bardzo pracochłonne pomysły, ale myślę, że niedługo będzie można zaobserwować pierwsze postępy C:

Shiru
Co jest Twoją inspiracją?

K0tenok ART.
Ojej to trudne pytanie, bo inspiruje się dosłownie wszystkim xD Od takich oczywistych jak muzyka, książki, czy prace innych artystów; po te już mniej oczywiste jak choćby usłyszany skrawek rozmowy na korytarzu szkolnym.

Shiru
Jak wygląda miejsce Twojej pracy?

K0tenok ART.
Moje miejsce pracy to przestronne biurko, które jest niestety zawalone wszystkimi możliwymi podręcznikami i zeszytami. Na szczęście zawsze się na nim znajdzie miejsce na laptop i tablet/kartkę papieru. Jeśli chodzi o inne miejsca to bardzo rzadko zdarza mi się rysować na łóżku lub korytarzu szkolnym.
Shiru
Poza rysunkami malujesz także lalki. Opowiesz coś o tym?

K0tenok ART.
Oke to czas na długą historie życia! xD
Kolekcjonerskie lalki typu bjd (lalki z ruchomymi stawami) odkryłam całkiem przez przypadek na początku gimnazjum. Przeglądałam jakieś randomowe forum o głupotach i ktoś tam zapostował link ze sklepem. Gdy zobaczyłam asortyment od razu się zakochałam w tych lalkach. Szybko znalazłam polskie blogi na temat takich lalek. Nie wiem jak teraz, ale wtedy na pingerze było mnóstwo blogów o tematyce lalkowej. Mimo, że wiedziałam, że w najbliższym czasie nie będzie mnie stać na takie śliczności (które naprawdę mogą kosztować fortunę) to i tak z przyjemnością oddawałam się poszerzaniu wiedzy na ich temat i oglądaniu nowości. Wtedy także doceniłam piękno nie tylko samej rzeźby twarzy lalki, ale także makijażu. Odkryłam także ku mojemu zdziwieniu całkiem sporą ilość polskich artystów! Przez głowę przeszła mi myśl, że może kiedyś i ja będę malować buźki żywicznych lalek. Jednak na ten moment musiałam poczekać parę lat, kiedy to Ci artyści zaczęli nie tylko malować bjd, ale także znane myślę większości lalki firmy Mattel czyli Monster High. Była to dla mnie świetna i na dodatek o wiele tańsza alternatywa. A kiedy zobaczyłam jakie cuda można stworzyć z tych na pierwszy rzut oka dość brzydkich lalek; to jeszcze bardziej się utwierdziłam w tym przekonaniu! I tak potem nastały długie dni czytania forum lalkowego, gdzie zbierałam gruntowną wiedzę na temat repaintingu czyli malowania twarzy lalek. Następnie kupiłam swoją pierwszą Monsterkę oraz potrzebne przybory no i zaczęło się. C: Chodź nie wyszła mi jakoś specjalnie to zakochałam się w tym zajęciu. Niestety nie należy to do najłatwiejszych zajęć jak i do najbezpieczniejszych (nie mam zakupionej maski która jest potrzebna przy pracy z toksycznym sprayem zabezpieczającym, ale kiedyś i na nią znajdę czas i pieniądz) przez co nie robię tego tak często jakbym chciała. Aktualnie posiadam sześć lalek i na nich się nie skończy C:
Shiru
Robisz to typowo hobbystycznie?

K0tenok ART.
Aktualnie tak, ale kiedy już nabiorę doświadczenia i będę już całkiem nieźle je malować to chciałabym także malować na zamówienie czyjeś lalki C:

Shiru
Tak jeszcze na koniec, masz jakieś rady dla początkujących rysowników?

K0tenok ART.
Ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. Pierwsze rysunki zawsze wychodzą źle, dlatego nie należy się przejmować i starać się ciągle polepszać swój warsztat. Radzę także być otwartym na krytykę, ponieważ często nie widzi się swoich błędów.

Shiru
Dziękuję Ci bardzo za wywiad ^^

K0tenok ART.
Ja także dziękuje, było bardzo miło C:

środa, 16 marca 2016

Pomysły na cosplay - w parze.

