...

czwartek, 4 stycznia 2018

Antidotum na niepokój cz.2




Umieszczenie WF-u na pierwszej lekcji było przestępstwem. Umieszczenie matematyki po WF-ie to już zbrodnia. Po takim zmęczeniu nikt (oprócz Poego) nie był w stanie liczyć pierwiastków, a w szczególności Kylo, który z matematyką miał wyjątkowo nie po drodze. Ciągle zagadywał Huxa, by ten wytłumaczył mu kolejne przykłady, co jego rudy przyjaciel czynił z anielską cierpliwością. Nie żeby doznał nagłej zmiany w swoim nastawieniu odnośnie Kylo. Po prostu po matmie była literatura, na która przeczytał tylko pół strony zadanej lektury. Nie jego wina, że całe to romantyczne pierdolenie nie miało żadnego przełożenia na jego życie, w którym panowała logika i porządek. Bo jak można zabić się, gdy nie uda ci się z jedną panną? Zupełnie irracjonalne, romantyczne poświęcenie nie miało zastosowania w brutalnym świecie. Kylo miał za to na ten temat zupełnie inne zdanie, przez co często dyskutowali, niejednokrotnie zamieniając argumenty na pięści. Hux przyznawał Kylo rację dopiero wtedy, gdy ten zakładał mu chwyt pod szyję i Armitage widział mroczki przed oczami.

Ich matematyczka nazwiskiem Snoke była okropną kosą ze skłonnościami do wyśmiewania pytanego ucznia po ósme pokolenie, na szczęście, gdy przy tablicy stał Poe, cała klasa mogła głęboko odetchnąć. Kobieta była albo zakochana w Dameronie, albo w jego talencie do określenia wzorów funkcji i obliczania delt w pamięci, Hux nie był pewny, ale wiedział, że miało to coś wspólnego z miłością. Nie mógł się jednak nad tym zbyt długo zastanawiać, bo Kylowy łokieć wylądował między jego żebrami.

- Zaraz będę ja - mruknął z prawdziwym przerażeniem w głosie. - Jak już odpuści naszemu kapitanowi.

- To bolało, wiesz? - Hux złapał się za bok i starał się rozmasować uciążliwe miejsce. Kylo naprawdę powinien sobie zdać sprawę, że ludzie odczuwają ból. A może on doskonale to wiedział? - Poza tym masz 13 przykład, on jest prosty. Liczysz deltę. Potem x podstawiasz do funkcji liniowej i masz y. Koniec. Ewentualnie puszczasz mimo uszu jej wąty i nie rozgniatasz w ręku kredy myśląc, że to jej szyja - streścił krótko Armitage. Nie był geniuszem, ale schematy z łatwością wchodziły mu do głowy. Nie chodziło o to, by rozumieć, tylko żeby zastosować po raz setny to samo działanie. Dodatkowo Hux nie cierpiał kredy na czarnych ubraniach, zarówno swoich, jak i Rena.

Kylo westchnął cicho, ale bardzo cierpiętniczo.

- Jak to się podstawiało?

Hux miał ochotę przywalić głową Kylo w ławkę.

- Gdzie ty byłeś przez ostatni rok? To, co równa się x, wpisujesz w miejsce x!

- Panie Hux, skoro ma pan tyle do powiedzenia, to może wypowie się pan przy tablicy? - zganiła go nauczycielka.

Hux zamilkł wymownie, chowając się za plecami chłopaka siedzącego przed nim. Najwyraźniej Poe skończył już zadania i czar miłości prysł.

- Tak właśnie myślałam. Zapraszam kolegę do tablicy - rzuciła i patrząc w dziennik sprecyzowała - Solo, raz dwa, nie mamy całego dnia.

Przy Snoke Kylo zapominał, że nienawidzi, gdy ktoś próbuje nazywać go Benem Solo. Spiął się i rzucił Huxowi rozpaczliwe spojrzenie, po czym ruszył w kierunku tablicy. Jak na ukamieniowanie. Kreda w jego dłoni była niczym kąsający wąż, a zadanie gorsze od prac Herkulesa. Ociągał się strasznie, wielokrotnie zacinał, ale w końcu coś tam naskrobał. Oczywiście źle, jednak nie tak bardzo jak zwykle. Matematyczka rzuciła wściekłe spojrzenie na Armitage’a.

- Panie Hux, Pan mu zrobił to zadanie?

