...

niedziela, 25 marca 2018

Antidotum na niepokój cz.30

Niedługo później siedział w samochodzie Phasmy, będąc w drodze do Kylo.
Naprawi to teraz albo nigdy.

- Wyznasz mu teraz miłość, czy o co chodzi? - dopytywała dziewczyna.

- Nie, ale wyjaśnię kilka rzeczy. Przeproszę go. Dalej niech się dzieje, co chce - powiedział.

Phasma zagwizdała z podziwem.

- W sumie to nawet lepiej, niż jakbyś miał mu wyznać miłość, to by było trochę lamerskie w tej sytuacji - stwierdziła, przypominając sobie wszystkie filmy dla nastolatek, które uwielbiała, nim liceum zniszczyło jej nadzieje.

Gdzieś w środeczku czuła niemałe podekscytowanie, że bierze udział w tak kliszowym scenariuszu. Taka grzeszna przyjemność, której rzecz jasna nie okazywała z zewnątrz.

- I tak jestem strasznym frajerem, więc co za różnica - mruknął, patrząc przez szybę na mijane światła.

- Nie jesteś frajerem, jesteś zakochany.

Hux był pewien, że zwymiotuje, jak tylko wysiądzie z auta. Nie wiedział, co powie, nie myślał o niczym. Zaczął jednak wątpić, czy dobrze robi. Ale nie było już odwrotu, Phasma by na to nie pozwoliła. Gdyby się rozmyślił, pewnie poszłaby sama.

Gdy dojechali, Hux ociągał się z wyjściem z samochodu. Wszystkie światła w domu były zgaszone, może gdzieś wyszedł?

- No idź, nie mam całej nocy - nalegała Phasma.

Czuł jak waliło mu serce, jak przyspieszył oddech. Zacisnął dłonie w pięści. Teraz albo nigdy. Wyszedł i trzasnął drzwiami. Przeszedł pod drzwi, przeklinając w myślach. Zadzwonił raz. Potem drugi, trzeci, czwarty. Obrócił się do Phasmy. Ta, obserwując wszystko przez okno, pokazała mu kciuka w górę. Komiczne. Czekał. Teraz spostrzegł, że nie ubrał żadnej kurtki, choć niekoniecznie czuł zimno. Czekał i był niespokojny. Dziś albo się pogodzą, albo zginie okropną śmiercią.


Kylo spał, gdy do dzwonek rozbrzmiał po całym domu. Zastanawiał się, kto to może być. Czyżby jego mama wróciła? Zapomniała czegoś bardzo ważnego? Niemożliwe, co najwyżej poprosiłaby go, aby odesłał jej to pocztą. Boso, w dresach i rozciągniętej koszulce poszedł otworzyć drzwi.

Gdy ujrzał bladą twarz Huxa, stanął jak wryty.

- Cześć - przywitał się Hux, zapominając jak się oddycha.

Kylo wyglądał na zdziwionego, Hux nie był tym faktem zaskoczony, w końcu jak mógł się go spodziewać. Rozczochrane włosy, bose stopy, zaspane spojrzenie - jakby został wyrwany z transu.

- Co ty tu robisz?

- Przyszedłem cię przeprosić - powiedział bez zbędnych wstępów.

Chciał to mieć za sobą, zanim zejdzie na zawał.

Kylo stanął przed nim z założonymi rękami, jakby się spodziewał, że to żart i zaraz Armitage parsknie śmiechem wytykając mu, jak beznadziejną porażką życiową jest. Nic takiego się jednak nie stało, Hux stał przed nim dalej i czekał.

- Właź do środka, nie będziesz do cholery sterczał tu z tymi kijkami.

Hux posłusznie wszedł do domu, nie zaszedł jednak daleko, bo zatrzymał się na korytarzu. Niech Kylo tego nie odwleka, niech mu zada pytanie, Hux był spanikowany do granic, jednak fakt, że Kylo nie trzasnął mu drzwiami przed nosem dał mu jakąś nadzieję. Oparł kule o ścianę i stanął wyprostowany, chciał chociaż w najmniejszy sposób nie wyglądać tak beznadziejnie jak się czuł.  

- Zachowałem się jak skończony dupek i masz prawo być na mnie zły. Uderz mnie, jak chcesz, zasługuję na to - powiedział, nie mogąc już znieść napięcia. - Nie powinienem cię tak traktować, przepraszam, że cię ignorowałem i byłem tak chujowym i niewdzięcznym przyjacielem.

Kylo stał i patrzył. Nie mówił nic przez dłuższą, tak bardzo okropną chwilę, po czym podszedł do Huxa. Armitage stał już prawie na baczność, cała postawa Rena skłaniała go do stwierdzenia, że zaraz oberwie i to srogo. Jego prawa dłoń uniosła się, a Hux przymrużył oczy.

- Jesteś deklem - mruknął przyciągając, go do siebie ramieniem.

W jednej chwili z Rena zeszła cała złość. Ból zniknął. Czuł się znów na miejscu.

Hux otworzył oczy dopiero, gdy poczuł, jak Kylo obejmuje go, zamiast wysunąć mu pięścią w twarz. A zdecydowanie zasługiwał na to drugie. Jednak, gdy zrozumiał, że jest bezpieczny, przytulił Kylo. Jego serce nie przestawało bić szybciej niż powinno. Czy to było takie proste? Czy wystarczyło przyjść i przyznać się do winy? Dlaczego tyle się ociągał? Tak dawno go nie widział, nie dotykał, nie czuł. Wpadł zupełnie, w tamtym momencie zrozumiał, że nie było już dla niego ratunku. Nic innego nie miał już znaczenia.

- Przepraszam - powtórzył jeszcze raz.

Cieszył się, że Phasma nie może tego zobaczyć. Musiała myśleć, że Kylo już dawno rozbił mu głowę o ścianę. Ale to też nie miało na tę chwilę znaczenia.

- Hux? - Nie puścił go, bo bał się spojrzeć mu w oczy - Dlaczego tak?

Hux nie wiedział, co powiedzieć. Dlaczego jak? Dlaczego przeprasza? Dlaczego tak się stało? Nie mógł odpowiedzieć na to pytanie, było za wcześnie.

- Nie wiem - wydusił w końcu. - Spanikowałem, bo nie wiedziałem, co z tym wszystkim zrobić. A potem było jeszcze gorzej. I musiałem to naprawić. Bo nie chcę się z tobą kłócić, Kylo, nie w taki bezsensowny sposób.

Ren puścił go w końcu i zlustrował wzrokiem.

- Przyszedłeś tu na nogach?

- Nie, co ty, jak niby? - wskazał na kule. - Phasma mnie przywiozła. Czeka w samochodzie, ale nie musimy się spieszyć.

- Przywiozła cię? - Ren spojrzał w kierunku podjazdu.

Poczuł ponowne ukłucie, po czym się otrząsnął. Hux tu był i to dzięki Phasmie. Zamiast się rzucać, powinien być jej wdzięczny. Rozejrzał się po salonie, było tu całkiem czysto, po czym mruknął:

- Zadzwoń do niej i powiedz, żeby przyszła. Nie będzie tam przecież sterczeć.

- Rozwaliłem swój telefon - przyznał, zaciskając usta w prostą linię.

- Jak to rozwaliłeś?

Chyba nie było już sensu wymyślać tłumaczeń, więc Hux przyznawał się do wszytkiego po kolei.

- Rzuciłem nim o ścianę. Ojciec nie jest zadowolony, ale cóż - wzruszył ramionami.

Kylo parsknął śmiechem.

- Zaraz wrócę - powiedział, zakładając buty.

Na dworze było zimno, ale nie wychodził na długo.  Gdy podszedł do auta, szyba opuściła się i ujrzał kamienne oblicze Phasmy.

 - Wiem, że to wygląda jakbym właśnie popełnił morderstwo, a teraz starał się pozbyć świadka, ale spróbuj mi zaufać, że po prostu zapraszam cię na herbatę.

Phasmie trochę opadła szczęka z wrażenia. W sumie była gotowa dzwonić na pogotowie, a teraz zaczęła się zastanawiać nad policją. Jednak wzrok Kylo wydawał się nie skrywać żadnych innych intencji.

- Okej? Dzięki, już idę - zgodziła się z rezerwą, ale zasunęła szybę, wyciągnęła kluczyki i za chwilę była z Kylo na ścieżce do domu. - Wszystko z wami w porządku? - upewniła się.

Nie przepadała za zmywaniem krwi z dywanu.

- Ta - mruknął. - Jeśli Hux nie zrobił sam sobie znowu krzywdy, to nawet można podsumować tę sytuację jako niekolizyjną.

Phasma była pod wrażeniem.

Gdy weszli do środka, Hux ciągle stał w korytarzu, oczekując na rozwój wydarzeń. Kylo zaprowadził ich do salonu i sam powędrował do kuchni zaparzyć herbaty. Phasma z ciekawością rozglądała się po domu Kylo. Był nieco większy od jej własnego, choć mogło się jej tak wydawać przez pogaszone światła w innych pokojach i ogólną ciszę. Czuć było, że byli sami.