Myśleliście kiedyś, żeby zrobić cosplay ze swoją drugą połówką? Albo z przyjacielem? W takim razie mam dla Was kilka propozycji.

Astrid i Czkawka

La muerte i Xibalba


Marshall Lee i Prince Bubblegum
 
Clint and Natasha
“This is just like Budapest all over again.”

“You and I remember Budapest very differently.” 

Jack Frost i Elsa
jelsawithacapitalj:
kuro-d:


kuro-d:
“Elsa? Why are you here alone in the mountain? Are you okay?”“Jack..!”“Wha–”“You… you’re back! I…I…”“Ssh. Don’t cry Elsa. I’m here, I’m here.” Keep reading


MY FEELS

Castiel i Dean
___

Yennefer i Geralt
 

Spiderman i Deadpool
 

 Soul i Maka



 Marcelina i Princess Bubblegum


Hannibal i Will






PS.: To wcale nie tak, że sprzedałam Wam właśnie wszystkie moje OTP. To wcale nie tak.

wtorek, 15 marca 2016

Kolorowe plastry.

Gdy Peter Parker stanął przed gmachem swojej nowej szkoły, właśnie rozbrzmiewał dzwonek na pierwszą lekcję. Był trochę przestraszony nagłą zmianą, ale po przeprowadzce do wujostwa nie miał możliwości, żeby kontynuować naukę w poprzedniej placówce. Oczywiście mógł wybrać internat, ale nic go nie trzymało w starej szkole na Bronxie.

Spojrzał ostatni raz na wujka Bena, który uśmiechnął się do niego ciepło, a gdy ujrzał przerażoną minkę Petera ukucnął przy chłopcu i położył mu dłoń na ramieniu.

- Dasz sobie radę Peter. Pamiętaj, że nauka to wielka moc. A wiesz, co się z nią wiążę?

- Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność – wyrecytował chłopiec wlepiając wielkie, brązowe oczy w swojego wujka. Ten w odpowiedzi poczochrał go po głowie.

- No, leć już. Bo jeszcze spóźnisz się na pierwszą lekcję.

Chłopiec uśmiechnął się szeroko i pobiegł w kierunku placówki, gdzie już czekała na niego nauczycielka. Po krótkiej formalności, zaprowadziła go pod jego nową salę.

~*~

- Chciałabym, żebyście przywitali nowego ucznia, nazywa się Peter Parker i od dziś będzie chodził z wami do jednej klasy – kobieta, która była jego dyrektorką, odchrząknęła znacząco patrząc na nauczycielkę. Ta od razu zreflektowała się mówiąc:

- Peter, może opowiesz nam coś o sobie?

Chłopiec rozejrzał się po pomieszczeniu, miał liczną klasę i czuł się trochę nieswojo. Nigdy nie należał do szczególnie lubianych osób, wręcz przeciwnie, uważano go za dziwaka ciągle siedzącego z nosem w książkach. Peter chciał, żeby ludzie go lubili, akceptowali, choć najbardziej pragnął mieć przyjaciela. Nagle przypomniał sobie motywacyjne słowa wujka Bena i od razu bardziej się wyprostował.

- Nazywam się Peter, lubię grać w gry i czytać komiksy. Z przedmiotów szkolnych najbardziej lubię chemię i fizykę. No i mam w domu dwa pająki.

- O matko... Co za nerd... - mruknął jakiś blondyn bazgrzący wściekle w zeszycie. Kątem oka Peter ujrzał płonący dom. Kilka osób zachichotało, co zmroziło Peterowi krew w żyłach. Spuścił głowę wbijając wzrok w czubki swoich trampek. Nieprzyjemną ciszę przerwał wysoki głos nauczycielki:

- Chciałabym, żebyś usiadł z Wadem – mówiąc to nauczycielka wskazała na sam koniec klasy. Po sali przetoczył się nieprzyjemny, złośliwy chichot, co bardzo zdziwiło Petera. Ruszył do chłopca siedzącego z nogami na ławce, który wyglądał... co najmniej dziwnie.

- Nie nazywam się Wade! Jestem...