- Ależ skąd - zapierał się, nieumiejętnie kryjąc ironię. Lubił życie na krawędzi, zwłaszcza na matematyce.

- W takim razie od dziś pana zaliczenie, panie Hux, zależy od wyników pana Solo.

Cliche, pomyślał Hux, w dodatku jeszcze touchee.


- Przepraszam najmocniej, ale muszę wyjść z klasy. Chyba będę wymiotować.

- Armitage Hux, przywołuję pana do porządku, to jest szkoła!

Hux  z powrotem zasiadł w ławce, aczkolwiek odruch wymiotny mu nie minął. Pół klasy chichotało pod nosem.

- Dlaczego Dameron nie może go uczyć? Jest przecież najlepszy. - Hux walczył o resztki swojej godności.

Kylo dalej sterczał pod tablicą, nie za bardzo wiedząc co ma teraz zrobić. Zabić nauczycielkę? Zabić Huxa? Zabić siebie samego? Ciężki wybór. Mógłby też spróbować wydukać, że pomoc Armitage’a nie jest mu wcale potrzebna, ale matematyczka była tą jedyną na caluśkim świecie osobą, która pozbawiała go animuszu. Więc zamiast coś wrzasnąć, pokłócić się, spróbować kogoś przy okazji pobić i prawie udusić, podpierał ścianę, kompletnie ścięty strachem.

- Nie może, bo pomaga już uczniowi z równoległej klasy - wydawało im się, że Snoke zaraz pęknie z wściekłości, przez to, iż ktoś odważył się tknąć jej świętą krowę.

To naprawdę niezdrowa relacja, pomyślał Hux. Zaraz potem pomyślał o jego “przyjaźni” z Kylo, jednak oni wciąż zachowywali pozory normalności. Szczególnie jeśli chodziło o okazywanie sobie uczuć, duszenie, podbijanie oczu i te sprawy.

- Ok, dam mu te korki - poddał się Hux, z głośnym westchnieniem opadając na oparcie krzesła.

Kylo, uznając, że to koniec jego próby, wsunął się w przejście między ławkami i na swoje miejsce. W swoich myślach, Hux wbijał mu długopis w dłoń.

- Proszę się do mnie zgłosić po lekcji, dam wam materiały. A, skoro nikt już nie ma nic do powiedzenia, zaczniemy lekcję i może wreszcie się czegoś nauczycie - ogłosiła nauczycielka i wstała z krzesła, by zapisać temat na tablicy.

Przez całą lekcje żaden z nich nie wypowiedział ani słowa. Hux był po prostu wściekły, a Kylo nie wiedział co powiedzieć, bo przepraszać nie potrafił. A przynajmniej tak sobie powtarzał (codziennie rano, gdy mył zęby). Po dzwonku Hux pomaszerował po materiały i bez słowa minął Rena, który, okropnie zagubiony, poszedł za nim. Mieli teraz okienko przed literaturą, to zwykle na nim Kylo streszczał Huxowi lektury i pomagał uporządkować jego wiedzę na zajęcia. Jednak teraz jedyne o czym Hux marzył, to papieros i święty spokój, dlatego zamiast na ich zwykłe miejsce obok automatów z piciem, od razu skierował się do wyjścia ze szkoły i za choinki, gdzie uczniowie zwykli uciekać na dymka. Oczywiście, że palenie na terenie szkoły było zabronione, ale zarówno uczniowie, jak i nauczyciele wyszli z założenia, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Na dworze było zdecydowanie za zimno jak na początek września, wiał wiatr i zbierało się na deszcz. W sumie to dobrze, że nie świeciło słońce, bo wtedy Huxa by już zupełnie szlag trafił. Cisza pomiędzy nimi dość szybko zaczęła się przeciągać i nikt nie miał zamiaru jej przerwać. W końcu Kylo ni to burknął, ni to mruknął coś w stylu “co teraz?”, ale było to tak niezrozumiałe, że gdyby nie stopień ich znajomości, to Armitage pomyślałby, że Ren właśnie się zadławił własnym językiem.

- Nic. Ja, w przeciwieństwie od ciebie, chcę zdać ten rok, a nawet przy moich kontaktach z nauczycielami, ta kobieta sprawi, że obleję, jeżeli ty nie zaczniesz pisać testów co najmniej na czwórki - powiedział, po czym zaciągnął się po raz ostatni i wyrzucił peta na ziemię, przydeptując go. - Dlatego nauczę cię tych durnych schematów, choćbym miał cię głodzić.