- Nie spodziewałam się tego - przyznała Huxowi, gdy Kylo wyszedł.

- Ja też nie - odparł.

Ostatecznie zeszło z niego całe napięcie, chyba stali na stabilnym gruncie.

- Nie zabił cię, nie posiekał, nie udusił. Sukces.

- Ja was słyszę! - Kylo wrócił z trzema kubkami herbaty ledwo utrzymując je w dłoniach.

- Masz reputację, Ren, cóż poradzę - puściła mu oczko.

To była dziwna sytuacja, jednak Phasma przyzwyczajona była do spontanicznych wydarzeń, a herbatka u Kylo Rena była z pewnością najmniej hardcorową, z jaką miała styczność. Szybko zmieniła zdanie, gdy cisza między nimi zaczęła robić się już niezręczna. Wszyscy doszli do jednakowego wniosku, że w trójkę nie mają o czym rozmawiać, sytuacja była co najmniej absurdalna, a herbata była ciągle za gorąca, by się jej napić, więc tak siedzieli i patrzyli jak kubki parują, dopóki Kylo się nie przełamał.

- W sumie to jak się poznaliście? - zapytał.

- Jezu, Kylo, czy to dąży do pytania nas o to, czy jesteśmy razem.

Kylo się obruszył, ale po chwili pokiwał głową. Reakcja Huxa i Phasmy była natychmiastowa. Phasma wybuchnęła śmiechem, a Armitage schował twarz w dłonie i kompletnie się załamał, zupełnie wątpiąc w swój gust. Tylko Kylo siedział zdziwiony, nie rozumiejąc reakcji. Dziewczyna otarła w końcu łzy i zwróciła się do Kylo, których chyba nieco się zirytował, gdyż był kompletnie poza żartem.

- Kylo, jakby ci to powiedzieć - zaczęła. - Może i lubię Huxa, ale rudzi zdecydowanie nie są w moim typie.  

Po ogromnym falstarcie, który zaliczył Kylo rozmowa już poszła łatwiej. Phasma zaczęła opowiadać jak się poznali, co właściwie było mało spektakularne, ale nie mniej komiczne, bo w owym czasie popularność zdobywać zaczęła aplikacja Tinder. Phasma uznała, że to może być ciekawa zabawa, poza tym zawsze to więcej ludzi, do których można wkręcić się na imprezę, a  także poszydzić z nieudolnych selfie czy najgorszych opisów. Z określonym niewielkim zasięgiem, często wynajdowało jej ludzi ze szkoły, w tym pewnego rudego pierwszoklasistę. Phasma kojarzyła go z korytarzy czy rozdania nagród za różne konkursy, ale przede wszystkim z wiecznie podbitych oczu czy solówek na korytarzach z jakimś emo chłopakiem. Były to dwa sprzeczne obrazy, gdyż zazwyczaj takie kujony trzymają się na uboczu, a bójki nie przeszkadzały Huxowi, by później rozmawiać z nauczycielami, jakby byli starymi znajomymi. Z ciekawości przesunęła w prawo, sparowało ich. Hux nigdy nie powiedział, czemu ją wybrał. Niedługo po tym, jak zaczęli rozmawiać na czacie, w szkole, usunął Tindera, przyznając, że jednak nienawidzi ludzi. Od słowa do piwa i się dogadali. Najbardziej połączyło ich szydzenie z pijanych ludzi na imprezach ówczesnej drugiej A, na które Phasma go zabierała. Drugim wielkim etapem były wakacje i “kwestia Damerona” jak to określała blondynka, jednak o tym Kylo nie powiedziała.

- Miałeś Tinder? - parsknął Kylo.

- Miałem, czas przeszły - odparł Hux.

- Ale po co?

- Wszyscy wtedy mieli - wzruszył ramionami.

Prawdę mówiąc, chciał się upewnić, że naprawdę nie jest nikim zainteresowany na głębszym poziomie. Aplikacja była beznadziejna w tym aspekcie, ale poznanie Phasmy z pewnością było jakimś plusem.

- Ale wiesz, jakie miał śmieszne zdjęcia? - zaśmiała się Phasma, przypominając sobie profil Armitage’a. - Poczekaj, chyba mam screeny.

Wyciągnęła telefon i zaczęła przeszukiwać galerię.

- Jak to masz screeny! - krzyknął Hux. - Ani się waż mu pokazać!

Phasma, samej już płacząc ze śmiechu, pokazała Kylo profil Armitage’a. Bardzo zła technika zdjęć w lustrze, kolejne miało chyba prezentować jego mięśnie, jednak musiałby je jeszcze mieć, kolejne to kot, następne także kot, aż w końcu on z kotem. Pierwszą wiadomością, jaką Phasma wysłała Huxowi była propozycja kursu z selfie.  Ta poważna, ale imitująca pociągającą mina wyglądała bardzo ciekawie z kontrastem kota, który jakby wszedł w kadr. No i to jednak pierwsza liceum. Nikt nie ma dobrych zdjęć w pierwszej liceum.

- Ja wychodzę - ogłosił Hux, gdy Kylo nie mógł oderwać wzroku od ekranu.

I rzeczywiście wstał i pokuśtykał do wyjścia. Stanął w skarpetkach na wycieraczce i wyjął papierosy w kieszeni. Wróci, jak temat zejdzie z upokarzania go, tymczasem relaks i tytoń.

Kylo pokręcił głową.

- Wyślij mi to.

- Jasne - zgodziła się, otwierając czat. - Dodam cię do znajomych. Tylko mu nie mów, bo mnie zabije.

- Ciebie? - zaśmiał się. - Coś nie potrafię sobie wyobrazić.

Telefon zabrzęczał, gdy dostał zaproszenie. Kliknął, by zaakceptować, po czym zauważył, że należą do podobnych grup i słuchają prawie tych samych zespołów.

 - Naprawdę lubisz Parkway Drive?

- Wow, słuchasz czegoś poza emo pierdoleniem?

Prychnął.

- Oczywiście, że tak. Byłaś kiedyś na ich koncercie?

- Za kogo ty mnie uważasz Kylo. Byłam i to dwa razy.

- Pod barierką chociaż?

- Phi… Prawdziwa zabawa jest w środku młyna.

Polubił ją. Nawet umówili się na najbliższy koncert Stick to Your Guns. Gdy Hux wrócił do środka, strząsając z siebie chłód, zastał ich słuchających jakichś krzyków, miotających się na kanapie jakby ich opętało. Jakoś nie połączył wątków, że oboje mają za głośny gust muzyczny. Ale może i lepiej dla niego, nie będą go więcej ciągnąć do piekła koncertów metalowych. Wszedł do salonu i zajął miejsce, tym razem, obok Kylo. Nawet uśmiechnął się lekko widząc, jak ta dwójka się razem bawi.
Phasma przełączyła utwór.

- A to słyszałeś?

Kylo pokręcił głową po czym skupił się na piosence. Jak on w ogóle mógł coś z tego wyłapać? Hux kompletnie nie rozumiał. W końcu muzyka trochę przycichła, a on i Kylo siedzieli obok, stykając się ramionami i kolanami. Niby nic, ale czuł jego ciepło.

Hux czuł na sobie znaczący wzrok Phasmy. Umyślnie wybrał siedzenie obok Kylo, z jednej strony pragnienie dotyku rozrywało go od środka, ale z drugiej, gdy Kylo był blisko, miał wrażenie, że wszyscy wiedzą, co Hux myśli. Nie odsunął się, bo to by było dziwne. Ale niewiedza Kylo czyniła wszystko takim trudnym.

Niedługo później Phasma i Armitage zaczęli się zbierać, godzina była późna, a oni poniekąd wybiegli nagle z domów. Dopili resztę herbaty, Kylo odprowadził gości do drzwi. Hux zauważył, że Ren wyglądał o wiele lepiej niż gdy tu przyszedł. Ulżyło mu, że już po wszystkim.

Kylo pomachał Phasmie, która powiedziała, że czeka na najbliższy koncert, za to gdy w holu został tylko Hux, uśmiechnął się szeroko. Dawno tak nie robił, wydawało mu się, że jego policzki są tak nie przyzwyczajone, że zaraz pękną w kącikach.

- To widzimy się jutro w szkole, co? - zapytał Hux.

- Tak, postaram się nie zaspać - mruknął.

Znowu to samo. Pomachać, przytulić, nie zrobić nic? Czekał na reakcję Huxa, nie chciał wszystkiego popsuć, kiedy ten wieczór był naprawdę przyjemny.