- Tak, tak, wiemy – warknął jakiś dzieciak.

- Ale kogo to obchodzi? – zaśmiał się drugi. Chłopiec zerwał się z ławki, Peter nie widział jego wyrazu twarzy, była schowana pod czerwono-czarną maską. Wade podwinął rękawy swojej bluzy, całe przedramiona pokryte były większymi i mniejszymi zadrapaniami i zacisnął drobne dłonie w piąstki.

- Mnie obchodzi – Peter uśmiechnął się do zamaskowanego chłopca, a następnie usiadł w ławce, wyciągając książki i przybory szkolne. Od razu zauważył, że po stronie Wade'a znajdował się tylko wystrzępiony zeszyt pełen różnokolorowych obrazków. No dobra, aż trzykolorowych. Jego nowy kolega najwidoczniej miał tylko czarną, zieloną i pomarańczową kredkę – Kto to jest? – zapytał, gdy Wade po chwili zupełnego szoku w końcu zajął miejsce obok niego, uprzednio posyłając w kierunku dwóch zaczepiających go dzieciaków całkiem soczystą wiązankę wyzwisk, za co dostał burę od wychowawczyni. Chłopiec przekrzywił głowę, niczym kot i wydał z siebie prychnięcie.

- Jak możesz nie wiedzieć? Przecież to Kapitan Ameryka.

Peter przyjrzał się obrazkowi jeszcze raz, składał się on z kilku gniewnie postawionych kresek i paru nierównych kółek.

- Od kiedy Kapitan Ameryka ma pomarańczowo-zielony strój?

Wade nadmuchał policzki, było to widoczne nawet pod maską.

- Zero wyobraźni! Popatrz jeszcze raz, jest ta jak ma być!

Peter spojrzał jeszcze raz na obrazek. Stój wciąż pozostawał zielono-pomarańczowy.

- Nic się nie zmieniło.

Wade już otwierał usta, żeby coś mu powiedzieć, ale umilkł, gdy Peter dodał:

- Ale taki też mi się podoba. I Kapitanowi też by się spodobało, jestem pewien! – uśmiechnął się do dziwnego chłopca i odwrócił się do tablicy zaczynając notować słowa nauczycielki.

~*~

- Peteeey... - Wade położył się na jego ramieniu umożliwiając młodemu Parkerowi jakiekolwiek notowanie – Nudzę się.

- Nie nazywaj mnie tak – syknął Peter odsuwając kolegę z ławki i wracając do pisania. Wade burknął coś obrażony i wyłożył się na blacie. Chłopiec spojrzał na niego odkładając pióro na bok.

- Powiesz mi jak się nazywasz?

Wade uniósł głowę i spojrzał na niego zdziwiony.

-Deadpool, jestem Kapitan Deadpool.

- Kapitan? - Peter parsknął śmiechem, ale przestał, gdy jego kolega z ławki zesztywniał - Nie myślisz, że sam Deadpool brzmi o wiele fajniej?

Wade wbił w niego wzrok, a Peter mógł się założyć, że zobaczył jego uśmiech.

- Naprawdę tak myślisz?

Chłopiec przytaknął, już chciał wrócić do notowania, ale Wade, a raczej Deadpool zagarnął jego zeszyt i zaczął wesoło bazgrać po wolnej stronie. Kiedy Peter próbował zajrzeć mu przez ramię, został przegoniony wesołym fuknięciem. Po chwili okropnie pokaleczone dłonie zwróciły mu jego własność, Parker od razu chciał otworzyć go na rysunku Deadpoola, ale Wade mruknął:

- Zobaczysz w domu.

Reszta zajęć minęła im na szeptanych rozmowach.

~*~

Do domu wbiegł z wesołym krzykiem.

- I jak? Masz taką fajną nową klasę? - zapytała ciocia May kładąc przed nim talerz z obłędnie pachnącym obiadem.

- Nie - odpowiedział zapominając na chwilę o jedzeniu z zamkniętymi ustami - Ale mam świetnego kolegę! Nazywa się Wade, choć chce, żeby wołać na niego Deadpool.

Ciocia May uniosła brew, na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.