Mimo ogólnej złości na obrót sprawy i praktycznie zepsucie sobie całego roku szkolnego, Hux po raz pierwszy od dawna czuł, że ma nad Kylo władzę. Może i brzmi to śmiesznie, biorąc pod uwagę to, że jedyne, co go w tej chwili wywyższało to znajomość wielomianów, to tym razem Ren nie miał nic do powiedzenia, musiał zaakceptować narzuconą mu władzę i słuchać się jej. Oto dzień błogosławiony w swoim przekleństwie.

Kylo zacisnął z całej siły zęby, bo poczuł się, jakby wraz z przydeptanym papierosem, zgnieciona została jego duma.

- A jak nie będę się uczył? Po prostu wylecisz? - uśmiech, który zawitał na jego ustach był kurewsko nieprzyjemny.

Hux obrócił się i, mimo że był niższy, chwycił Kylo za kurtkę, był naprawdę wściekły i gotowy, by pchnąć drugiego chłopaka na ziemię i okładać pięściami, póki ten nie zacznie błagać o litość.

- Posłuchaj mnie, śmieciu, jeżeli ja zawalę, ty pójdziesz na dno razem ze mną. I nie mówię tylko o tej jebanej matematyce. Pójdziesz na dno życia, nie osiągniesz nic i jeszcze wrócisz na kolanach, błagając o wybaczenie. - Hux praktycznie syczał na Rena, ich twarze były blisko, oczy głęboko wpatrzone w siebie, walcząc o dominację. Kylo był wyższy, Armitage był zdeterminowany.

- Puść mnie Hux - głos, który wydobył się z gardła Rena był zimny i niski, niczym głuchy warkot. Napięcie wzrosło, można było wyczuć, że od mierzenia się wzrokiem zaraz przejdzie do rękoczynów.
Chwyt Huxa zacisnął się mocniej, by za moment puścić zupełnie. Armitage ostatni raz spojrzał na Kylo, po czym wyminął go, celowo szturchając ramieniem i odszedł w kierunku szkoły. Nie zaszedł daleko. Ren chwycił go za kołnierz kurtki, po czym uniósł do góry. Miał ochotę obić mu twarz. Hux natomiast uważał, że zarówno  ta pozycja, jak i sytuacja, jest mu strasznie nie po myśli, ale nim Ren wymierzył mu pierwszy cios, spróbował poddusić czy cokolwiek tam zamierzał, Armitage po prostu ugryzł go w rękę - może nieszczególnie honorowo, ale jakże taktycznie, szczególnie, że Kylo nie miał na sobie żadnego odzienia wierzchniego poza cienką bluzą. Puścił go momentalnie, jednak nim Hux zdążył się odsunąć, Kylo zwalił go z nóg prostym hakiem i docisnął do ziemi.

Może właśnie w tej chwili twarz Huxa zmieniłaby się w krwawą miazgę, ale przeszkodzili im pozostali uczniowie.

- Taki kurna - wysapał Ren starając się wyrwać kilku chłopakom, w tym Dameronowi - mocny w gębie, a jak co przychodzi to gryzie jak dziecko.

Wszystkim wydawało się, że Huxa nie trzeba będzie odciągać i to był błąd. Gdy się podniósł, zobaczył Kylo na ziemi, przymierzył się do zasadzenia mu kopa w twarz, ale powstrzymał go silny uchwyt na ramieniu.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Antidotum na niepokój cz.1



Pisane wraz z HaruTheLilRunaway i również jej dedykowane. I Marcinowi też, bo wytrzymuje moje gadanie w kółko o fanfickach. Kocham Was <3

Mówi się, że życie w liceum nie jest aż takie złe. Otóż fakt podstawowy jest taki, że każdy kto tak mówi, jest kłamcą i bawi go cierpienie innych. Armitage Hux zdecydowanie nie uważał, by liceum było najlepszym czasem jego życia, nie żeby kiedykolwiek dobrze się bawił gdziekolwiek. Nie mniej jednak przesiadywanie po osiem godzin dziennie pięć dni w tygodniu w budynku pełnym bandy źle ubranych, nieuczesanych i niezorganizowanych dzieciaków,  było przeprawą gorszą niż cokolwiek innego. Myślał, że gimnazjum było złe. Och, jak bardzo się pomylił. W gimnazjum wszystko można wytłumaczyć tym, że dorastanie, burza hormonalna i ogólne wyrwanie się z piaskownicy, więc każdemu wtedy troszkę szajba odbija. Jednak gdy wkraczasz w ten ostatni etap edukacji, który zwieńczony ma być egzaminem dojrzałości, liczysz na pewien poziom, który reprezentować mają przyszli absolwenci. Jak łatwo można się przejechać na tych złudnych wyobrażeniach.