Hux nienawidził tych momentów, bo były tak niezręcznie niejasne. Czy coś mogło go zdradzić? Który ruch to było za dużo? Ale musieli coś z tym robić, bo inaczej za każdym razem, gdy będą się żegnać, problem nie zniknie. Przytulali się już nie raz, niezależnie od niesionych za tym uczuć. Hux doszedł do wniosku, że dla Rena on ciągle jest neutralny. Dlatego odważył się i go objął, nie za długo, nie za mocno. Na tyle, by go poczuć i nie zasnąć potem w nocy.

sobota, 24 marca 2018

Antidotum na niepokój cz.29


Gdy wrócił do domu, jego mamy na szczęście nie było. I dobrze, nie wiedziałby jak wytłumaczyć swój wrzask, który poniósł się po ścianach, obracając w proch panującą tu ciszę. Widział się w lustrze w przedpokoju, bladego, dyszącego, ze szklistymi oczami.

Stał przed nim nikt.

Dokładnie tak.

Plecak został rzucony z takim impetem, że lustro nie miało żadnych szans. Następna w kolejce była szafka na buty, po oberwaniu glanem, z trzaskiem wywalił lewą ściankę. Patrzył w zwolnionym tempie na drewniane drzazgi lecące w powietrzu. Kopniak nim zachwiał, ledwo utrzymał równowagę. Gdyby marynarka Huxa, wisząca wśród innych kurtek była istotą ożywioną, właśnie zadrżałaby trwożnie. Z resztą słusznie, bo chwilę później leżała w  strzępach. Kylo nie potrafił się uspokoić, walił w ściany i meble, aż nie zmęczył się na tyle, aby osunąć się na ziemię. Dygotał jak w febrze, siedząc gdzieś pośród kawałków drewna, strzępów materiału i odłamków lustra.

Ruina. Zarówno pomieszczenia, jak i człowieka.

Mijały minuty, zdał sobie sprawę z tego, że krwawi, dopiero po pewnym czasie. Ale krwawił mocniej w środku niż na zewnątrz. Włożył rozciętą dłoń pod zimną wodę w kuchni, chciałby, żeby jego problemy spływały z niego równie łatwo. Różowa woda znikała w odpływie, a on czuł, że wcale mu to nie pomogło, był teraz nie tylko zły, zdradzony, ale i cholernie zmęczony.

- Hux ty chuju - mruknął, gdy szukał jakiegoś bandaża, bo krew nie chciała przestać ciec.

Może będzie potrzebował szwów? Na pewno ich potrzebował, tylko, że na duszy. Jak mógł mu zaufać? Jak mógł być w ogóle tak głupi, żeby to zrobić? Przez głowę Kylo przepływały setki wspomnień i wszystkie były tak rude, że miał ochotę rozwalić coś jeszcze. Dlaczego mu tak zależało? Dlaczego nie mógł sobie odpuścić? Jakim cudem pozwolił, żeby stać się od kogoś tak zależnym? Tak naprawdę mógł zniknąć i nie odebrałby z życia nikogo tyle, żeby naprawdę kogoś to zabolało. Działało to i w drugą stronę, nie miał też nikogo, na kim zależałoby mu jakoś szczególniej. Aż do momentu poznania Huxa.

Przechodząc przez przedpokój zobaczył pobojowisko, które zostawił. Spróbował to posprzątać, ale nie mógł zrobić wiele więcej od pozbierania mozaiki drewna, szkła i materiału. Odłamki lustra pokaleczyły mu palce.

Tak jak pokaleczył je na Armitage’u. I będzie miał teraz blizny, od noszenia go w środku.

Z nim czuł się w końcu ważny, bez niego bycie nikim zaczynało go irytować. Wyszedł na idiotę. Był przerażony tym, że nie potrafił znieść, iż nie ma Huxa na własność. Przecież to normalne, zwyczajne i kompletnie nie do zaakceptowania przez Kylo. Hux poprawiał jego rzeczywistość, stwarzał mu poczucie normalności i zwyczajności, których nigdy nie miał. Nie chciał się dzielić. Nieważne czy rozmawiał z Phasmą, czy z Poe, czy nawet grał w karty z Rey. Kylo bał się przede wszystkim, że Armitage dostrzegł to coś, co zobaczył w nim przedtem i wujek, i kumple z treningów, i rodzice, i wszyscy w jego życiu. Coś co ich od niego odpychało, a Ren panicznie się bał, że to po prostu jego nijakość, brak jakiejkolwiek wartości. Czy Hux też już się nim znudził?

Chyba miał paranoję, oczekiwał najgorszego od każdego, kogo spotkał na swojej drodze. Codzienne koszmary, odmierzanie czasu wśród pobitych luster, brak snu, tylko ten rozdzierający ból w klatce piersiowej, niczym zawał. Gdyby był pod opieką lekarzy, pewnie powiedzieliby mu, że sam biegnie ku przepaści, chcąc złapać zagładę za ogon. Czy to wszystko było w jego głowie? Tykanie bomby zegarowej ustawało tylko przy nim, ale teraz pędziło szybciej. Na łeb, na szyje, niedługo spadnie.


Otrząsnął się. Leżał na podłodze w swoim pokoju, nie pamiętał kiedy się tu skulił. Panele były zimne, chyba zdrętwiało mu ramię. Ledwo znalazł siłę, żeby ułożyć się na łóżku i usnąć.

***

Hux próbował dzwonić do Kylo, dopóki jego telefon nie padł zupełnie, ale to czy dostanie teraz pieniądze na nowy lub na naprawę, było mniejszym problemem niż sprawa Kylo. Dlaczego wyszedł, dlaczego nie odbierał? Czy aż tak zdenerwowało go, że Hux poszedł rozmawiać? Nie wiedział i nie rozumiał tej reakcji. Może było to związane z tym, co chciał mu powiedzieć? Hux leżał na łóżku z rękami pod głową i patrzył w sufit. Zastanawiał się, co teraz zrobić. Bolała go ta sytuacja, zupełnie nie o to mu chodziło. I jeszcze Poe do tego…

Nie chciał się kłócić z Kylo, nie teraz, gdy jego uczucia wariowały, ujawniając swoje istnienie po raz pierwszy i zapewne ostatni.

Tak się ich bał, że łatwiej było zjebać wszystko.

Był takim tchórzem, naprawdę myślał tylko o sobie. Kylo tyle dla niego zrobił, a on nie potrafił po prostu być dla niego.


Kolejne dni były długie, przemijanie było ciężkie i duszne. Kylo nie odpowiadał na wiadomość, o telefonach nie było mowy, Brendol kazał Armitage’owi oszczędzać na nowy i nauczyć się szacunku do jego ciężkiej pracy, więc Hux odcięty był od świata przez większość czasu. Pierwsze, co robił po powrocie to sprawdzenie, czy Kylo odpisywał na wiadomości. Minęły dwa dni od końca jego zawieszenia, a Ren ciągle nie pojawiał się w szkole i Hux nie mógł pozbyć się poczucia winy. Poe rzucał mu wymowne spojrzenia, Phasma załamywała ręce. Musiał coś z tym zrobić, przecież tak nie można żyć.

***

- Martwię się o ciebie - powiedziała Leia wchodząc do pokoju Kylo i kładąc kubek z herbatą obok łóżka syna.

- Po prostu źle się czuję - mruknął spod poduszki naciągniętej na głowę.

Nie było to nawet kłamstwo, psychicznie był doprowadzony do stanu podrzędnego wraku. Nie miał nawet siły iść szkoły.

- Wiem, wiem. Umówiłeś się już do lekarza?

- Przejdzie mi, mamo. Czasem tak mam. Nie przejmuj się tak.

Kylo wiedział, że jego mama ma wyrzuty sumienia, termin jej wyjazdu zbliżał się nieubłaganie, a ona nie chciała zostawiać go samego i chorego w domu. Ren nie był tym razem na nią zły, bo tak naprawdę chory nie był i chyba chciał nawet pobyć sam. Pocieszał się, że nie było tak źle podczas tego pobytu, nawet miał nadzieję na polepszenie ich kontaktów. Co z tego, gdy nie umiał się tym cieszyć przez Armitage’a.

- Pamiętasz, że mam jutro wylot? Pojadę jeszcze na zakupy, masz jakieś życzenia?

- Chyba nie.

- Wrócę niedługo Ben. Możemy obejrzeć jakiś film, jeśli będziesz chciał.

Spróbował się do niej uśmiechnąć, chyba nawet mu się to udało, bo wyszła spokojniejsza. On natomiast padł zniszczony na poduszki.

To przecież nie tak, że pierwszy raz w życiu ktoś go odrzucił i próbował wymazać ze swojego życia. Schemat w dodatku był podobny, nagły zanik kontaktu, rzadkie odpisywanie na wiadomości, odmawianie spotkań… Przed Armitagem zrobiła to cała masa osób, więc czy Kylo nie powinien być przygotowany i uodporniony? W czym tkwił szkopuł? Ren nie wiedział, a przez to czuł się jeszcze bardziej rozdrażniony i rozedrgany.