- Jest trochę dziwny i nosi maskę, wiesz ciociu? I ma paskudnie pokaleczone ręce, ale też lubi komiksy! I Kapitana Amerykę! - przerwał na chwilę kończąc obiad - Mogę iść? Odrobię lekcje i pogram troszkę.

- Nie wolisz wyjść na dwór?

- Nie, ciociu.

Ostatnim razem, gdy pojawił się na podwórku dzieci nie przyjęły go zbyt ciepło. Tym bardziej cieszył się z nowej znajomości.

- Idź, idź Peter.

Uśmiechnął się i wbiegł po schodach na górne piętro gdzie znajdował się jego pokój. Wskoczył na łóżko wykładając się pomiędzy wielokolorowymi plakatami z super bohaterami i zaczął buszować w plecaku w poszukiwaniu zeszytu od angielskiego. Rysunek był dokładniejszy niż te, które Peter widział w szkole. Dwóch chłopców, jeden zamaskowany, drugi szeroko uśmiechnięty, w okularach i z pająkiem na koszulce. Petera zdziwił ten symbol, to musiałoby znaczyć, że Wade słuchał jego przedstawiania się. I że wcale nie uznał posiadania pająka za dziwactwo, co automatycznie podniosło chłopca na duchu. Naokoło nich zawieszone w powietrzu zostały pudełka z grami, komiksy, tarcza Kapitana Ameryki i coś, co przypominało Peterowi taco, ale nie był tego pewny. Uśmiechnął się szeroko i ostrożnie wyrwał rysunek wieszając go sobie nad łóżkiem. W tym momencie Peter po raz pierwszy od śmierci rodziców czuł się naprawdę szczęśliwy.

~*~

- Deadpool!

Zamaskowany chłopiec podniósł głowę znad gameboya. Do lekcji zostało jeszcze kilka minut, więc Peter od razu dosiadł się do nowego kolegi. Patrzył z przejęciem na Charizarda, który właśnie rozgramiał wszystkich przeciwników, którzy stanęli na drodze postaci Wade'a. W pewnym momencie Deadpool zapisał grę i spojrzał na Petera z lekkim uśmiechem malującym się pod maską.

- Widziałeś obrazek?

- Tak! Nawet powiesiłem go sobie na ścianie. Może wpadniesz dzisiaj po szkole, to go zobaczysz? Możemy też pograć w gry albo coś.

Uśmiech zniknął z ust Wade'a.

- Wiesz, nie mogę dziś. Może, kiedy indziej?

Peter przytaknął próbując nie okazać smutku.

- Mam coś dla Ciebie – powiedział za to i wyjął z plecaka podarunek od cioci May. Było to pudełko różnokolorowych plastrów z postaciami z bajek. Peter chwycił ramię Wade'a położył je na swoich kolanach, podwinął rękaw czerwonej bluzy kolegi i zaczął pokrywać co większe skaleczenia plastrami. To samo zrobił z drugą ręką. Gdy skończył uśmiechnął się szeroko zadowolony z własnej roboty. Chciał opuścić rękawy, ale Deadpool go powstrzymał.

- Są fajne. Niech zostaną na wierzchu – odwrócił głowę w kierunku ściany i wydukał – Dziękuję.

- To wszystkie?

Wade spojrzał na niego zdziwiony, a potem zachichotał. Podniósł bluzę wyżej ukazując mu posiniaczony i również pokaleczony brzuch. Peter, aż wciągnął powietrze.

- Skąd to masz?

- Nie dogaduję się z ojcem. Dlatego nie mogę dzisiaj przyjść. Ale naprawdę, dzięki, że o mnie pomyślałeś.

- Jutro ich przyniosę więcej!

Deadpool zaśmiał się cicho i objął Petera ramieniem. Siedzieli tak rozmawiając, aż do dzwonka.