Zaczął się drugi rok nauki i Hux nie spodziewał się już żadnych zmian.

- Witam państwa na naszych pierwszych zajęciach wychowania fizycznego, przypominam wszystkim dziewczynom, że powinny mieć związane włosy - poinformowała wuefistka żeńską grupę. Chłopcy w grupie obok rozleźli się na wszystkie strony, oczywiście ich nauczyciel jeszcze nie przyszedł. Hux po raz setny przeklinał tę szkołę za brak zorganizowania i spójnych reguł.

- Proszę pani, skoro my mamy wiązać włosy, to Ben Solo też powinien - odezwała się jedna z dziewczyn, Armitage doskonale wiedział która.

Wśród jej grupki rozszedł się nieskrywany chichot. Hux obrócił głowę w stronę swego kolegi, który z warknięciem niezadowolenia z całej siły rzucił piłką do kosza w ścianę. Piłka odbiła się pod bardzo niefortunnym (a może i fortunnym?) kątem, uderzając stojącego obok Poego Damerona w twarz. Hux ledwo powstrzymywał chichot.

- Otaczają mnie idioci - powiedział pod nosem i ruszył ustawić się na linii, ponieważ ich wuefista raczył łaskawie stawić się na swoich zajęciach.

Mężczyzna zaczął sprawdzać obecność, a Hux, po raz nie wiadomo który, westchnął cicho.

- Boyega Finn?

- Jest!

- Dameron Poe?

- Jestem!

Hux obserwował całą grupę. W rzędzie przed nim stał Poe Dameron, wysoki, o śniadej cerze, z kompletnie niezrozumiałym dla Armitage’a upodobaniem dla pomarańczowego. Nie zrozumcie go źle, Hux, który w końcu sam był rudy, nie miał nic do tego koloru, ale dobór ubrań Damerona… Nie. Po prostu kurwa no nie. Boże, czy ty to widzisz? Nie miałby do niego nic, nawet szacunku, gdyby chłopak nie był geniuszem matematycznym. Na nieszczęście Huxa znajdowali się w jednej klasie, czego znoszenie sprawiało mu spory problem. Natomiast Finn… Był idealnym okazem nijakości, ani mądry, ani głupi, z niczego wybitny, ale również nie można go było zaliczyć do kompletnych idiotów. Chodził do równoległej klasy, był zastępcą jej przewodniczącej, co było kolejnym powodem, aby go nienawidzić.

- Hux Armitage?

- Obecny.

- Solo Be...

Och, zaczyna się, pomyślał Hux. Chciałby, żeby albo nauczyciele, albo jego upierdliwy kumpel w końcu odpuścili sobie te szopki, ale nie.

- Jestem Kylo Ren - przerwał mu, nie podnosząc nawet tak bardzo głosu, Hux był  prawie pod wrażeniem.

- Chyba chciałeś powiedzieć Crylo - mruknął Dameron. To chyba za ten cios w twarz, ale Kylo kompletnie nie zwracając na to uwagi, ruszył w kierunku Poe, prawdopodobnie, żeby poprawić to, czego nie potrafiła dobrze zrobić piłka. Hux czekał na dzień, gdy nie będzie musiał się wstydzić za Kylo, lecz to nie był ten dzień. I pewnie nie nadejdzie dopóki nawet on będzie akceptował tę emo ksywę. Chłopcy zostali szczęśliwie powstrzymani przez nauczyciela i postawieni po przeciwnych stronach szeregu.

- Skoro to pierwsze zajęcia, to zaczniemy od czegoś przyjemnego. Piłka nożna, panowie! - ogłosił wuefista, przypominając również, żeby pamiętać o zwracaniu się do niego per trener. Hux zastanawiał się czemu w takich okolicznościach nie mógł stosować wybranego przez Kylo imienia, jeżeli sam miał pianę w ustach, gdy ktoś mówił do niego „proszę pana”.