Zdecydował, że pójdzie do szkoły w czwartek, może w piątek. Najpóźniej w przyszłym tygodniu.

***

W środę wieczorem Hux siedział pochylony nad zadaniem domowym, ale nie umiał się skupić. Stresował się, nie jadł prawie nic, nie umiał zasnąć - zabijał swoje ciało, ale uczucia nie znikały. Co więcej, spanie w swetrze Kylo bynajmniej nie pomagało pozbyć się myśli o nim. Kręcił się w kółko, sam już nie wiedział, czego chciał. Albo wiedział i z całych sił nie dopuszczał do siebie tej myśli.

Bo chciał Kylo, chciał go przy sobie, chciał usłyszeć jego głos, posprzeczać się, popatrzyć w oczy, cokolwiek, tylko nie ta dobijająca cisza. Zawsze uczono go, żeby umieć walczyć o swoje, Armitage Hux się nie poddawał. Gdy składanka wybrała Fix you, jako kolejny odtwarzany utwór, Hux otworzył komunikator. Przełknął ślinę i napisał wiadomość.

Armitage: Phas, potrzebuję transportu.


środa, 21 marca 2018

Antidotum na niepokój cz.28

Gdy nadszedł czwartek, dzień korków z matematyki, Kylo był delikatnie rzecz biorąc rozdrażniony. Na pewno miało na to wpływ granie do późna i zażycie zaledwie kilku godzin snu. Co gorsza, Hux prawie nie odpisywał na jego wiadomości, nie widzieli się też od piątkowego obiadu. Tydzień. Pieprzony tydzień Huxa migającego się od spotkań, telefonów i dłuższych rozmów. Ren miał dość lakonicznych odpowiedzi, bo było mu z tym co najmniej dziwnie. Czuł, że się zbliżyli podczas wyjazdu, dużo razem rozmawiali, Armitage nawet mu się zwierzył. A teraz? Jak kamień w wodę. W końcu skręcił nogę, a nie ręce, chyba mógł się wysilić na coś więcej niż kilka zdechłych wiadomości? Był tak zły, że nie chciał wcale iść na te korki. Nie miał doświadczenia w tworzeniu, a tym bardziej utrzymywaniu relacji. Może coś zrobił nie tak? Może jego mama powiedziała coś źle? Nie miał pojęcia, nie potrafiłby też zapytać. Brakowało mu tej pary butów w przedpokoju. Zirytowany zebrał się, postanawiając z premedytacją, że się spóźni.



Hux siedział przy biurku w swoim pokoju, po raz piąty przeglądając zadania z matematyki, chociaż zupełnie nie myślał, kiedy na nie patrzył. Nie czuł się najlepiej, jego genialny plan odcięcia się od Kylo zżerał go od środka. Było dużo rzeczy, o których chciał z Kylo porozmawiać, wymienić głupią opinią, ale postanowił być uparty i zdusić w sobie wszystkie nadzieje. Zastanawiał się, jak się zachować podczas korków, chciał, żeby było normalnie. Zrobią zadania, wypiją herbatę, Kylo wróci do domu i pewnie zobaczą się dopiero w poniedziałek, gdy ten wróci z zawieszenia. Brzmiało, jak wystarczający okres czasu, by się ogarnąć, ale im dłużej Hux ignorował Rena, tym więcej o nim myślał. Irytował się, szesnasta minęła piętnaście minut temu, a Kylo dalej nie było.

Spóźnił się ponad dwadzieścia minut i gdy Hux otworzył mu drzwi, nawet się nie przywitał. Ruszył po schodach, lądując na Armitage’owym łóżku z Milicent w rękach. Kotka naprawdę go lubiła.

Huxowi nie podobała się ta atmosfera, nie o to mu chodziło, ale niezbyt wiedział, jak to teraz naprawić. Gdy przyjrzał się Kylo, ten wyglądał na przygnębionego, obrażonego nawet, ostentacyjnie poświęcając całą swoją uwagę kotu. Hux przyszedł przy biurku i spojrzał na dwójkę najbliższych mu stworzeń, siedzących teraz na jego łóżku. Obserwował, jak długie palce Kylo giną w gęstym futrze Millicent, która ciągle upominała się o więcej pieszczot.

- Stęskniła się za tobą - mruknął.

- Chociaż ona - powiedział bardziej do siebie niż do Huxa. Jedną ręką głaszcząc kota wychylił się do plecaka po zeszyt - Co robimy dzisiaj?

- Wielomiany i równania - odparł, odwracając się do blatu, czekając, aż Kylo podejdzie i usiądzie na krześle obok. - Ale tylko jedna kartka.

Odłożył kotkę na łóżko i usiadł koło Huxa.

- Na czym to polega?

- Trochę jak kwadratowe, ale masz większe potęgi, patrz, masz równanie… - Hux zaczął tłumaczyć mu wielomiany, szło mu o tyle łatwo, że to samo robili przez cały tydzień, a że siedział sam, to tylko na tym się skupiał.

Ich dialogi nie schodziły na tory poza matematyczne. Armitage tłumaczył, unikał wszelkiego kontaktu fizycznego, więc utrzymywał przerwę między nimi, nie nachylał się. Kylo pytał i liczył kolejne przykłady, szło mu nawet nieźle dopóki nie doszli do parametru, z którym Hux sam miał problem, więc irytował się jeszcze bardziej niż powinien.

- Nie rozumiem tego - warknął w końcu Kylo kreśląc kartkę w złości.

- Bo się nie skupiasz w ogóle! - Hux bardzo nie chciał podnosić głosu. Wziął spokojny wdech i wydech. Przez swoje tłumaczenia też zaczynał się powoli gubić. - Nad czym tak myślisz, bo na pewno nie nad tym zadaniem.

- Nad niczym szczególnym – burknął. - Sam przed chwilą nie wiedziałeś jak to zrobić.

- Bo już mi się plącze przez to tłumaczenie osiem razy, czekaj - powiedział, biorąc kolejną kartkę i w pośpiechu rozpisując równanie. Jednak nawet na czysto żadne m, x czy p nie miało dla niego sensu. Rzucił ołówek na biurko, ten poturlał się i spadł za nie. Hux westchnął cierpiętniczo. - Zostawmy to, zróbmy kolejne.

Kolejne okazało się nawet gorsze. Kylo spojrzał na Huxa zdziwiony.

- Gdzie twoje androidowe zdolności?

- Gdzie twoje jakiekolwiek zdolności - rzucił. Był na granicy, naprawdę nie chciał być niemiły, ale wpadł już we własne sidła. - Zróbmy przerwę.

Kylo prychnął i usiadł na łóżku, po czym zaczął głaskać kota. Siedzieli chwilę w milczeniu, które przerwał Kylo.

- No bo w sumie…

Telefon Huxa zabrzęczał. Armitage spojrzał na wyświetlacz.

Połączenie: Poe.

Kurwa.

- Czekaj chwilę - przerwał mu i agresywnie odebrał telefon. - Halo?

- Armitage? - głos Poe był dziwnie niepewny.

- Co chcesz?

- Możesz rozmawiać? Proszę.

Co on taki zdesperowany, pomyślał Hux. Spojrzał na Kylo, który też wyczekiwał, aż ten odłoży słuchawkę. Przemasował palcami skronie. Miało być łatwo, a wyszło jak zwykle i oni obaj musieli zwalić mu się na głowę w tym samym momencie.

- Teraz jestem zajęty - upierał się.

- Ok, rozłącz się, to przyjadę pod twój dom - zagroził.

Hux zerwał się w krzesła. Kylo podniósł na niego zdziwiony wzrok.

- Nie zrobisz tego.

- Nie?

W słuchawce usłyszał dźwięk uruchamianego silnika. Włos zjeżył mu się na głowie, jak Poe tu przyjedzie to będzie koniec wszystkiego.

- Dobra! Dobra, czekaj  - poddał się.

Zasłonił mikrofon dłonią i zwrócił się do Kylo.

- Muszę to odebrać, daj mi sekundę - powiedział i kuśtykając wyszedł z pokoju.

Ren aż się zjeżył. Nie potrafił uwierzyć w to, co się właśnie działo. Rozpoznał głos Poe. Ciężko by było nie, wydarł się niemal do słuchawki. W brzuchu piekła go złość, poczucie zdrady, a przede wszystkim upokorzenie. Zaufał mu. Uwierzył, że może coś dla kogoś znaczyć i to bardziej niż komukolwiek wcześniej.

Hux zamknął się w łazience i usiadł na zamkniętym sedesie.

- No co chcesz - zapytał.

- Chciałem cię przeprosić - powiedział Poe, brzmiał już spokojniej.

- Za co niby?

- Za zostawienie cię w lesie. Chujowy ze mnie lider, gdybym pilnował, czy wszyscy biegną, to pewnie nic by się nie stało.

- Naprawdę dzwonisz do mnie tylko po to? - zapytał zirytowany.

W sumie sam nie wiedział, czego się spodziewał.