~*~

I tak mijały kolejne dni, tygodnie. Peter i Wade stali się prawie nierozłączni. Wszędzie chodzili razem, po pewnym czasie Deadpool w końcu odwiedził dom Petera, a po pewnym czasie nie opuszczał żadnego obiadu. Od razu polubił się z ciocią May, często, gdy Peter odrabiał lekcje pomagał jej w przygotowywaniu jedzenia, zawsze powtarzał, że lubi gotować. Jedyne, co martwiło małego Parkera, to wciąż rosnąca ilość ranek na ciele Deapoola, o których uparcie nie chciał mówić, więc Peter w milczeniu zakrywał je kolorowymi plasterkami. Był to już swego rodzaju zwyczaj.
Któregoś razu poprosił, żeby został u niego w domu na noc. Z tego, co udało mu się wydusić z Wade'a, to mieszkał dalej od szkoły niż Peter, a jemu nie uśmiechało się, żeby Deadpool codziennie wracał późnym wieczorem do domu. Często odprowadzał go z wujkiem Benem, ale zawsze do pewnego momentu, potem Wade grzecznie dziękował i wbiegał w jakąś uliczkę. Po bardzo długich namowach Deadpool się zgodził. Peter specjalnie na ten wieczór przygotował masę popcornu i wypożyczył starą sagę Gwiezdnych Wojen. Wade kompletnie nie trawił najnowszych filmów, zawsze denerwował się, gdy widział Jar Jar Binksa, przeklinając projekt tej postaci. Ciocia May upiekła nawet ich ulubione ciasteczka, a wujek Ben wracając z pracy kupił im kilka taco, mając w pamięci, że Wade uwielbia meksykańskie jedzenie. Gdy Deadpool przyszedł Peter rzucił mu się na szyję, o mało co nie łamiąc mu karku. Cały wieczór grali na zmianę w Zeldę i oglądali filmy. Dopiero, gdy zrobiło się późno Wade wyraźnie się spiął.

- Coś się stało?

- Nie zapytałem ojca czy mogę tu zostać.

Peter spojrzał na niego zszokowany.

- Ale dlaczego?

- I tak by mi nie pozwolił, woli, żebym, co noc był w domu, żeby robić mi to – warknął Wade wskazując palcem na kolorowe plastry lub raczej to, co znajdowało się pod nimi. Peter poczuł, że ogarnia go złość i choć nie znał ojca Deadpoola, to już wiedział, że nienawidzi gościa. Przytulił mocno przyjaciela, po chwili dodając:

- Zostań tutaj, jeśli chcesz. Ciocia z wujkiem na pewno się ucieszą. I ja się ucieszę.

Wade zerknął na niego zdziwiony, Peter coraz lepiej czytał emocje z zamaskowanej twarzy, choć mogło się to wydawać niemożliwe. Jednak zarówno uśmiech, jak i zmarszczone brwi czy szeroko otwarta buzia odznaczały się pod materiałem maski.

- Nie mogę Petey. Już dziś mam wyrzuty sumienia, bo zostawiłem mamę samą. Powiedziała mi, że rozumie, no i jest bardzo szczęśliwa, że poznałem kogoś takiego jak ty.

Peter siedział zszokowany, Wade nigdy nie mówił o swoich rodzicach, poza tym jednym razem, gdy pierwszy raz przyniósł plastry.

- Poza tym. Naprawdę chciałbyś trzymać w domu kogoś takiego jak ja?

- Jasne, że tak.

- Nawet, jeśli będziesz wiedział, jak wyglądam.

Peter pokiwał głową, na znak potwierdzenia. Wade był przyjacielem, a wujek Ben zawsze powtarzał, że przyjaciół nie opuszcza się z głupich powodów. Deadpool zaśmiał się cicho i dotknął swojej maski.

- Obiecujesz, że nie będziesz się śmiał?

- Obiecuję.

Wade zdjął czerwono-czarny materiał i uśmiechnął się Petera. Jego twarz była pokryta paskudnymi bliznami, wyglądało to tak jakby ktoś czymś go przypalił, nie zabrakło też zupełnie świeżych sińców i skaleczeń. Peter delikatnie dotknął jego policzka patrząc przerażony na te wszystkie obrażenia. Spojrzał w wesołe czekoladowe oczy, pogłaskał brązową czuprynę, mocno przerzedzoną przez rany na głowie.

- Wade... On tak nie może.. Nie ma nawet opcji. Zadzwońmy na policję albo gdzieś...