Szereg chłopców westchnął niemal jednocześnie. Po tym niezwykle zsynchronizowanym oddechu, nastąpił mniej zsynchronizowany w-prawo-zwrot oraz zupełnie niezsynchronizowany bieg wokół sali gimnastycznej. Za chwilę za grupą męską ruszyły dziewczyny. Po chwili Kylo zrównał się z Huxem, choć ten dobrze wiedział, że mógłby biec od niego dużo szybciej.

- Nie mógłbyś choć raz odpuścić? - zapytał Hux.

- Tobie czy im? - odburknął Kylo.

- Nam wszystkim, Ren. To tylko imię na durnym WF-ie, wiesz ile razy dziennie przekręcane są nazwiska uczniów w tej szkole?

- Och, to może nagle polubisz jak zwracają się do ciebie per Armi, co? - mimo tego, że się odgryzał, to doceniał nazwanie go Renem.

Armitage niechcący specjalnie podstawił mu nogę. Kylo potknął się, nie zwalniając jednak tempa.

- Odezwij się tak jeszcze raz, a nie ręczę za siebie.

Kylo nie był już tak wyrafinowany. Po prostu położył dłoń na ułamek sekundy na ramieniu Huxa, po czym pchnął go w bok i odbiegł. Hux z piskiem butów wylądował na ziemi dwa metry dalej. Za każdym razem to samo. Kolumna uczniów mija tego śmiesznego rudego dzieciaka, który został popchnięty przez tego śmiesznego emo dzieciaka. Hux podniósł się z podłogi, którą zdążył wypolerować na błysk swoją białą koszulką, po czym wrócił do biegu. Rozliczy się z Kylo później.

Na samym przodzie Kylo ścigał się z Rey, przewodniczącą równoległej klasy. Przegrywał, choć nieznacznie, ale Huxowi wydawało się, że jego furia jest wręcz namacalna. Zawsze była od niego lepsza, czego Ren nie mógł znieść, zawsze oskarżając ją o oszustwo. Oczywiście tymi oskarżeniami pogrążał siebie jeszcze bardziej, a Huxa razem z nim. Z jakichś powodów społeczność szkolna uznawała tę dwójkę za jeden organizm, duet nierozłączny, czego Armitage nigdy nie planował, zasiadając po raz pierwszy w ławce z tym nieokrzesanym kolesiem. Spokojnym tempem dokańczał dziesiąte okrążenie, podczas gdy Kylo wypluwał płuca na mecie. Po kilku innych niezwykle zabawnych ćwiczeniach rozgrzewkowych, koszulki zostały rozdane, piłka w grze.

Jest to powszechnie posiadana wiedza, że chłopcy lubią piłkę nożną. I tylko ją. Odmówią każdej innej aktywności fizycznej, jeżeli nie zawiera ona kopania piłki. Potwierdzone info. Tak więc na jednej połowie boiska chłopcy biegali za piłką, po drugiej stronie dziewczyny grały w kosza, ponieważ według powszechnie posiadanej wiedzy nie są one predysponowane do kopania piłki. Do drużyny Armitage’a trafił Kylo (jakże by inaczej, chociaż Hux czekał na dzień, gdy będzie mógł wycelować piłką prosto w Kylo i zrzucić to na warunki gry) oraz Poe. Pozostałych chłopaków Hux nie znał i nie zamierzał. Ich drużyna z góry spisana została na straty, Kylo za pięć minut zejdzie z czerwoną kartką, Poe uzna że będzie “krył” Finna (czytaj: stał na tyle blisko, by przypadkowe dotknięcia zrzucić na warunki gry), a Huxowi nie chciało się dziś specjalnie pocić. Gra zapowiadała się fascynująca, dopóki garstka dziewczyn, z Rey na czele, nie porobiła maślanych oczu do pana trenera, by także mogły zagrać. Powszechna wiedza na temat predyspozycji dziewczyn do danego sportu musiały ustąpić słodkim oczętom młodych dam oraz założeniom równouprawnienia. Ale ponieważ trener bał się o to, by koleżanki nie zostały poturbowane, wystawił je przeciw najsłabszej drużynie. Wtedy też Poe zaczął zwracać uwagę na to, co dzieje się na boisku, a Kylo skupił się na ataku. Hux nie poczynił żadnych większych starań, by wygrać mecz, dopóki Ren nie zaczął wołać na niego Armi przez pół boiska. Wtedy też Hux zajął się strategicznym aspektem gry, dzięki czemu zmuszał Rena do przebiegów spod jednej bramki do drugiej. Zapowiadał się długi WF.