- Nie chcę się z tobą kłócić, Hux. Zjebałem i przyznaję się do winy, przepraszam - nalegał.

- Nie przesadzasz trochę, Poe? - westchnął. - Poza tym to ja zjebałem - powiedział, mając na myśli zarówno Damerona, jak i Rena. - Nie powinienem był się na tobie wyżywać. Było minęło.

- Jak twoja noga?

- Bywało lepiej.

Słyszał, jak Poe wzdycha do słuchawki. Chyba zeszło z niego napięcie. Mogli to załatwić wcześniej, jeżeli tylko o to chodziło. Przecież umieli ze sobą rozmawiać, zachowywali się jak uparci kretyni tylko ze względu na dumę. Hux myślał, że to koniec, ale Poe najwyraźniej dopiero się rozkręcał.

Kylo wyszedł z pokoju rozglądając się po korytarzu. Huxa nigdzie nie było. I to już dziesięć minut, choć czas ten dłużył się Renowi tak niesamowicie, że równocześnie mogła to być i godzina.

- W ogóle - kontynuował Poe. - pewnie zauważyłeś, że ja i Finn…

- Musiałbym być ślepy, żeby nie zauważyć - przerwał mu.

Poe oczyścił gardło.

- No właśnie - powiedział. - Nie chcę, żeby miał o mnie złe zdanie. Że trzymam urazę i nie przejmuję się innymi, a to nieprawda.

- Wow, jak to wszytko musi być zawsze o tobie, co? - sarknął.

- Nie chcę tego słyszeć do ciebie - burknął. - Zależy mi na nim, ok? Myślę, że coś z tego będzie.

- Dobrze wiedzieć, że ci się powodzi - odpowiedział, starając się brzmieć, jakbym go to obchodziło. Czekał, aż Poe się rozłączy, nie chciał, żeby Kylo tyle na niego czekał. Zwłaszcza, że zaczął coś mówić i Hux musiał wiedzieć, o co mu chodziło. - To wszystko, co chciałeś mi powiedzieć? Zajęty jestem, Kylo…

Ugryzł się w język.

- Kylo? Jest tam z tobą? A więc to dlatego nie chciałeś rozmawiać.

Huxa zamurowało.

- To nie jest tak jak myślisz - tłumaczył się.

- No nie graj głupiego, też mam oczy. To jednak się spotykacie?

- Nie. To skomplikowane, Kylo nie…

- Tak, ja wiem jak to jest skomplikowane, panie nie-mam-uczuć. Wie o nas?

- Nie i tak ma zostać.

- Och, co za reakcja! - powiedział Poe. - Czyżby komuś zależało?

- Zamknij się, mówiłem, że to skomplikowane i nie twój interes - Hux czuł, jak coś ściska go za gardło.

Wiedział, że Poe nie zrozumie. Nikt nie zrozumie. On sam ledwo się w tym odnajdywał.

- Skończ pieprzyć, Hux, obaj wiemy, o co tak naprawdę ci chodzi. Tylko wiesz, Kylo jest o wiele bardziej wrażliwy niż ja. Powinien wiedzieć dla jego dobra.

- Ty nic nie rozumiesz! Jak zwykle, dalej tego nie pojąłeś! - krzyknął.

- Dupek z ciebie jednak, Hux. Cześć - rozłączył się.

Hux zwiesił głowę i przeklął pod nosem. Najszybszej jak mógł przeszedł do pokoju. Otworzył drzwi i zaczął mówić:

- Wybacz, że tak długo, ale… - i przerwał.

W pokoju nikogo nie było. Plecak, kurtka zniknęły. Kylo zniknął. Hux był w szoku. Wrócił na korytarz, zszedł na dół. Nie było butów, drzwi niedomknięte.

- Szukasz kolegi? - usłyszał głos ojca z salonu. - Wyszedł jakiś czas temu, widzisz, nawet on ma cię dość.

Nie potrzebował komentarza ojca, by wściec się do granic możliwości. Natychmiast wykręcił numer Kylo, ale ten nie odbierał.

- No kurwa!

Z krzykiem cisnął telefonem o ścianę. Ojciec krzyknął coś z pokoju. Hux uklęknął na ziemi i podniósł komórkę. Szkło w kawałkach, ale dalej było coś widać. Spróbował jeszcze raz zadzwonić. 
Nic.

- Zjebałeś, Hux - szepnął do siebie, nie podnosząc się z podłogi.

poniedziałek, 19 marca 2018

Antidotum na niepokój cz.27

W sobotnie popołudnie Phasma podjechała pod dom Huxa. Upierał się, że podjedzie do niej autobusem, ale ona stwierdziła, że skoro musi odebrać swoje rodzeństwo z zajęć dodatkowych, to może też wziąć Armitage’a i zawieźć całą gromadkę do domu. Okazało się, że ściema Huxa nie minęła się z prawdą, gdyż Phasma rzeczywiście została sama z dziećmi, bo jej rodzice pojechali kogoś odwiedzić.

Hux widział już wcześniej rodzeństwo swojej starszej koleżanki. Były to siedmioletnie bliźniaki, chłopiec i dziewczynka, śliczne blondwłose aniołki z zewnątrz i prawdziwe demony w środku. Z pewnością miała na to wpływ Phasma, jednak Armitage, choć niewierzący, zastanawiał się, czy nie powinien ich odwiedzić egzorcysta.

- Phas, czy twój brzydki chłopak będzie się mógł z nami pobawić? - zapytała Mal, gdy odebrali Huxa.

- Nie wiem, mój brzydki chłopaku, chcesz się pobawić z dzieciakami? - zapytała go Phasma, ironizując.

- Nie - uciął Hux, a dziewczynka naburmuszyła się, po czym wyszeptała coś swojemu bratu do ucha i oboje zaczęli chichotać.

- Sorki, że ci nie powiedziałam, to wyszło nagle - powiedziała Phasma.

- Spoko, nie przeszkadzają mi.

Gdy dojechali do domu i dzieciaki zaczęły ściągać kurtki, Phasma wydała rozkazy.

- Wy siadajcie do lekcji, a ty do stołu i mów, jak sytuacja.

- Ale jest sobota! - zawyły chórem. - Chcemy na konsolę

- Najpierw lekcje potem konsola.

Obrażone na cały świat bliźniaki pomaszerowały do pokoju. Hux zastanawiał się, jak długo dadzą im spokój. Phasma zaprowadziła go do kuchni.

- Chcesz coś do picia?

- Herbatę w sumie - odpowiedział.

Phasma nastawiła wodę po czym siadła przed Armitagem.

- No mów cioci Phasmie co się stało.

- Ew - Armitage skrzywił się na to zdanie. - Mów do mnie jak do dorosłego.

Phasma przewróciła oczami.

- Drażliwy jesteś. Opowiadaj.

- Chyba powinienem zacząć od początku, żebyś miała pełny obraz, czyli właściwie od kłótni w autokarze…

Hux opowiedział jak mniej więcej przebiegały wydarzenia wycieczki. Od deklaracji nienawiści, po sweter, który swoją drogą znalazł w domu w swoim plecaku, psa Poe, rzekomy pocałunek, od którego dla niego się wszystko zaczęło, wszystkie drobne gesty i rozmowy, aż w końcu bieg, kłótnię z Dameronem i samodzielne poszukiwania Kylo. W między czasie Phasma zdążyła zalać herbatę i postawić parujące kubki przed nimi.

- Rozumiesz, on zwraca tyle uwagi na wszytko, co robię. Trzeba było widzieć to spojrzenie, jak mnie zobaczył bez ubrań. W sensie w ręczniku byłem - poprawił się. - Albo jak mnie trzymał za rękę w karetce. Jacy kumple tak robią? Leżę koło niego i nie mogę się uspokoić, świadomość, że najprawdopodobniej się mylę jest straszna.

- Hux - powiedziała Phasma z bardzo poważną miną. - Nie wiem jak i to powiedzieć, chyba żaden sposób nie będzie zbyt delikatny, ale jeśli obiektem twoich uczuć, o które cię nie posądzałam, jest Kylo, to chyba jest jak diagnoza raka.

Hux bezceremonialnie przywalił czołem w blat stołu, aż się herbatka ulała z kubka.

- Chcę mój aromantyzm z powrotem - mruknął, nie podnosząc głowy. - Phasma, czy mogę to zabić? Póki on jeszcze chce ze mną rozmawiać.

Dziewczyna zaśmiała się.

- Naprawdę chcesz się tego pozbyć? Wydajesz się całkiem wesoły. Chyba nigdy nie widziałam, żebyś się tak uśmiechał.

- Naprawdę? - zapytał i podniósł się ze stołu. - To mi zrujnuje wizerunek, muszę się ogarnąć.

Wziął kubek w dłoń i zrobił łyk.