- I wtedy zupełnie stracę kontakt z matką. Mam to już przekalkulowane Petey. I nie opłaca mi się to. Kocham mamę, a poza tym, jeśli coś z nim zrobią, to mnie stąd zabiorą. Od ciebie. Nie Petey, tak jest całkiem dobrze. Czasem wkurwia się na te plastry, jest zły, że ktoś widział, że ktoś zauważył, jakim jest „cudownym" ojczulkiem, ale one sprawiają, że potrafię się mu jakoś przeciwstawić. Jak będę silniejszy to go pokonam.

Wade uśmiechnął się do niego szeroko i ponownie założył maskę puścił ostatnią część Gwiezdnych Wojen. Objął ramieniem Petera i dodał:

- Wiesz, mam Ciebie i jest dobrze. Czuję się jakbym miał normalną rodzinę, dom. Genialne uczucie.

Peter zapewnił Wade'a, że to się nigdy nie zmieni i wciąż wtulony w ciepłe ciało przyjaciela, skupił się na filmie.

~*~

Przez następne dni Deadpool nie pojawiał się w szkole, co okropnie przybiło Petera. Zamiast skupić się na zajęciach bazgrał po zeszycie i wpatrywał się w puste krzesełko obok siebie. Cholernie się martwił. Tak bardzo, że postanowił sprawdzić, co się dzieje z jego przyjacielem. Po zajęciach poszedł tam gdzie zwykle odprowadzał Wade'a z wujkiem Benem. Było to małe skrzyżowanie dwóch przecznic, do którego przylegał plac zabaw. Idąc tam z odruchu zahaczył o aptekę kupując opakowanie plastrów, co kilka dni dostawał na nie drobne od swojej cioci. Gdy podszedł do placu zabaw, zaczął szukać wśród dzieci, jakiegoś w czerwono-czarnej masce. Zamiast swojego przyjaciela Peter znalazł kłopoty.

- No proszę, proszę.

To byli kolesie z jego klasy, pośród nich stał trochę straszy i o wiele wyższy gość. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Chłopiec zaklął pod nosem, przejął to od Wade'a, choć w dużo mniejszym zakresie i zaczął się powoli wycofywać.

- Wolnego młody.

Starszak złapał go za ramię i pchnął na ziemię. Peter stęknął, spróbował się podnieść, ale mocny kopniak posłał go tam z powrotem. Kątem oka zauważył nadlatujące kopnięcie, spróbował zasłonić twarz, jednak uderzenie nie nastąpiło. Usłyszał za to krzyk, a gdy otworzył oczy ujrzał Wade'a, który właśnie częstował starszaka prawym sierpowym. Nastolatek padł na glebę, po chwili wypluł zęba i zaniósł się przerywanym szlochem.

- Kto następny? – zapytał Deadpool. Dzieciaki od razu się cofnęły. Peter parsknął śmiechem widząc ich przerażone miny. Wade podniósł go z ziemi i otrzepał z pyłu – Jeśli ktoś jeszcze raz zaczepi mojego przyjaciela, to będzie miał do czynienia ze mną, jasne?

Dzieciaki pokiwały głowami, szybko podniosły starszaka z ziemi i zniknęły z ich pola widzenia.

- Co tu robisz? – w głosie Wade'a pojawiła się nutka złości. Peter spuścił głowę zakłopotany.

- Szukałem cię, nie pojawiasz się w szkole od kilku dni. Bałem się, że coś ci się stało.

Deadpool zaśmiał się cicho.

- Jak na razie to ty oberwałeś. Ale nie martw się to mój obowiązek, nie?

- Obowiązek?

- Rycerze ratują księżniczki, co nie? – syknął, gdy oberwał z łokcia od przyjaciela.

- Jesteś niemożliwy – warknął Peter – Przyniosłem ci plastry.

Wade wydał z siebie okrzyk zachwytu i chwycił Petera pod ramię, ciągnąc go w kierunku domu Parkerów. Chłopak nie miał nic przeciwko, w końcu nie dokończyli ostatniej części Gwiezdnych Wojen, a ciocia na pewno czekała na pomocnika w robieniu obiadu.