Grali długo, aż do dzwonka, choć zwykle już na kwadrans przed końcem lekcji upominali się o wcześniejsze wypuszczenie do szatni. Hux tak naprawdę nie miał szczególnych chęci, by wygrać, o wiele bardziej pragnął sprawić, aby twarz Kylo spotkała się z jego butami, ale bycie w jednej drużynie skutecznie pokrzyżowało mu plany. W końcu udało im się ugrać remis, co kompletnie nie zadowoliło ani jego, ani Rena, reszta drużyny miała to gdzieś, przynajmniej pogapili się na dziewczyny. Grupie męskiej zawsze bardzo odpowiadało, gdy Kylo tak zawzięcie pragnął wygranej z Rey, ponieważ do końca WF-u nie musieli nic robić, a trener nawet nie ważył się przerwać gry. Był to jeden z nielicznych powodów, dla których rocznik Huxa tolerował niestabilności ich kolegi.

Zeszli do szatni marudząc.

- Wyglądasz jakbyś miał wyzionąć ducha - rzucił Kylo niby mimochodem, sam mimo szaleńczej gry nie wyglądał na za bardzo zmęczonego.

- Gdybyś choć raz odpuścił, to nie musiałbym wyglądać przez resztę dnia jak mokry szczur. Zdajesz sobie sprawę, że wrobiłeś nas w godzinę biegania za piłką jak banda kretynów? - odpowiedział Hux, ściągając z siebie koszulkę i równo ją składając. Szukał w torbie ręcznika. Spóźni się na matmę, ale prysznic był obowiązkowy. Musiał się streszczać zanim wejdzie tam Poe i sprawi, że wszytko będzie niezręczne.

- Gdybyś się bardziej przyłożył, to wygralibyśmy zamiast zremisować – warknął, ruszając za nim z ręcznikiem i klapkami w jednej dłoni, koszulkę zdjął już wcześniej, podczas Huxowej tyrady, więc szurał za nim boso w samych dresowych spodniach. Tych modnych, z Adidasa, zwężanych u dołu.

- Nie mam zamiaru przykładać się do czegoś, w czym nie mam żadnego interesu, a twoja śmieszna rywalizacja z tą dziewczyną mnie nie interesuje. Zawsze znajdzie się jakaś laska, która we wszystkim musi być najlepsza, ale to czas pokaże kto zwycięży na końcu. - Mówiąc to, Hux nie miał jeszcze świadomości, że jego plany wyższego zwycięstwa także zostaną pokrzyżowane. Tymczasem wszedł pod prysznic, pozwalając, by szum gorącej wody zagłuszył Rena. Ten po prostu prychnął i umył się szybko, żeby nie wchodzić w ponowną konfrontację z Huxem. To nie tak, że obawiał się, iż przegra. Po prostu ich wzajemne stosunki były co najmniej dziwne. Czasem był pewien, że nienawidzi Armitege’a, bo cała ta jego maniera przyprawiała go o ból głowy, ale w inne dni mógł z nim dyskutować, przerzucać się wyzwiskami albo po prostu milczeć i wydawało mu się, że znają się z Huxem od zawsze. Dziwny był ten mały, rudy dzieciak, niby ułożony, działający według zasad, a z drugiej strony… Cóż nieraz wychodził z niego ryży diabeł, który w sprytny sposób wykorzystywał i pomiatał wszystkimi naokoło. Kylo nie przyznałby się przed nikim, szczególnie przed sobą, że całkiem mu to imponowało.

Po niedługim czasie wszyscy się ogarnęli i wyszli z szatni. Hux, mimo poirytowania w stronę Kylo, czekał na niego przed wyjściem, aż ten zawiąże swoje zdecydowanie za wysokie glany, by mogli zrównać się krokiem. Mógł się na niego wściekać, jednak czas szkolny pokazał, że mieli tylko siebie, a gdyby spojrzeć szerzej, to Kylo nie był wcale taki najgorszy. Owszem, miał swoje wady. Wiele wad. Więcej wad niż zalet. Jednak były momenty, że można je było odsunąć na drugi plan i po prostu być dobrymi kumplami.