- A co jeżeli mi się tylko wydaje? - pomyślał głośno. - Wiesz, jak to jest na wycieczkach, nagle wszystkim odbija i zachowują się inaczej niż by robili w normalnych okolicznościach. Mój mózg wariuje przez doświadczenia z Poe, może za tydzień wrócę do bycia sobą?

Phasma wzruszyła ramionami.

- Możliwe. Na samym początku początku zakładałam, że po prostu potrzebujesz kogoś, bo się nudzisz, ale dalej mi na to nie wygląda. Mimo wszystko gdybyś chciał tylko kogoś wykorzystać do zaspokojenia siebie to zrezygnowałabym z Rena. Jest zbyt… Nieobliczalny.

- No i w tym jest problem - westchnął, wracając do pozycji leżenia na stole.

Tylko, że jemu nie o to chodziło, o żadne próby inicjacji seksualnej, o jakieś pragnienia, do tej chwili nie myślał o Kylo w takiej kategorii. Było coś w tej delikatności i uczuciowości, czego Hux wcześniej nie doświadczył. Czasem chciał go uderzyć, a czasem trzymać za rękę. Udusić i spać obok, podłożyć nogę i oglądać razem film. Ta dwubiegunowość emocji doprowadzała go do szału. Nie rozumiał tej zmiany, wcześniej uważał niektórych za atrakcyjnych, ale nie na poziomie uczuć, fizyczność była zabawą i przyjemnością, ale nie umiał się przywiązać, angażować. Gdyby tylko wiedział, co czuje Kylo, może wtedy łatwiej byłoby się wyłączyć.

- Hux? Czy ty się tego boisz?

Armitage Hux, który nigdy w życiu nie przyznał się do strachu, poczuł jak załamał mu się oddech, gdy po chwili ciszy odpowiedział:

- Tak.

Phasma wstała, podeszła do szafki, po czym wróciła do Armitage’a z szklanką whisky.

- Opowiedz mi.

- Chyba cię kocham - powiedział, przyjmując szklankę.

- Błąd - pogroziła mu palcem. - Kochasz Rena, a ja chciałabym, żebyś mi o tym opowiedział.

Hux spojrzał na nią autentycznie przerażony, po czym wychylił szklankę na raz, nie łamiąc kontaktu wzrokowego.

- Proszę dolej, będę tego potrzebował.

Po dolewce i tym razem pojedynczym łyku, Hux wziął głęboki wdech, starał się uporządkować myśli. Alkohol rozgrzewał mu przełyk.

- Możesz to nazwać miłością na tak wczesnym etapie? - zaczął. - Ja nie wiem, czym to się objawia ani jak daleko jestem. Mnie nigdy nikt nie kochał. Pamiętam, jak Poe ostrzegał, żebym się nie zakochał. Ostatecznie to chyba on nie uważał, ale to już nie był mój problem.

- No cóż z dwojga złego, to Ren jest mimo wszystko lepszy od Damerona - skwitowała Phasma.

- Trudno się nie zgodzić - powiedział. - Ale wiesz… ja się chyba boję jego reakcji, no bo cholera, nawet nie wiem, czy jest homo, bi przynajmniej. Kilka dni temu byłem przekonany, że podoba mu się Rey.

- A nie? Zaskakujesz mnie, jest chyba jednak mniej przewidywalny, niż mi się zdawało.

- Nie, sam mi to powiedział. Ma jakieś kompleksy, bo ona od dzieciństwa była we wszystkim lepsza i chce, żeby jego ktoś w końcu docenił.

- Ciekawe - wymruczała Phasma - Nie znam go, nie wiem czy jest jakaś szansa, żeby był interesującej cię orientacji.

Hux spojrzał na nią z rezygnacją w oczach. Popił whisky i chwycił szklankę w obie dłonie, wpatrując się w ciemny, falujący płyn. To było do przewidzenia, że zawsze musiał mieć w życiu pod górkę.

- Śpię w jego swetrze, Phas, tak nisko upadłem. Może naprawdę powinienem się zdystansować, ochłodzić tę relację.

- Pij - dolała mu whisky.

Jak na razie nie potrzebowała wiedzieć nic więcej.

Nie mógł odmówić takiej propozycji, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Nie ukrywał, że było mu nieco lżej, gdy podzielił się całą dramą z Phasmą, ale nie zmieniło to faktu, że z każdą myślą o Kylo było z nim coraz gorzej i narastał w nim niepokój. Co, jeżeli Kylo o wszystkim się dowie i przestanie postrzegać go jak przyjaciela. Co, jeżeli będzie się go brzydził. I najgorsze - co, jeżeli go zostawi. Nie było gorszego scenariusza na ten moment niż ponownie bycie pozostawionym samemu sobie. Chciał go obok, nawet, jeżeli wiązało się to z ciągłym cierpieniem. Może z czasem przestałby czuć cokolwiek i wrócił do dawnego siebie.

niedziela, 18 marca 2018

Antidotum na niepokój cz. 26

Armitage Hux stał pod drzwiami rodziny Solo i już dawno przestał ukrywać, że naprawdę był zestresowany tym obiadem, po rozmowie z Phasmą to już w ogóle czuł się jakby Kylo chciał ich przedstawić z oczywistych powodów, a myślenie o tym było absurdem, przez co Hux denerwował się jeszcze bardziej. Odkaszlnął, nerwowo poprawił krawat i zadzwonił dzwonkiem.

Otworzył mu Kylo, który nie wpadł na pomysł ubrania się elegancko, więc stanął przed nim w bojówkach i koszulce z jakimś zespołem. Miał podkrążone oczy i rozczochrane włosy, ale na widok Huxa się uśmiechnął.

- A żeś się odstawił.

- Cicho, chcę zrobić dobre wrażenie - odparł. Czemu tak wszyscy zwracali na to uwagę, zawsze się dobrze ubierał, raz ubrał krawat i od razu jakby szedł na czerwony dywan.

Tak naprawdę to Kylo też chciał się lepiej ubrać, ale granie do piątej i spanie do czternastej mu w tym przeszkodziło. Dopiero co zdążył się umyć, miał jeszcze wilgotne włosy. Puścił Armitage’a w drzwiach dalej sobie z niego żartując. Rudy wywrócił na to oczami, przynajmniej nawet o kulach wyglądał lepiej niż Kylo i jego podkrążone oczy.

- Co jemy? - zapytał, po czym dodał. - Gdzie jest twoja mama?

- Tutaj - z kuchni dotarł go przyjemny głos i, co lepsze, cudowny zapach.

- Spaghetti, nawet nie jest ostre - mruknął Ren.

- To fajnie - odparł. Nie jadł praktycznie nic od rana, więc umierał z głodu. - A i mam dla ciebie notatki, to dam ci później - przypomniał sobie.

Postawił plecak pod wieszakiem na kurtki, a Kylo zaprowadził go do kuchni, by przedstawić go mamie.

- Dzień dobry, jestem Armitage - przywitał się.

Kobieta podała mu dłoń, która uprzednio wytarła o ręczniczek.

- Leia, bardzo mi miło cię poznać - powiedziała.

- Mnie również - odpowiedział, trzymając na twarzy lekki, acz sympatyczny uśmiech.

Kylo starał się nie parsknąć śmiechem, bo cała ta sytuacja była strasznie odrealniona. Nie zamierzał się nią jednak stresować.

- Kylo sporo mi o tobie opowiadał.

No i skończyło się nie stresowanie. Kylo rzucił Lei spojrzenie w stylu „MAMO, SKOŃCZ”.

- Naprawdę? - zapytał, ciągle miło uśmiechnięty, jednak miał ten diabelski błysk w oku, który nie umknął Kylo. - Co takiego mówił?

- Że się przyjaźnicie, że siedzicie razem na zajęciach i pomagasz mu w matematyce - mówiąc Leia zaczęła wyciągać talerze, po czym podała je Kylo - Proszę nakryj do stołu Ben.

Ben. Kurwa, Kylo rzeczywiście miał jakieś normalne imię.

- …no i że jesteś jednym z lepszych uczniów w klasie. Nawet wspominał, że masz kotka, Ben zawsze chciał mieć jakieś zwierzątko, wiesz?

- Ekhm - odkaszlnął Kylo czując, że jego policzki nie są już blade.

Nie było lepszej rozrywki niż patrzenie, jak Kylo jest coraz bardziej zażenowany.

- Nigdy o tym nie wspomniał, ale faktycznie, bardzo lubi Milicent - odparł.

Leia wydała mu się bardzo miłą i promienną kobietą, było coś kojącego, gdy zobaczył interakcje Kylo z jego mamą na własne oczy, coś tak niewinnego i zdzierającego z Kylo cały mrok, którym otaczał się na co dzień. Nawet było mu całkiem miło, że Kylo o nim komuś opowiadał. I że nie były to bluzgi.

- Zawsze przynosił do domu wszystkie pokaleczone ptaki, koty, raz nawet znalazł jeża - Leia podniosła miskę z makaronem, ale Kylo wyjął ją z jej rąk, mówiąc “ja to zrobię, mamo” i znów wracając do nakrywania stołu.

Rozumiem, że nie wyszedł z wprawy w noszeniu rannych, pomyślał Hux, oglądając się za Kylo.

- To brzmi jak on - powiedział.

Cała trójka zasiadła w końcu do stołu, Kylo nakładał porcje i nalewał wodę. Gdy jego ojciec był nieobecny, rola mężczyzny w domu przypadała jemu i Hux uznał, że to bardzo odpowiedzialne z jego strony. Ciekawie było obserwować potulne zachowania Kylo albo raczej Bena Solo, bo nim właśnie był w oczach Lei.

- Na jakie studia chciałbyś pójść, Armitage? - zapytała go Leia, Kylo uprzedził ją, żeby nie zdrabniała jego imienia.

- Prawo albo zarządzanie - odpowiedział. - Mój ojciec chce, żebym przejął jego firmę. Ale ostatnio myślałem też o akademii wojskowej.

- Ambitnie - pochwaliła go. - Skąd pomysł na akademię?

- Sam nie wiem - powiedział, mieszając widelcem w talerzu. - Wojsko mnie zawsze fascynowało w pewien sposób. Jest schludne i budzi szacunek. Jest coś intrygującego w mundurze i broni.

- Twój perfekcjonizm przeraziłby nawet wojskowych – rzucił Kylo, który ie odzywał się za wiele podczas obiadu. Nie dlatego, że czuł się nieswojo, po prostu chłonął tę atmosferę.

Hux zaśmiał się i napił wody, gromiąc Kylo spojrzeniem.

- Znaczy, wie pani, nawet jeśli, to ja się na front nie nadaję. - Zaprezentował się dłonią z góry do dołu. Na ten moment pewnie wyśmialiby go przy rekrutacji, nie mówiąc o testach sprawnościowych. - Raczej zarząd, strategia, może inżynieria? Trudno jeszcze zdecydować.

Rozmowa przebiegała naprawdę przyjemnie i Hux czuł się jeszcze lepiej w tym domu. Jadał posiłki z jego rodzicami, jednak często pomijany był w rozmowie. Nikt nie liczył się z jego zdaniem, ponieważ z góry uważane było ono za błędne. Zastanawiał się jak to jest być chcianym w swoim domu.

Po obiedzie Kylo pozmywał, a potem poszli do jego pokoju.

- Twoja mama jest bardzo miła - powiedział Hux, siadając na łóżku Rena.

Kylo włączył wieżę i przyciszył na tyle, by muzyka nie zagłuszała ich rozmowy.

- Bardzo się stara od kiedy wróciła - powiedział uwalając się na łóżku obok Huxa.

- To chyba dobrze, co nie? Że chce mieć z tobą dobry kontakt.

- No niby tak - przetarł twarz dłońmi - Po prostu boję się, że się przyzwyczaję, a ona niedługo znowu pojedzie.

Hux pokiwał głową ze zrozumieniem.

- Ale potem znowu wróci, nie? Chyba powinniście wykorzystywać te momenty jak najlepiej.

- Staram się. Po prostu czasem mam żal i gdy mama przyjeżdża, to ja znikam. Tym razem pierwszy raz czuję, że może będzie inaczej. Chyba, że ojciec przyjedzie - odwrócił się do Huxa podkładając sobie poduszkę pod głowę. - Jak twoja noga?

Hux położył się obok niego, trzymając ręce wzdłuż ciała, a nogi na ziemi.

- Może być, chociaż jak o coś uderzę, to napierdala nieziemsko. Wyczerpałem limit przeciwbólowych dzisiaj. W szpitalu powiedzieli, że za kilka dni powinno być lepiej - powiedział.

Leżeli na łóżku, odpoczywając po posiłku. Z wieży sączyły się gitarowe brzmienia, które nawet nie przeszkadzały Huxowi tak bardzo. W większości przypadków, gdy w towarzystwie zapada cisza, czuć potrzebę zapełnienia jej. Z Kylo nie było takiego problemu. Chociaż, gdy przypomniał sobie rozmowę z Phasmą, zrobiło mu się trochę niezręcznie. To świadomość pewnych rzeczy zawsze wszytko utrudniała, ale Kylo zdawał się tym nie przejmować. Hux obrócił głowę, by na niego zerknąć. Leżał z zamkniętymi oczami, wsłuchując się w muzykę. Wiele razy zdarzało im się leżeć na razem na łóżku, ale wcześniej Hux nie przykładał do tego takiej wagi. Teraz czuł się, jakby coś ukrywał, co w sumie nie mijało się z prawdą i że był w pewien sposób intruzem na gruncie, który zwykł być neutralny.

- To może dam ci notatki, póki pamiętam - powiedział i podniósł się z łóżka.

- Nigdzie nie idziesz, jeszcze się wyjebiesz - mruknął Kylo i podreptał po plecak do przedpokoju. Złapał go i rzucił na łóżko obok Huxa.

Hux nie chciał być traktowany jak nieudolny, ale w zasadzie, po co się męczyć. Wyciągnął z plecaka zeszyty i dodatkowe kserówki, i podał je Kylo.

- Odbiorę je w czwartek, jak się spotkamy. Doceń, że zapisałem chyba każde słowo na literaturze - powiedział.

- W czwartek? – to było prawie za tydzień. - Nie wpadniesz jutro czy coś? - przeklął się w myślach za smutek w głosie.

- Nie mogę, idę do Phasmy - powiedział, po czym wymyślił powód. Nie wiedział czemu, ale czuł, że powinien się wytłumaczyć. - Zostaje sama z rodzeństwem i chciała, żebym jej dotrzymał towarzystwa.

Nie wiedział czy sobie nie ubzdurał, ale w czarnych oczach Kylo pojawił się ból. Ren odłożył zeszyty na biurko i usiadł na krześle, w oddaleniu od Armitage’a. Rudemu zrobiło się trochę głupio, chociaż nie umawiali się na sobotę ani nic. A z Phasmą musiał się spotkać, bo inaczej będzie tkwił w miejscu. Spojrzał na Kylo, był nieco przybity.

- Ale wiesz, ciągle tu jestem teraz, więc możemy coś obejrzeć? - zaproponował. Teraz cisza naprawdę zrobiła się ciężka. - Albo zagrać w jakąś grę? Chyba miałeś Monopoly z tego co pamiętam.

- Niech będzie gra niszcząca przyjaźnie - powiedział i zaczął szukać pudełka po szafkach.

Po jakimś czasie atmosfera w końcu się rozluźniła. Z początku Hux mocno kosił Kylo, jednak gdy ten rozbił Darmowy Parking i postawił hotele, Armitage musiał oddawać karty, żeby się spłacić. Niedługo później Hux zaczął się zbierać, mimo, że Leia zachęcała, by został na kolacji. Podziękował, ponieważ z jednej strony zupełnie nie był głodny, a z drugiej chciał być w domu wcześniej, żeby nie musieć się tłumaczyć. Nie bardzo wiedzieli czy powinni się przytulić czy podać sobie rękę na pożegnanie, więc podobnie jak poprzedniego dnia stali naprzeciw siebie w milczeniu, dopóki Hux nie powiedział “do zobaczenia” i nie ruszył przez podwórko. Kylo patrzył, jak jego postać znika za krzakami, po czym zamknął drzwi.

Zbierał się w nim jakiś żal, którego nie potrafił jeszcze opisać słowami.

Ale potrafił napisać wiersz.



Dziś był pierwszy dzień reszty mojego życia. Dowiedziałem się,
że kosmos jest blady jak śnieg.
Piegi to konstelacje.
Każdy siniak to osobna planeta, galaktyka i czarna dziura, w której ginie światło.
Blizny przecinają kosmos niczym ogony meteorów, rakiety i odkrywcy nieznanych miejsc.
Patrzyłem na mapę nieba i nie umiałem znaleźć drogi
jakim cudem nie gubisz się
i ciągle oddychasz w próżni?
Patrzyłem w gwiazdy i chciałem ujrzeć ich historię,
czy właśnie się narodziły,
czy to tylko ich blask trwa przez lata świetlne,
jedyny powidok ich dawnej egzystencji.
Każda gwiazda ginie w moich dłoniach,
moje dłonie są horyzontem zdarzeń.
Cokolwiek zjawia się w ich zasięgu musi zginąć.
Patrzę na moje dłonie, niecierpliwych odkrywców nowych zakątków galaktyki.
Chciałbym zanurzyć je w drodze mlecznej twoich pleców, oddać ci tlen.
Każdy dotyk to wybuch supernowej
a wszyscy naukowcy są w błędzie - kosmos jest coraz mniejszy.
Wiem, bo niosłem go na rękach i czułem jedynie wagę moich win.

środa, 14 marca 2018

Antidotum na niepokój cz. 25

Chodzenie o kulach było niemałym wyzwaniem, jednak po kilku godzinach w szkole Hux się przyzwyczaił. Komunikacja miejska była utrapieniem, Hux nie bez powodu wybłagał ojca o samochód, który teraz zdawał się na nic, gdy nie mógł nawet stanąć na prawej nodze bez skręcania się z bólu. Do jego i tak ubogiego menu dołączyły leki przeciwbólowe, a w głowie niemal słyszał głos Kylo, który powiedziałby, że kanapka z serem to nie jest wystarczająca baza na lekarstwa. Ale Kylo był zawieszony, a czego oczy nie widzą....

Lekcje były nudne bez Rena obok, Hux siedział sam praktycznie na każdym przedmiocie, zmuszając się do robienia porządnych notatek. Snoke odpuściła mu spacer do tablicy, gdy zobaczyła, jak nieudolnie starał się wytaraskać z ławki. Dameron od czasu do czas odwracał się do tyłu i spoglądał na Huxa, to matowe spojrzenie żalu przyprawiało rudego o mdłości. O co mu chodziło? Nie rozmawiał z nim, nie pisał, tylko patrzył się, jakby ten wzrok miał cokolwiek zmienić. Hux westchnął i odwrócił głowę w stronę okna. Czemu był na tyle głupi, żeby wplątywać się w takie relacje? I nie chodziło mu już jedynie o Poe, status Kylo w jego życiu stał pod znakiem zapytania. Z pewnością uważał go za przyjaciela, prawdopodobnie pierwszego, prawdziwego przyjaciela w jego życiu, jednak miał wrażenie, że niektóre rzeczy zdecydowanie wykraczały poza relację przyjacielską. A zwłaszcza jego własne reakcje na takie sytuacje. Z Poe wszelkie sygnały zainteresowania były oczywiste, w końcu jedynie o to chodziło, gdy się spotykali. Hux chciał wiedzieć, jak to jest i czy to na niego działa. I rzeczywiście tak było przez jakiś czas. Jednak z Kylo nic nie było oczywiste i sam nie wiedział, co o tym myśleć. Nie wiedział, gdzie były granice ich uczuć. Musiał sięgnąć po głos rozsądku.


-Hej, Phasma - zagadnął, gdy odnalazł dziewczynę na długiej przerwie. Siedziała z jakimiś chłopakami w szatni przy stole do piłkarzyków. Odwróciła się na dźwięk swojego imienia i od razu parsknęła śmiechem.

- O kurwa, co ci się stało?

- Skręciłem kostkę - odparł.

Czy naprawdę wyglądał tak przykro?

- Żal - stwierdziła, ocierając łezkę. - Jak?

- Długa historia, możemy pogadać? - zapytał.

Czuł, jak koledzy Phasmy go oceniają wzrokiem.

- Twarz Phasmy spoważniała.

- Wpadnij dziś do mnie. Co się w ogóle tak odstrzeliłeś?

- No właśnie dziś nie mogę, idę na obiad do Kylo - zniżył głos, teraz słyszał, jak to brzmi. - W sensie jego mama mnie zaprosiła.

Jeszcze gorzej.

Phasma uniosła brwi i spojrzała na kumpli rzucając, że zaraz wróci.

- No to mów co się stało.

Usiedli na ławce niedaleko wyjścia ze szkoły. Phasma poprawiła jasną grzywkę, miała krótko przycięte włosy, po czym otuliła się mocniej w połyskującą srebrem kurtką. Hux westchnął i rozejrzał się po korytarzu. Ten moment, gdy nie chcesz przyciągać uwagi, ale masz rude włosy i kule, a twoja koleżanka jest jebaną kulą dyskotekową. Teraz doszło do niego, że nawet nie wiedział, od czego zacząć.

- W największym skrócie - zgubiłem się podczas biegu na orientację i skręciłem nogę. Kylo mnie znalazł i przyniósł z powrotem, przyjechała karetka i w ogóle. A w wersji pełnej - chyba przekroczyłem granicę przyjaźni.

-Obustronnie? Czy tylko wykorzystujesz to, że jest idiotą?

- Za kogo ty mnie masz?

- Za zimnego sukinsyna bez większych uczuć.

- A weź, bo się zaczerwienię.

- To w ogóle nie jest bliźniacza sytuacja do tej z Dameronem?

Hux się zapowietrzył. To nie było w ogóle jak sytuacja z Dameronem.

- Zależy mi na nim na tyle, że nie chcę mu o tym mówić, bo to go zrani.

- W takim razie zastanawiałeś się, gdzie kupisz obrączki?

- Co? - zakrztusił się własną śliną. - Nie przesadzajmy, ja nawet nie wiem, czy on w ogóle myśli o mnie w taki sposób. Pewnie jest raczej nad wyraz emocjonalny, a ja się zbyt przejmuję.

- Całowaliście się?

Zmieszał się zupełnie. Czemu Phasma była tak dosłowna. Może to on był zbyt oczywisty. Było mu strasznie głupio o tym mówić. Chociaż w sumie… w lato słyszała gorsze rzeczy.

- Tak. Znaczy nie… znaczy, to skomplikowane - ukrył twarz w dłoniach.

Był taki żałosny, do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, jak to tak wygląda z zewnątrz. Phasma przyjrzała mu się, nie poznawała go. Zawsze, gdy opowiadał o Kylo raczej na niego narzekał, ale nie rozdrabniał się, nawet w swojej złości był opanowany. Teraz przyszedł do niej w stanie, o który nigdy by go nie posądziła. Do tej pory mieli jasne zdanie o związkach - fajna zabawa, ale co z tego, jak uczucia się kończą i nie ma sensu kontynuować romansu. Przy czym ona zwyczajnie nie miała szczęścia do chłopaków, więc zaczęła się bardziej bawić niż angażować, a Hux zadeklarował, że nie czuje większego zainteresowania żadną z płci.

- Zaczynam się o ciebie martwić - powiedziała całkowicie poważnie. - O Dameronie mówiłeś bez żadnych uczuć, teraz łamie ci się głos. Coś więcej? Chyba ze sobą nie spaliście?

- Nie! - wykrzyknął. Dwie dziewczyny, które akurat przechodziły obok, spojrzały się na niego. - Nie - powtórzył ciszej, starając się odzyskać godność i naturalny wyraz twarzy, jednak było to trudne przez wypieki. - To nie jest tak na poważnie. Kylo jest… sobą, po prostu. Chyba zupełnie nie postrzega naszej relacji w ten sposób, dla niego dotykanie mnie jest normalne.

Wzrok Phasmy wyrażał więcej niż tysiąc słów.

- Nie w ten sposób! Ja pierdole, Phasma, przestań myśleć w kategorii Poe, błagam, będzie mi łatwiej.

- Ja cię po prostu słucham. I tylko się upewniam w kwestii tego, że to kompletnie coś innego. Nie mam zielonego pojęcia, jaki jest Ren, ale chyba rozbił twój aseksualizm na kawałeczki.

- Właściwie to jestem aromantyczny.

- Byłeś.

- Mniejsza. I tak już nic nie rozumiem - powiedział załamany, przecierając twarz dłońmi. - Co ja mam z tym zrobić?

W pewien sposób dramat Armitage’a bawił dziewczynę. Nigdy nie widziała go tak przejętego i zagubionego w sytuacji. Nawet w lato poradził sobie zaskakująco dobrze, mimo, że sytuacja wydawała się bardziej skomplikowana. W tej chwili niezbyt wiedziała, jak mu pomóc, mając szczątkowe informacje, nie chciała wprowadzić go w błąd, bo żaden wróg nie jest gorszy od złej rady.

- Możesz go albo unikać, albo w to iść. W obu sytuacjach ciężko stwierdzić jak to się skończy, bo Kylo jest całkowicie nieobliczalny. Co ci się w nim w ogóle spodobało?

Huxowi nie podobała się żadna z tych opcji. Bez uczuć było zdecydowanie łatwiej.

- Nie wiem, nie umiem tego jeszcze określić. Po prostu… on - powiedział. W sumie nie zastanawiał się nad tym. Bardziej bał się, że myli przyjaźń i miłość, choć w tym wypadku używanie tego słowa to było za dużo powiedziane. - W ogóle, Poe coś ostatnio powraca tematem i boje się, że jak kiedyś coś powie przy Kylo, to tego nie odwrócę. Stąpam po kruchym lodzie, Phas.

- Widzę, obyś się nie utopił. Na twoim miejscu… - urwała, bo ktoś ją zawołał. Skrzywiła się. - Możemy dokończyć jutro? Wpadniesz do mnie albo po ciebie przyjadę.

- Okej - zgodził się. - Przy okazji powiem ci, jak obiad. Dzięki, że chce ci się mnie słuchać.

- Przestań - mruknęła, machając dłonią - to nic takiego.

Odchodząc, przyjrzała mu się jeszcze raz. 

- Tak w ogóle, to nie schudłeś ostatnio?

Hux wzruszył ramionami.

- Stres.